W mediach materiały o gospodarce zaczynają się zazwyczaj od słów: „Ekonomiści uważają, że...”. Na ogół jednak – niestety – ekonomiści uważają różne rzeczy, choć bardzo często większość ma zbieżny pogląd, co nie znaczy, że ta większość ma z reguły rację.
Jest w naszej dyscyplinie bardzo wiele kwestii spornych, ale osią sporów najbardziej fundamentalnych jest z pewnością kwestia stabilności gospodarki. Po przezwyciężeniu marksizmu praktycznie nikt nie kwestionuje rynku jako kluczowego i niezastępowalnego mechanizmu regulacji. W tym też sensie po 1990 roku spór stał się mniej pryncypialny. Ale przecież tradycja ekonomii keynesowskiej (przy wszystkich jej niuansach) pozostaje odrębna od tradycji ekonomii klasycznej i nurtów neoliberalnych, a kryzys, którego doświadczamy, sporu nie łagodzi.
Po wojnie – można powiedzieć, że w zgodzie z keynesowskimi dyrektywami – ukształtował się model kapitalizmu bardzo różny od XIX-wiecznego. Państwo przyjęło odpowiedzialność nie tylko za makroekonomiczną stabilność, lecz także za stymulowanie wzrostu oraz łagodzenie nierówności dochodowych i majątkowych. Rezultat był wspaniały. Powstało więc wrażenie, że – dzięki interwencji państwa – gospodarka może się rozwijać stabilnie i szybko (a do tego zagwarantować efektywną ochronę socjalną i ograniczyć nierówności).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.