Pojawia się coraz więcej opinii podważających – wydawało się – niewzruszalną krytykę polityki antycyklicznej.
Od kilkudziesięciu lat w głównym nurcie ekonomii zdecydowanie przeważał sceptycyzm co do skuteczności dyskrecjonalnej polityki fiskalnej i monetarnej. „Nakręcanie” koniunktury uznano za przeciwskuteczne. I choć wiele rządów – osobliwie w ostatnich pięciu latach – do tego instrumentarium sięgało, były to działania niejako pokątne. Obrońcy neoliberalnego paradygmatu odnosili się do tego ze wstrętem, stawiając za wzór kraje nadbałtyckie i piętnując „drukowanie pieniędzy”.
Trzeba chyba przyjąć, że zarówno polityka gospodarcza, jak i teoria ekonomii znalazły się na zakręcie – nie pierwszy raz. Pewnie szybko z tego wirażu nie wyjdziemy. Jest też mało prawdopodobne, że tym razem przyjdzie definitywne rozstrzygnięcie sporu. Ale takie próby z pewnością będą. W najbliższych miesiącach i latach będziemy obserwować zarówno próby definitywnego odrzucenia zaleceń neoliberalnych dyrektyw, jak i bezkompromisową obronę okopów neoliberalizmu. Będą więc tacy, którzy zakwestionują sens niezależności banków centralnych, i tacy (już chyba są), którzy obecne praktyki EBC (skupowanie rządowych papierów dłużnych) uznają za podeptanie wszelkich zasad racjonalnego działania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.