– Umowa zostanie sfinalizowana jeszcze w tym miesiącu lub na początku lutego – twierdzi przedstawiciel jednej z firm biorących udział w negocjacjach.

Chociaż odpowiedni system obronny dostarczyć ma Polsce jedna z wybranych w przetargu firm zagranicznych, to rząd chce, by większość prac zrealizowana została na miejscu. To u nas mają być budowane najważniejsze elementy. Przy okazji do wybranych polskich firm przekazana ma być odpowiednia technologia produkcji rakiet krótkiego i średniego zasięgu. Na to właśnie liczą Bumar i jego konsorcjanci. W gronie zainteresowanych projektem zagranicznych koncernów już są wymieniane: francuski MBDA, Rafael z Izraela oraz Kongsberg z Norwegii.

– Obecnie badamy zainteresowanie potencjalnych partnerów. Analizujemy także deklaracje w zakresie kooperacji z polskim sektorem obronnym i ewentualnym transferem technologii do naszego kraju – mówi Jacek Sońta, rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej.

Nie podaje terminów, ale nie wyklucza, że analizy zakończą się jeszcze w tym roku. Tyle że decyzja resortu obrony narodowej w tym zakresie będzie i tak dopiero wstępem do przetargu. Jak przyznaje Sońta, dopiero po przeprowadzeniu analiz wydane zostaną rekomendacje, na podstawie których określone zostaną warunki przyszłego konkursu.

Ale to nie wszystko. Resort obrony narodowej musi także określić sposoby finansowania projektu. Koszt zbudowania nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej we wszystkich warstwach wyniesie od 13 do 15 mld zł i nawet rozłożony na kilkanaście lat będzie stanowił poważne obciążenie dla budżetu państwa. Takie wydatki kilkakrotnie przewyższają bowiem środki dotychczas przeznaczane w planie modernizacji technicznej na obronę przeciwlotniczą.

Przedstawiciele Bumaru oficjalnie nie komentują sprawy projektu i budowy konsorcjum. Jednak nieoficjalnie przyznają, że umowa o konsorcjum wciąż jest otwarta dla innych zainteresowanych przedsiębiorstw, również prywatnych. Informacjami o tworzeniu konsorcjum zdziwieni są przedstawiciele prywatnego WB Electronics, jednego z najważniejszych graczy w tym sektorze. Przedsiębiorstwo podpisało nawet w 2010 r. z Bumarem list intencyjny w sprawie udziału w projekcie.

– Od podpisania listu intencyjnego w sprawie Tarczy Polski minęło sporo czasu, zmienił się zarząd Bumaru, a projekt zyskuje nowych sprzymierzeńców, ale nie odniosłem wrażenia, aby z podpisania listów intencyjnych wynikały jakieś konkretne działania zajmujące naszych inżynierów – komentuje Adam Bartosiewicz, wiceprezes WB Electronics.

Zgodnie z ustaleniami spółka zakładała, że to państwowy holding zaprosi ją do udziału w konsorcjum. Brak oferty może sugerować, że pieniędzmi na budowę tarczy chcą się podzielić wyłącznie firmy państwowe.