Z opublikowanych wczoraj przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że lipiec to pierwszy od prawie pół roku miesiąc, w którym branża odnotowuje stratę względem ubiegłego roku.
W minionym miesiącu zarejestrowano 44,4 tys. samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony – to o 8 proc. mniej niż rok temu. Spadek to w dużej mierze efekt tzw. niskiej bazy – wysokie skoki poprzednich miesięcy związane były przede wszystkim z tym, że na ubiegłoroczne miesiące przypadał czas pandemicznego zamknięcia bądź stopniowego otwierania gospodarki. Swoje znaczenie miał również stopniowo wyczerpujący się efekt odłożonego popytu.
Liczba sprzedanych w lipcu aut jest jednak też o 12 proc. niższa niż miesiąc wcześniej. Można to tłumaczyć tym, że okres wakacji tradycyjnie nie sprzyja nabywaniu nowych aut, a branża ustabilizowała się już po wahaniach związanych z lockdownami. Tendencję spadkową widać też na innych rynkach, które zdążyły już opublikować swoje wyniki za lipiec. Tam regres okazał się jeszcze bardziej znaczący – we Francji sprzedaż spadła o blisko 15 proc., w Hiszpanii o 29 proc.
Reklama
– Oczekujemy, że rok 2021 będzie finalnie znacznie lepszy od poprzedniego, ale wyniki z miesiąca na miesiąc będą coraz mniej spektakularne. Branża przyzwyczaiła się do nowej normalności. Po bardzo dużych skokach rynkowi potrzebna jest stabilizacja – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM).
To, co jednak daje się we znaki, to niedobory części – przede wszystkim chipów. – Trzeba przyzwyczaić się do tego, że w najbliższym czasie czekają nas przestoje bądź znaczne ograniczenia produkcji poszczególnych fabryk. I to niezależnie od tego, czy produkują auta klasy premium, czy najbardziej popularne modele. Problemy z podzespołami dotykają wszystkich producentów niezależnie od państwa. Nawet jeśli niektóre marki cierpią na tym bardziej, a inne mniej – wskazuje Jakub Faryś.

Reklama
Wyniki poszczególnych firm podsumowujące półrocze i mijający kwartał pokazują, że część faktycznie poradziła sobie całkiem nieźle, a niedogodności uderzają w rynek dość nierównomiernie. Na dobre rezultaty miało również wpływ to, że część aut stała w magazynach jeszcze po ubiegłorocznym przestoju.
Zysk operacyjny Volkswagena za pierwsze pół roku wyniósł 11,4 mld euro i tym samym pobił rekord na poziomie 10 mld euro z 2019 r. Powody do zadowolenia ma też jego największy globalny konkurent, czyli Toyota, która ogłosiła wczoraj zysk netto w wysokości 8,2 mld dol. za II kw., co oznacza rekordową jak na ten okres kwotę. Z kolei BMW poinformowało we wtorek, że w II kw. zysk netto wyniósł 4,8 mld euro. To również znacznie przebija nie tylko ubiegłoroczny wynik, który ucierpiał na pierwszym lockdownie i zamknięciu części salonów samochodowych, ale również prognozy analityków, którzy przewidywali zysk w wysokości ok. 2,2 mld euro. To daje firmie nadzieje na przyszłość. Oczekiwania analityków przebił również Daimler, który pod koniec lipca ogłosił, że wypracował bez uwzględnienia podatków i odsetek zysk w wysokości 5,42 mld euro.
– Zadowalające wyniki finansowe to w dużej mierze efekt rosnącej średniej ceny sprzedawanych samochodów. Cenniki są tak zmienione, by klientom można było zaoferować w normalnym czasie pojazdy pozbawione części wyposażenia bazującego na elektronice. Zainteresowani często sami z nich rezygnują, bo wiedzą, że w niektóre modele niedobory uderzają tak mocno, że trzeba na nie czekać bliżej nieokreślony czas – może nawet rok czy półtora – dodaje prezes PZPM.
Jednak właśnie z powodu opóźnień koncerny mają dużo więcej obaw co do dalszego rozwoju rynku. Mimo dość obiecujących dotychczasowych wyników niemal każdy z nich podczas prezentacji zwracał uwagę na to, że w drugiej połowie roku koniunktura może słabnąć, a lipcowe wyniki sprzedaży zdają się to potwierdzać.
– W świetle wielu zagrożeń, w tym cen surowców i niedoboru półprzewodników, drugie półrocze będzie prawdopodobnie znacznie bardziej niestabilne – oceniał dyrektor generalny BMW Oliver Zipse. ©℗
Koncerny obawiają się, że druga połowa roku będzie słabsza