5,7 tys. zł dotacji przypada na każdego obywatela, jeśli podzielić 216,8 mld zł, na które podpisano 78,3 tys. umów w ramach unijnego budżetu na lata 2007–2013 – wynika z danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Gdy weźmiemy pod lupę wartość przyznanego finansowania w poszczególnych województwach i podzielimy przez liczbę mieszkańców, to okaże się, że najwięcej pieniędzy na osobę przypada w warmińsko-mazurskim – 7,9 tys. zł, podkarpackim – 7,6 tys. zł, a mazowieckie, choć jest najbogatsze, pod tym względem jest dopiero na trzecim miejscu z 6,4 tys. zł dotacji. Także zamożne woj. dolnośląskie, małopolskie czy wielkopolskie są poniżej średniej krajowej i wyprzedza je wiele biedniejszych regionów.

Inaczej wyglądają statystyki, jeśli ze wszystkich programów finansowanych z pieniędzy unijnych weźmiemy pod uwagę tylko Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka. W jego ramach podpisano 10,8 tys. umów na 28,3 mld zł, co na osobę daje 743 zł. Średnią zawyża Mazowsze z kwotą ponad 900 zł. Blisko przeciętnej są woj. małopolskie i dolnośląskie – w obu przypadkach na mieszkańca przypada ponad 700 zł. Z kolei w woj. zachodniopomorskim to jedynie 170 zł i jest to najgorszy wynik w kraju. Lider w ogólnej klasyfikacji – woj. warmińsko-mazurskie – z kwotą 250 zł spada na przedostatnią pozycję.

– Fundusze unijne zwiększają dysproporcje rozwojowe pomiędzy regionami Polski – twierdzi Marzena Chmielewska, ekspert PKPP Lewiatan. – Regiony biedniejsze wykorzystują je na infrastrukturę drogową, komunikację, kanalizację, czyli inwestycje, które poprawiają jakość życia, ale nie przyciągają od razu kapitału gotowego inwestować w innowacje – mówi. Zatem rozwój polega na cywilizacyjnym doganianiu innych regionów, a nie technologicznej ucieczce do przodu.

– Porównując wykorzystanie środków, można założyć, że w regionach biedniejszych więcej ich idzie na projekty szkoleniowe i infrastrukturalne, a mniej na działalność innowacyjną – wtóruje Radosław Ciechański, ekspert w KPMG.

Jak podkreślają eksperci, innowacyjne rozwiązania tworzą uczelnie, instytuty naukowe i bogate przedsiębiorstwa, które na to stać. A te mają tendencję do skupiania się wokół miast akademickich najlepiej z aktywnymi w pozyskiwaniu środków uczelniami.