Uzależnienie – nagroda

Na razie FB, mimo że jego wizerunek na rynkach finansowych pozostawia wiele do życzenia, w internecie trzyma się mocno. Choć pojawiają się pierwsze rysy.

Najgorsze, co może przytrafić się serwisowi społecznościowemu, to znudzenie użytkowników. Większość z nich Facebook wciąż potrafi utrzymać – naukowcy zresztą zbadali ten mechanizm przy innych używkach. Mózg człowieka ma ośrodek nagrody i zadowolenia, pobudzany np. przy każdym zaciągnięciu się papierosem. Nagrodą dla mózgu użytkownika FB jest każdorazowe zajrzenie na profil, dzięki czemu można zaspokoić zwykłą ciekawość. Często nie dzieje się nic, ale przewijanie tablicy dostarcza różnych bodźców, głównie informacyjnych, a także rozrywkowych i – czego nie ma w zwykłych portalach – daje możliwość dyskusji. Są jednak użytkownicy, którzy postanowili wyrwać się ze szponów nałogu. Coraz większa ich liczba narzeka też na to, że serwis coś usunął, że pokazuje stare wpisy, że nie pozwala przeszukiwać zawartości. Niektórym przeszkadzają bałagan i wpisy śmieci pojawiające się na ich tablicach (m.in. z powodu zbyt dużej liczby znajomych). Jedni robią więc defriending, czyli mocno ograniczają liczbę wirtualnych przyjaciół. A inni po prostu zaglądają na FB rzadziej, coraz rzadziej.

Jeśli „Zuckowi” śni się jakiś koszmar, to pewnie taki – że ruch będzie malał. Na razie nie mamy do czynienia ze zjawiskiem masowego odwrotu od serwisu, ale pewne negatywne zmiany już się pojawiają, i to na rynkach najbardziej rozwiniętych, takich jak Wielka Brytania. W grudniu ubiegłego roku, jak oszacowała firma analityczna SocialBakers, Facebookowi ubyło 600 tys. brytyjskich użytkowników. Nate Elliot z Forrester Research jest przekonany, że menedżerowie Facebooka boją się pogłębienia tego trendu. „To bardzo realne. Nie widać już jakiegoś znaczącego wzrostu użytkowników” – powiedział „Guardianowi”.

Stąd Graph Search, wyszukiwarka, która ma zachęcać – jego zdaniem – do dodawania nowych znajomych, dzięki którym czas poświęcony na Facebooku oraz intensywność użytkowania mogą znowu rosnąć. W myśl zasady, że kto stoi w miejscu, ten się cofa, Facebook stara się rozwijać.

Bez entuzjazmu

Reakcja rynku na nową wyszukiwarkę nie była jednak hurraoptymistyczna. Inwestorzy, którzy sparzyli się przy debiucie, są podejrzliwi. Po ogłoszeniu nowego rozwiązania przez Zuckerberga akcje jego firmy założonej dziewięć lat temu w pokoju w akademiku straciły na wartości blisko 3 proc. Wszyscy pytają: będą z tego pieniądze? „Bloomberg Businessweek” skwitował bez emocji: „Facebook pokazał nowe narzędzie, ale nie nowe źródło przychodów”. Nawet zazwyczaj entuzjastycznie nastawione do Facebooka serwisy branżowe – Endgadget, Techcrunch czy The Verge – opisują nową funkcję z dozą powściągliwości.

Media biznesowe oraz analitycy wskazują na inny, ważniejszy efekt ruchu Facebooka. Chris Anderson, były redaktor naczelny kultowego miesięcznika „Wired”, mówił o tym w wywiadzie dla DGP już przed trzema laty. – Szykuje się rywalizacja Facebooka z Google, który chce stworzyć internet w internecie – podkreślał. Teraz jego słowa coraz wyraźniej stają się faktem.

„Facebook poszedł na kolizję z Google, wkraczając na jego teren” – skwitowała najnowszą inicjatywę Zuckerberga Evelyn M. Rusli z dziennika „Wall Street Journal”. W podobnym tonie komentowała ten ruch większość ekspertów, choć „Zuck” podczas konferencji zarzekał się, że nie buduje wyszukiwarki internetowej, a jedynie wyszukiwarkę Facebooka.

Jednak mało kto mu wierzy. Jeśli spojrzy się na liczby, tylko w Stanach Zjednoczonych rynek reklamy w wyszukiwarkach wart był w 2011 roku 15,1 mld dol., w ubiegłym już ponad 17 mld dol. „Do kogo trafia aż 74,5 proc. tej sumy?” – pytał retorycznie „Guardian”. Oczywiście do Google.

Koncern założony w garażu przed ponad dekadą przez Sergeya Brina i Larry’ego Page’a zdominował internetowe wyszukiwanie, budując na tym gigantyczny biznes. Pojawienie się FB, wraz z eksplozją mobilnego internetu i smartfonów, uświadomiło założycielom Google, że sama wyszukiwarka i największy serwis wideo, jakim jest YouTube, to nie wszystko. Korzystając z dostępnych narzędzi, ludzie większość czasu spędzają w jednym miejscu, w którym mogą łatwo podzielić się ciekawym filmem czy zdjęciem lub po prostu zagadać do znajomych. Z tej konstatacji powstał Google+, czyli serwis społecznościowy Google, mający być przeciwwagą dla Facebooka. Został uruchomiony w ubiegłym roku i dotychczas udało mu się zgromadzić ok. 240 mln użytkowników. Za mało, by zagrozić Zuckerbergowi. Dlatego Larry Page, gdy zasiadł w fotelu prezesa Google, kazał intensywniej przyłożyć się do zwiększenia bazy użytkowników.

– Na ostatnie wydarzenia można spojrzeć z dwóch perspektyw. Z jednej strony Socjogram sprawia wrażenie niedopracowanego i wprowadzanego pod presją inwestorów giełdowych oczekujących szybkich wyników. W dłuższej perspektywie to strategicznie ważny krok – uważa Jarosław Roszkowski, dyrektor działu analiz firmy Brand24 zajmującej się monitoringiem internetu. – Facebook dysponuje ogromną bazą informacji o użytkownikach. Jeśli będzie potrafił je w pełni przetworzyć i wykorzystać, będzie mógł targetować reklamy tak precyzyjnie, jak nie robi tego nikt inny – uważa.

Na razie o reklamach nie ma mowy, skoro wyszukiwarka jest w fazie testowej. Zamiast tego Zuckerberg szuka innych źródeł przychodów - np. w postaci płatnych wiadomości z gwarancją dotarcia do użytkownika. Rynek spodziewa się teraz serii inicjatyw ze strony obu rywali, których celem będzie zdobycie przewagi nad konkurentem.

Zdania co do tego, kto wyjdzie zwycięsko z wojny gigantów, są oczywiście podzielone. Branża finansowo-giełdowa wskazuje na Google, za którym stoi olbrzymie zaplecze finansowe i technologiczne, choć on sam nie bardzo czuje serwisy społecznościowe. „Nie sądzimy, by Graph Search stanowiło groźbę dla przychodów Google z wyszukiwania, bo jego zdolności do przeszukiwania sieci są niezrównane” – napisali analitycy banku Barclays. Według nich użytkowników przestraszą obawy o kwestie prywatności.

Ostatecznie wszystko rozbije się o przychylność internautów. Utrzymanie jej w biznesie wyszukiwarkowym jest prostsze, bo tu oczekuje się szybkich, precyzyjnych wyników. Miłość użytkowników do serwisów społecznościowych uwarunkowana jest znacznie mniej racjonalnymi przesłankami i oczekiwaniami. I – jak to jest z miłością – w każdej chwili może się skończyć.

Zuckerberg pod presją inwestorów pokazał niedopracowaną przeglądarkę. Rynek przyjął Graph Search z rezerwą