Kurczaki za tanie, świńska górka za duża, nic się nie opłaca. Zdążyliśmy już przyzwyczaić się do ciągłych narzekań rolników. Przywykliśmy, bo ci wolą nie mówić o profitach.
W sierpniu rzadko można usłyszeć na wsi skowronki. Śpiew ptaków jest zagłuszany przez ryk pracujących maszyn. Nowoczesna zagroda, mercedes na podwórku, klimatyzowany kombajn – to już niemal standard na naszej wsi. Gdy się jednak rolników pyta, czy można wyżyć z pracy na roli, nieustannie pada ta sama odpowiedź: nie.
– Mam 100 ha pól i cały czas muszę się gimnastykować, abym wyszedł na swoje – mówi nam Tadeusz Szymańczak, przedstawiciel związków branżowych producentów rolnych w Komitecie Monitorującym Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007–2013. I dodaje, że jeśli ktokolwiek zazdrości mu łatwej pracy, niech sobie kupi 50 ha ziemi. – Przecież nam nawet żonę trudno znaleźć. To dlatego większość młodych woli pracować na zmywaku w Anglii, zamiast przejąć gospodarkę – kwituje.