20 mld zł to szacunkowe wyliczenia DGP kosztu obsługi kredytów zaciągniętych na dzień 8 listopada 2012 r. – gdy Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła poprzedni cykl cięć. Nie uwzględniliśmy w nich ani kapitalizowania odsetek, ani nowo zaciąganych długów w bankach po tej dacie. „Zysk” to różnica między kosztem, jaki ponieśliby kredytobiorcy, gdyby trzymiesięczna stawka WIBOR (główna baza do wyliczania wielkości odsetek od kredytów) nie zmieniła się od 8 listopada 2012 r. i przez cały ten czas wynosiła 4,7 proc.

WIBOR jednak spadał – głównie dzięki obniżkom stóp banku centralnego – wczoraj wynosił już 2,23 proc. I w oczywisty sposób przełożył się na zmniejszenie kosztów obsługi zadłużenia. W sumie między listopadem 2012 r. a lipcem 2013 r. rada ścięła stopy pięciokrotnie o 2,25 pkt proc.

Najwięcej zyskały gospodarstwa domowe, co wynika z efektu skali – banki chętniej pożyczały pieniądze osobom fizycznym niż firmom, wartość kredytów w tej grupie zawyżają zwłaszcza kredyty hipoteczne. Z naszych wyliczeń wynika, że w zadłużonych rodzinach przez ostatnie dwa lata zostało jakieś 12,5 mld zł. – Spadek stóp procentowych w oczywisty sposób przełożył się na wzrost dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych. I można powiedzieć, że w pewnym stopniu miał wpływ na wzrost konsumpcji prywatnej w ostatnich kilku kwartałach – ocenia Kamil Cisowski, ekonomista PKO BP.

Spadek wielkości odsetek nie tylko ulżył już zadłużonym, lecz także spowodował wzrost zainteresowania nowym kredytem. – Skala akcji kredytowej wyraźnie wzrosła. W sierpniu wartość kredytów zwiększyła się o 8 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku. Rok wcześniej kredyty rosły o 5,7 proc. To z pozoru wydaje się niewiele, ale w rzeczywistości efekt jest silniejszy, niż pokazują liczby. Bo względnie stabilnie rosną kredyty mieszkaniowe – o 4,5 proc. w porównaniu do 4 proc. w ubiegłym roku – za to w przypadku kredytów konsumpcyjnych widać silne ożywienie. One rok temu wręcz malały o 2 proc. rok do roku, teraz rosną o 5,6 proc. – wylicza Kamil Cisowski.

Jego zdaniem dodatkowym paliwem do zwiększenia popytu na kredyt będzie wczorajsza decyzja RPP. Rada obniżyła główną stopę referencyjną o 50 pkt bazowych – ale stopę lombardową cięła aż o 100 pkt bazowych. To właśnie czterokrotność stopy lombardowej wyznacza górną granicę dla wielkości oprocentowania kredytów konsumpcyjnych. Cięcie tej stopy w wielu przypadkach automatycznie oznacza zmniejszenie wielkości odsetek (banki zwykle ustalają wielkość oprocentowania tego typu pożyczek na maksymalnym dopuszczalnym poziomie). I to wyraźne, rzędu 4 pkt proc.

Dla Grzegorza Maliszewskiego, głównego ekonomisty Banku Millennium, decyzja o obniżce stopy lombardowej to pomysł banku centralnego na wsparcie konsumpcji prywatnej. Ale może to być pomysł nietrafiony. Konsumpcja i tak ma szansę wzrosnąć dzięki spadkowi bezrobocia (we wrześniu zmniejszyło się ono do 11,5 proc. z 11,7 proc. w sierpniu) i realnemu wzrostowi płac (bo mamy spadek cen w gospodarce, w poprzednim miesiącu wyniósł on 0,3 proc.). Ale niekoniecznie dzięki niższej stopie lombardowej. – Na cięciu tej stopy skorzystają oczywiście ci, którzy już mają pożyczkę gotówkową lub są zadłużeni na kartach kredytowych, ale niekoniecznie przełoży się to na zwiększenie nowej akcji kredytowej. Ta obniżka mocno uderzy w dochody banków. Im po prostu nie będzie się opłacało pożyczać pieniędzy niektórym grupom klientów, np. tym balansującym na granicy zdolności kredytowej – mówi Maliszewski.

Banki mogą niechętnie udzielać nowych kredytów z jeszcze jednego względu: RPP bez zmian zostawiła stopę depozytową, co oznacza, że atrakcyjność przetrzymywania wolnych środków banków komercyjnych w banku centralnym się nie zmniejszyła. Mówiąc inaczej: banki nie mają powodu, by szukać innych sposobów na zagospodarowanie wolnych pieniędzy.

Według ekonomisty Banku Millennium wczorajsza decyzja rady powinna też dodatkowo ulżyć zadłużonym przedsiębiorcom. Z naszych szacunków wynika, że poprzedni cykl obniżek zostawił w ich kasach jakieś 7,5 mld zł i zwiększył ich zainteresowanie nowym kredytem (w sierpniu wartość firmowych kredytów rosła o ok. 6 proc. w skali roku, rok wcześniej było to niewiele ponad 3 proc.). Ile teraz zyskają firmy? To zależy od tego, jak będzie kształtował się trzymiesięczny WIBOR. Od sierpnia spadł on o ok. 44 pkt bazowe, więc obecna wartość uwzględnia już wczorajszą obniżkę. Gdyby RPP zdecydowała się na kolejne – co wcale nie jest pewne – wówczas WIBOR jeszcze mógłby spaść. Każde kolejne 0,5 pkt proc. oznaczałoby oszczędności w firmach-kredytobiorcach rzędu 1 mld zł rocznie.

Eksperci sądzą jednak, że to za mało, by przekonać przedsiębiorców np. do inwestowania. O tym decydują nastroje w firmach, a te są nie najlepsze i cena kredytu ma w tym przypadku drugorzędne znaczenie. O wiele ważniejsze są sytuacja na Wschodzie i problemy w handlu zagranicznym wynikające ze spadku zamówień eksportowych.

W zadłużonych rodzinach przez ostatnie dwa lata zostało 12,5 mld zł

Zyski z lokat znowu spadną

Średnie oprocentowanie lokat na koniec września wynosiło ok. 2,6 proc. w przypadku depozytów o zapadalności od 3 do 12 miesięcy i ok. 3 proc. dla lokat o dłuższym okresie oszczędzania. Po wczorajszej obniżce stóp zyski oferowane przez produkty oszczędnościowe będą jeszcze mniejsze. – Banki będą musiały zareagować na decyzje RPP, i to dość szybko. Akcja kredytowa nie rozwija się na tyle mocno, by musiały konkurować o depozyty, zwłaszcza że w sektorze mamy nadpłynność – uważa Kamil Stolarski, analityk sektora finansowego w Espirito Santo Investment Bank. Dodaje przy tym, że obniżki oprocentowania najbardziej dotkną klientów, którzy trzymają pieniądze na kontach oszczędnościowych. W mniejszym stopniu odczują to przedsiębiorstwa.

Analitycy podkreślają, że za takim scenariuszem przemawiają reakcje klientów po poprzednich redukcjach oprocentowania depozytów – mimo że były znaczące, to saldo oszczędności klientów w bankach rosło. O ile w styczniu 2013 r. Polacy trzymali w bankach 522 mld zł, o tyle na koniec lipca bieżącego roku (to najświeższe dane Komisji Nadzoru Finansowego) mają tam już o 50 mld zł więcej. Symptomatyczne jest przy tym, że klienci wycofali znaczną część oszczędności z lokat terminowych, a ulokowali je na rachunkach bieżących i oszczędnościowych, które mają jeszcze niższe oprocentowanie. W ten sposób w ciągu ostatnich miesięcy przemieściło się ok. 40 mld zł.

Wydaje się jednak, że ostatnia obniżka stóp procentowych nie przełoży się wprost proporcjonalnie na zyski z produktów depozytowych. – Nie ma już pola do obniżki oprocentowania lokat w takim samym stopniu, w jakim RPP tnie stopy. Widać to na przykładzie wcześniejszych cięć. Decyzje banku centralnego przekładały się na zmniejszenie oprocentowania z depozytów w ok. 60–70 proc. wielkości obniżki. Teraz będzie to najwyżej 40–50 proc. – uważa dr Tomasz Bursa, zarządzający w OPTI TFI. Stąd wniosek, że jeżeli RPP obniża stopy o 50 pkt bazowych, zyski z lokat zmniejszą się o ok. 20–30 pkt. Eksperci podkreślają, że rynek spodziewa się kolejnych obniżek stóp w najbliższej przyszłości. To oznacza, że banki najpierw zaczną dostosowywać do nowych okoliczności oprocentowanie lokat o najdłuższym horyzoncie oszczędzania. – Osoby, które chcą ulokować środki na dłużej, powinny się pospieszyć, bo oprocentowanie takich depozytów spadnie w pierwszej kolejności. Warto zauważyć, że banki mocno różnicują ofertę dla nowych klientów i nowych środków od pozostałych – mówi Ernest Lachowski, analityk BGŻ Optima. – O ile w przypadku pierwszych oferta pozostaje atrakcyjna, o tyle w przypadku odnawianych lokat stawki oprocentowania mogą być niższe nawet o 1,5 pkt proc. w stosunku do ofert promocyjnych – uważa Lachowski. Jego zdaniem w takiej sytuacji nie opłaca się trzymać pieniędzy przez dłuższy czas w jednym banku, a warto szukać bardziej atrakcyjnej oferty w innych instytucjach finansowych.