Ministerstwo Finansów sprzedało w 2020 r. obligacje detaliczne o łącznej wartości 28,4 mld zł. To aż o 64 proc. więcej niż w 2019 r. Fundusze inwestycyjne na koniec grudnia miały 280,5 mld zł aktywów. Nie tylko odrobiły straty z marca, gdy pod wpływem wybuchu kryzysu pandemicznego klienci panicznie wypłacali z nich pieniądze (w ciągu miesiąca odpłynęło niemal 30 mld zł), ale dysponowały większymi środkami niż na koniec 2019 r. Zainteresowanie giełdą też wyraźnie wzrosło. Co prawda nie ma jeszcze danych o udziale inwestorów indywidualnych w obrotach w całym 2020 r. (GPW opublikuje je w drugiej połowie lutego), ale raczej niewiele się zmieniło w porównaniu z pierwszym półroczem. Wtedy udział ten wynosił 22 proc., był aż o 9 pkt proc. większy, niż rok wcześniej. Poza spektakularnym debiutem Allegro czy wzmożonym handlem akcjami CD Projektu, powrót inwestorów indywidualnych mógł być jedną z przyczyn skokowego wzrostu obrotów akcjami w 2020 r. W sumie wyniosła ona niemal 300 mld zł, o jedną trzecią więcej niż w 2019.
Obligacje detaliczne, fundusze i rynek akcji są beneficjentami tego, co się zdarzyło w 2020 r. ze stopami procentowymi. Ich obniżka niemal do zera przez Radę Polityki Pieniężnej spowodowała duży spadek oprocentowania lokat terminowych w bankach. Trzymanie pieniędzy na takich rachunkach stało się tak bardzo nieopłacalne, że część banków w ogóle wycofała się z oferowania lokat. Na przykład PKO BP od początku roku sprzedaje jedynie trzymiesięczne depozyty.
Reklama
‒ Niskie stopy w połączeniu z wysoką inflacją spowodowały, że ludzie zaczęli się rozglądać za czymkolwiek, w co mogliby ulokować pieniądze. Stąd powrót inwestorów indywidualnych na giełdę, który, wszystko na to wskazuje, był bezprecedensowo duży – mówi Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
‒ Ci, którzy nie mają zaufania do giełdy albo nie czują się na niej pewnie i szukają bezpiecznych rozwiązań, z tego samego powodu wybierali skarbowe obligacje detaliczne, które na tle lokat były w miarę sensownie oprocentowane – dodaje Jarosław Sadowski, analityk firmy Expander.
Nic nie wskazuje na to, żeby w 2021 r. miało się to zmienić. Ostatnio prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński i kilku członków RPP wykluczyli podwyżki stóp procentowych w najbliższej przyszłości. Gdyby się okazało, że gospodarka radzi sobie gorzej z kolejnymi falami pandemii, to można się raczej spodziewać obniżek stóp. A to oznacza, że nie ma widoków na wzrost odsetek od lokat. Eksperci spierają się jedynie o to, w jakim kierunku kapitał z banków będzie odpływał.
Michał Masłowski uważa, że powroty na giełdę jeszcze się nie skończyły, choć wiele zależy od rozwoju nowych narzędzi do inwestowania. ‒ Inwestorzy indywidualni się obudzili w 2020 r. i tak szybko z giełdy nie odejdą. Narzędzia, jakie są dostępne w postaci aplikacji do inwestowania, które znacznie ułatwiły i przyspieszyły cały proces, powodują, że giełda – nie tylko polska – bardzo się przybliżyła. Może nie będzie z tego hossy na tzw. szerokim rynku, ale spółki, które są odporne na COVID-19, np. z sektora gamingowego czy technologii internetowych, nadal mogą dać zarobić – uważa wiceprezes SII. Według niego rynek nie jest jeszcze nasycony i mogą na niego napływać nowi inwestorzy.
O tym, że giełda mogła już wyczerpać swój potencjał w przyciąganiu nowych graczy, mówi Jarosław Sadowski. Według niego jest za to duża szansa, że otrząśnie się rynek obligacji korporacyjnych, nad którym wisi odium sprawy GetBack. ‒ Gdyby tylko duże, solidne spółki chciały przeprowadzić emisje, to mogła to by być konkurencja dla emisji obligacji skarbowych. Okoliczności są takie, że jest szansa na ucywilizowanie tego rynku – mówi analityk.
Aktywa funduszy inwestycyjnych (2020 r. mld zł)