Reklama
W lutym 2020 r. wzrost produkcji odnotowano przy 127 pozycjach. Teraz, spośród 302 wyrobów prezentowanych w statystykach Głównego Urzędu Statystycznego, 109 odnotowało wzrost w stosunku do ubiegłego roku.
O tym, że dane z gospodarki są stosunkowo dobre, świadczą również opublikowane wczoraj przez GUS wskaźniki dotyczące przedsiębiorstw niefinansowych w 2020 r. Jak podaje urząd, wynik finansowy netto wyniósł 116,3 mld zł i był niższy o 4,1 proc. niż przed rokiem, a przychody ogółem spadły o 0,9 proc. Zmniejszyły się również nakłady inwestycyjne – były niższe o 7,3 proc. od notowanych w 2019 r. (kiedy miał miejsce wzrost o 11,4 proc.).
Przyglądając się strukturze produkcji pod względem sektorowym, widać, że niepodzielnym liderem wzrostów stał się sektor artykułów gospodarstwa domowego. Z niektórych fabryk wyjechało aż o kilkadziesiąt procent więcej produktów niż przed rokiem. Przedstawiciele branży tłumaczą, że Polska wykorzystuje to, iż klienci z całej Europy przystąpili do wymiany urządzeń AGD w swoich domach, w których z powodu lockdownu muszą spędzać więcej czasu niż wcześniej. Paradoksalnie na korzyść branży działają też rosnące ceny energii. Klienci chętniej wymieniają na bardziej energooszczędne stare urządzenia, droższe w utrzymaniu.
– Staliśmy się europejskim zagłębiem produkcyjnym i jesteśmy numerem jeden w całej Unii Europejskiej. Lockdown i to, że nasi klienci zostali w domach, faktycznie nam sprzyja i odbieramy teraz premię za wcześniejsze inwestycje unowocześniające fabryki. To już nie te czasy, gdy z Zachodu do Polski sprowadzano stare taśmy produkcyjne. Mamy bardzo nowoczesne zakłady w niczym nieustępujące tym zagranicznym. Problemem w kolejnych miesiącach może być jednak coraz większy deficyt surowców, m.in. stali – wskazuje Wojciech Konecki, prezes związku pracodawców AGD Applia. Obawy wydają się uzasadnione, zważywszy na to, że spadła produkcja surowej stali, wyrobów walcowanych (również ok. 10 proc.), a także blach – zarówno grubych, jak i cienkich (obie kategorie o ponad 3 proc.).

Reklama
Na tym, że konsumenci pozostają w domach, zyskuje też branża meblarska, która po stratach spowodowanych lockdownem odnotowuje wzrosty w niektórych kategoriach – spadła produkcja mebli kuchennych (w okresie styczeń–luty o ponad 13 proc.), ale wzrost odnotowano w segmencie mebli do sypialni, jadalni i salonów. Na plus wychodzą też substancje (blisko 11 proc.) i wyroby farmaceutyczne oraz leki (ok. 2 proc.).
Bolesnym skutkiem lockdownu jest zdecydowanie mniejsza produkcja odzieży. W tym segmencie znaczne spadki – rzędu kilkudziesięciu procent – odnotowano we wszystkich kategoriach. Najdotkliwsze, przekraczające 50 proc., dotyczą odzieży męskiej – płaszczy, garniturów i marynarek. Nieco lepiej radziły sobie firmy produkujące odzież damską – tu spadki w zależności od kategorii sięgają 35–20 proc. Na tym tle stosunkowo nieźle odbudowało się również obuwie, które odnotowało w styczniu i lutym spadki o ok. 10 proc. względem okresu sprzed 12 miesięcy.
Nie we wszystkich branżach pogorszenie wyników jest efektem pandemii. Przykładem jest produkcja pustaków (zmniejszona o 57,8 proc.), a także cementu, która w pierwszych dwóch miesiącach roku spadła aż o 36 proc. Jak tłumaczą przedstawiciele branży, tak znacząca zmiana jest skutkiem pogody, a nie pogłębiającego się kryzysu. Wręcz przeciwnie, jak wskazują, branża wciąż ma się bardzo dobrze. W czasie pandemii nie przerywano inwestycji w budownictwie, co przełożyło się na znacznie lepsze wyniki niż np. sektora usług. – Na początku ubiegłego roku zima była na tyle lekka, że można było spokojnie realizować wiele projektów budowlanych. Teraz z powodu mrozów było to utrudnione, ale mniejsza produkcja nie oznacza załamania się rynku. Według naszych prognoz w ciągu całego roku powinniśmy utrzymać zapotrzebowanie na bardzo dobrym poziomie, zbliżonym do 2020 r. – ocenia prof. Jan Deja, dyrektor biura Stowarzyszenia Producentów Cementu.
Często na spadek popytu związany z pandemią nakładały się procesy w poszczególnych branżach i fabrykach. Tak jest w motoryzacji, która boryka się z ograniczonym zainteresowaniem klientów, a jednocześnie w ostatnim roku nastąpiło wygaszanie produkcji Opla Astry w Gliwicach czy Fiata 500 w Tychach. Oba zakłady szykują się jednak do wdrożenia nowych modeli.
Nieco lepiej radzą sobie producenci autobusów, dla których styczeń i luty były gorsze od tych sprzed pandemii o ok. 20 proc. Do dawnej normalności najbliżej producentom ciężarówek – tu spadek wynosi niewiele ponad 7 proc.
Stosunkowo nieźle radzą sobie również dostawcy komponentów motoryzacyjnych – produkcja opon do osobówek spadła zaledwie o niecałe 3 proc., z kolei znaczący wzrost (22 proc.) odnotowano w produkcji akumulatorów samochodowych.
Produkcja ważniejszych wyrobów przemysłowych w styczniu-lutym 2021 r.