Na miniony weekend z niecierpliwością czekało wielu prezesów europejskich banków. Powód? Europejski Bank Centralny oraz Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) na niedzielę zapowiedziały publikację wyników badania jakości aktywów oraz stress-testów banków na naszym kontynencie. Od rezultatów badania zależy zaś, czy poszczególne banki w najbliższym czasie będą musiały szukać kapitału, czy będą mogły pozwolić sobie na spokojne rozwijanie biznesu. Dla EBC jest to bilans otwarcia przed zaplanowanym na 4 listopada przejęciem przez europejski bank nadzoru nad dużymi grupami bankowymi ze strefy euro, czyli przed oficjalnym startem unii bankowej.

W ramach badania EBC pod lupę wzięto 130 banków. 24 z nich uzyskały wynik negatywny. Gdyby w strefie euro doszło do wyraźnej recesji (a takie właśnie założenie było fundamentem scenariusza szokowego), to poniesione straty zjadłyby im tyle kapitału, że współczynnik wypłacalności CET1 obliczany dla najpewniejszych kapitałów spadłby poniżej wymaganego minimum 5,5 proc. (w normalnych warunkach to minimum wynosi 8 proc.). W sumie według stanu na koniec 2013 r. brakowało im 24,2 mld euro. Dużą część tej kwoty udało im się jednak już zebrać, obecnie z niedoborem zostaje tylko 13 europejskich instytucji, którym brakuje 9,2 mld euro.

Takie samo badanie w odniesieniu do 15 polskich banków przeprowadziła Komisja Nadzoru Finansowego. Jej przedstawiciele już kilka dni przed publikacją wyników zapowiadali, że będą one dobre i że pokażą siłę naszego sektora bankowego. Okazało się, że dwa banki oblały, ale nadzór zaraz dodawał, że już uzupełniły braki w kapitałach.

Chodzi o Getin Noble Bank oraz o BNP Paribas Bank Polska. Pierwszy poradziłby sobie wprawdzie w scenariuszu szokowym, ale nie przeszedł badania jakości aktywów. Bank podawał, że w końcu 2013 r. jego współczynnik wypłacalności wynosił 8,6 proc. Według nadzoru powinno to być niecałe 7,5 proc., a więc o 0,5 pkt proc. poniżej minimum. Przedstawiciele KNF przyznali, że większą część braku Getin już uzupełnił dzięki uwzględnieniu w funduszach własnych zysku z pierwszej połowy tego roku. Ostatecznie niedobór wynosi więc 4 mln zł.

– A i to jest oparte na historycznych danych. Aktualny współczynnik wypłacalności to 9,5 proc. Wzrósł nie tylko dzięki uwzględnieniu w kapitałach zysku, ale i dzięki naszej działalności biznesowej. Od pewnego czasu udzielamy mniej kredytów z większą wagą ryzyka, np. hipotecznych, a więcej np. kredytów dla gmin czy miast – tłumaczy Krzysztof Rosiński, prezes Getin Noble Banku. W efekcie jego zdaniem bank nie potrzebuje dokapitalizowania. Wystarczy, że z tegorocznego zysku nie wypłaci dywidendy.

W przypadku BNP Paribas problem pojawił się po uwzględnieniu wyników stress-testu. Nadzór wyliczył, że w latach 2014–2016 bank straciłby ponad pół miliarda złotych, a jego współczynnik wypłacalności CET1 spadłby do 4,7 proc. W efekcie KNF wyliczył niedobór kapitału na niespełna 140 mln zł. Tyle że bank przeprowadził w tym roku emisję akcji o wartości prawie 230 mln zł. W efekcie bank nie potrzebuje dokapitalizowania. Dodatkowo za kilka miesięcy ta instytucja zniknie z naszego rynku bankowego, zostanie bowiem przejęta przez BGŻ (od niedawna oba banki mają wspólnego właściciela – francuską grupę BNP Paribas).

Jak się jednak okazało, wymagania naszych władz nadzorczych wobec banków idą nieco dalej, niż wynikałoby z unijnych minimów. – Chcemy, by dla zapewnienia bezpieczeństwa banki miały co najmniej o 0,25 pkt proc. wyższe współczynniki wypłacalności od minimalnych poziomów – powiedział Wojciech Kwaśniak, zastępca przewodniczącego KNF. To oznacza problem dla kolejnej instytucji: Banku Ochrony Środowiska, któremu w jednym z wariantów badania udało się uzyskać wynik o zaledwie 0,01 pkt proc. wyższy od minimalnego 8-proc. wymogu.

Mariusz Klimczak, prezes BOŚ, bagatelizuje sprawę: – Poprawa wskaźnika o 0,25 pkt proc. wymagałaby od nas zwiększenia kapitału o 30 mln zł. Do tego nie potrzeba emisji akcji, w grę wchodzi szereg różnych działań, np. wystarczające jest zatrzymanie w banku części wypracowywanego zysku – podkreśla.

BOŚ jest wymieniany jako potencjalny nabywca wystawionego na sprzedaż BIZ Banku. Czy konieczność zwiększenia bazy kapitałowej nie ograniczy możliwości akwizycji? Zdaniem Klimczaka – nie: – Nie chcę komentować tej konkretnej sprawy, ale jeśli mamy dobre pomysły biznesowe, mam na myśli nie tylko przejęcia, to znalezienie kapitału powinno być kwestią wtórną.

W ramach badania jakości aktywów nadzór dokładnie przejrzał kredyty – zarówno dla firm, jak i dla klientów detalicznych – o wartości ponad 82 mld zł. Według Wojciecha Kwaśniaka w przypadku należności wartych 2,2 mld zł KNF znalazła przesłanki utraty wartości. Banki mają czas do końca roku, żeby odpowiedzieć nadzorcy, czy się z nim zgadzają, czy też mają jakieś argumenty na swoją obronę. Jeśli ich nie znajdą, należy liczyć się z tworzeniem przez banki dodatkowych rezerw na złe kredyty. Niektóre zwiększały skalę takich odpisów już wcześniej, ale w wynikach III kw. i IV kw. to zjawisko może się nasilić. Taką zapowiedź złożył wczoraj Alior. – Stosując zasadę ostrożnościowego podejścia do zarządzania bankiem, zarząd rozważa obecnie utworzenie dodatkowej rezerwy z tytułu wskazanych w badaniu różnic w kwocie około 10 mln zł w IV kwartale 2014 r. – czytamy w niedzielnym komunikacie banku.

Jak się okazało, dobrze wypadły nie tylko polskie banki, lecz także ich europejscy właściciele. Z wyjątkiem portugalskiego Banco Comercial Portugues, inwestora strategicznego Banku Millennium. Dziennikarze pytali Andrzeja Jakubiaka, szefa nadzoru, czy niepowodzenie Portugalczyków będzie miało jakiś wpływ na losy polskiego banku. – Jesteśmy w stałym kontakcie z tym akcjonariuszem. Wydaje mi się, że w strukturze akcjonariatu polskiego banku nie zajdą istotniejsze zmiany – odpowiedział przewodniczący KNF. Potwierdzili to sami Portugalczycy: „Nie są niezbędne żadne plany zwiększenia kapitału ani wymuszonej sprzedaży aktywów strategicznych” – stwierdził BCP w komunikacie prasowym.

Wymagania władz nadzorczych wobec banków idą dalej niż unijne minima

OPINIA

Wyniki badania jakości aktywów i stress-testy polskich banków z naszego punktu widzenia wypadły dobrze. Banki są dobrze skapitalizowane i odporne na wstrząsy, i to pomimo braku pomocy ze strony państwa w trakcie kryzysu. Nie mamy w sektorze bankowym większych problemów. Obyśmy musieli radzić sobie tylko z takimi sprawami jak to, że pojedynczym bankom, które są przecież w pełni wypłacalne, brakuje w określonym scenariuszu kilkudzies ięciu milionów złotych. Dla nas ważne jest to, że przeprowadziliśmy badanie zgodnie z metodologią Europejskiego Banku Centralnego. Teraz nikt w Europie nie będzie mógł powiedzieć, że wyniki naszych banków nie dadzą się porównać z innymi. To jest istotne dlatego, że po tym, jak EBC przejmie nadzór nad największymi europejskimi bankami, stanie się dla nas najważniejszym partnerem. Kwestia naszej wiarygodności jest tu absolutnie kluczowa.