Wskaźnik czarnych limuzyn (na Wall Street to określenie liczby samochodów wożących bankierów inwestycyjnych i prawników, szykujących firm do przejęć lub fuzji) w USA z powodu kryzysu jest na razie niski. To oznacza, że transakcji jest niewiele, a bankierzy siedzą w domach. Ale w Polsce może być wysoki. Fundusze private equity szykują się do przejęć i uważają, że ten rok zaliczą do udanych.

– Perspektywy wyglądają bardzo dobrze – uśmiecha się Khai Tan, prezes Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych i partner funduszu Bridgepoint. Fundusz ten nie inwestuje w jeden, jak mawiają finansiści, deal, mniej niż 75 mln euro. – Jest szansa, że w tym roku też zrobimy transakcję w Polsce. Cały rynek pod względem wartości może być większy niż w 2011 r.

Fundusze wydały w nim, jak szacuje PSIK, 680 mln euro, inwestując w 57 firm. W ciągu ostatnich 10 lat 41 zrzeszonych w PSIK funduszy zainwestowało już w 800 spółek 4,5 mld dol. – Od roku 2002 średnioroczna stopa zwrotu wyniosła 18 proc. w dolarach i 12 proc. w euro. To świetny wynik – dodaje Barbara Nowakowska, dyrektor zarządzająca PSIK.

Cel każdego funduszu jest prosty: kupić tanio, sprzedać drogo. W 2011 r. fundusze – jak mówi się w żargonie – wykonały exity, czyli wyszły z 24 spółek, inkasując 180 mln euro. Rok wcześniej było to 77 mln euro. W znaczącej liczbie przypadków (69 proc.) fundusze sprzedawały firmy inwestorom branżowym. Ale 21 proc. stanowią też wyjścia przez giełdę.

Fundusze szukają okazji do przejęć w branżach gwarantujących szybki wzrost. W zeszłym roku najwięcej transakcji zrobili w telekomunikacji i mediach, branży handlowej i medycznej, rzadziej w finansowej i IT.

– Oprócz wymienionych interesujemy się też branżą energetyczną – mówi Andrzej Bartos, partner zarządzający funduszu Innova Capital, która chce zrobić 2 – 3 transakcje. Plotka mówi, że wśród nich jest Netia. – Nie mogę komentować. Ale Netia to podmiot, który zawsze jest w orbicie zainteresowań.

Poza private equity, na rynku działają też fundusze venture capital, inwestujące w firmy w początkowej fazie rozwoju. Przeznaczają na zakupy od 5 do 10 mln euro, jak MCI Management, a nawet do 30 mln euro, jak Resource Partners.

Fundusze private equity nie cieszą się najlepszą sławą. Ich pracownicy to bezwzględni finansiści, którzy przejmują firmy za nie swoje pieniądze. Pożyczają na przejęcie jakiejś firmy kilkakrotnie więcej, niż sami mają (tzw. lewarowanie). A potem szaleńczo tną koszty i myślą tylko o przyszłych zyskach. Popkultura utrwaliła ten wizerunek, przenosząc na ekrany książkę „Barbarzyńcy u bram: upadek RJR Nabisco”, opowiadającą o kulisach najsłynniejszego przejęcia w historii Wall Street, czyli zakupu za 25 mld dol. tytoniowego koncernu RJR Nabisco.

W roli barbarzyńcy występował Henry Kravis, szef funduszu Kohlberg Kravis Roberts & Co., który sprzątnął firmę sprzed nosa jej prezesowi Rossowi Johnsonowi podbijając wielokrotnie cenę i zwodząc konkurenta. Z RJR Nabisco zostało niewiele, KKR dokonuje lewarowanych przejęć do dziś.

Bezwzględni finansiści, kupują firmy by je z zyskiem sprzedać