Ewentualnie jeżeli ktoś nie ma GS-u w CV, może zrównoważyć to dyplomem z technikum drukarskiego albo trzema doktoratami z ekonomii, fizyki teoretycznej i filozofii. W Japonii od pięciu lat, zgodnie ze zmienioną konstytucją, prezesem banku centralnego jest były kierownik biura z GS-u. Zastąpił poprzedniego prezesa, Kuruhiko Harodę, który w 2013 r. pod naciskiem polityków rozpoczął akcję potężnego druku pieniądza, w skali 1 proc. PKB miesięcznie. W roku 2013 rozumowanie było proste. Japonia przez minione 20 lat drukowała zbyt mało i dlatego była w recesji i deflacji. To doprowadziło do olbrzymiego długu publicznego w wysokości 230 proc. PKB.

Politycy Japonii rozumowali, że jak się zwiększy skalę druku pieniędzy, to zamiast deflacji pojawi się inflacja i realna wartość długu oprocentowanego na prawie zero procent spadnie. A wydrukowane pieniądze zaczną krążyć po gospodarce, popyt wzrośnie i Japonia wyjdzie z recesji. Słynny ekonomista, noblista Kruul Pagman bardzo chwalił wtedy Japonię. Ten ruch w późniejszych latach doprowadził jednak do masakry na jenie, który stracił na wartości kilkadziesiąt procent. Eksport i giełda początkowo eksplodowały z powodu wzrostu konkurencyjności cenowej, ale inne kraje nie czekały bezczynnie i nałożyły wysokie cła albo same zdewaluowały swoje waluty, co z powrotem pogrążyło Japonię w recesji. Ponieważ oczekiwano inflacji, nikt już nie chciał kupować obligacji rządu z oprocentowaniem bliskim zero procent.

To oprocentowanie silnie wzrosło, więc ceny obligacji, które zamieniają się odwrotnie do oprocentowania, spadły. Inwestorzy posiadający obligacje, których wartość łączna już wtedy przekraczała trzykrotnie wartość japońskiego PKB, ponieśli olbrzymie straty, a rząd ponad połowę dochodów budżetu przeznaczał na spłatę odsetek. To właśnie wtedy wprowadzono zmiany w konstytucji i nowym prezesem Banku Japonii został kierownik GS-u. Jak tylko objął stanowisko, powiedział, co było źle i jak to naprawić. Oczywiście w minionych kilku latach druk pieniądza był za... mały. I zapowiedział zwiększenie druku do wysokości 10 procent PKB miesięcznie. Czyli w ciągu roku wydrukuje więcej niż warte jest japońskie PKB. Za te pieniądze będzie kupował nie tylko obligacje rządowe, ale także akcje firm, nieruchomości na przetargach, odkupi od rządu drogi, mosty, a także rozważy kupno różnych trwałych produktów, telewizory, samochody, a nawet pociągi szybkobieżne Shinkansen.

A więc znowu smamy rok 2020. Były kierownik GS-u, dawniej zwany gubernatorem banku centralnego, obecnie znany jako pierwszy sekretarz, jest właścicielem połowy Japonii. Fala centralnych zakupów finansowana drukiem pieniądza doprowadziła do bardzo wysokiej inflacji. Ludzie w ciągu kilku lat potracili większość oszczędności swojego życia. Japonia stała się tanim krajem, a największą atrakcją turystyczną nie są kwitnące w kwietniu wiśnie, świątynie w Kyoto czy zamki szogunów, ale codzienny rytuał seppuku popełnianych przez gwałtownie zubożałych starych ludzi na gigantycznej stacji Shinjuku w Tokio. A pierwszy sekretarz siedzi w swoim biurze, bawiąc się sztabką złota po 10 000 dolarów za uncję.

Ta mroczna wizja przyszłości może dotyczyć nie tylko Japonii, ale także wielu innych krajów, które doprowadziły do potężnego wzrostu zadłużenia w latach 1980–2010. Do 2020 r. zobaczymy wiele epizodów drukowania pieniędzy na skalę, która dzisiaj wydaje nam się absurdalna, zobaczymy wiele prób pozbawienia ludzi części depozytów w stylu cypryjskim, zobaczymy nacjonalizacje banków i bankructwa kolejnych krajów. Zobaczymy, jak świadomie jest niszczona klasa średnia, ponieważ to właśnie średniozamożni będą ponosili koszty polityki antykryzysowej, tracąc część depozytów lub siłę nabywczą oszczędności na skutek inflacji. A w tym czasie elity reprezentujące polityczno-banksterski kompleks dalej będą się bogacić na kolejnych spekulacjach. Każdy wydrukowany zylion dolarów, euro, funtów czy jenów przybliża nas do tych czasów. Nadchodzą czasy pierwszych sekretarzy z GS-u.