Na bezpośrednie inwestycje zagraniczne patrzymy zwykle przez pryzmat tego, ile udaje nam się ich przyciągnąć, ewentualnie – jak Polska wypada na tle innych krajów, jeśli chodzi o warunki prowadzenia działalności, i na ile sprzyja napływowi zagranicznego kapitału. Potwierdza to mijający tydzień.
Najpierw NBP opublikował dane na temat zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce w ubiegłym roku – dane publikowane są z dużym opóźnieniem, ale pozwalają stwierdzić, w jakich krajach znaleźli się inwestorzy, którzy zdecydowali się włożyć pieniądze w biznes prowadzony w naszym kraju (i na odwrót – gdzie lokowali inwestorzy z Polski). Wynikało z nich, że miniony rok nie był specjalnie dobry: całkowity napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich NBP wyliczył na 4,7 mld euro, o ponad dwie trzecie mniej niż rok wcześniej. Tragedia? Niekoniecznie.
„Spadek w napływie inwestycji wynikał przede wszystkim z wycofania się inwestorów zaangażowanych w kapitał w tranzycie” – wyjaśnił NBP. Obniżyło to statystyki o ok. 4 mld euro. W skrócie (DGP opisywał już zjawisko kapitału w tranzycie): w przeszłości zagraniczne podmioty tworzyły w Polsce np. firmy, które z kolei powoływały swoje spółki zależne w innych krajach – wtedy mieliśmy do czynienia ze zwiększeniem zagranicznych inwestycji u nas i ze wzrostem naszych inwestycji za granicą. Zakończenie takiego projektu działa odwrotnie – stąd negatywny wpływ i na polskie inwestycje za granicą, i na wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce.