Biorąc pod uwagę te zalecenia, Polska jest w znacznie lepszej sytuacji od USA, Wielkiej Brytanii, Belgii, a nawet Francji, ale w gorszej nie tylko od Szwecji, Danii i Szwajcarii – prymusów równowagi fiskalnej – lecz także od znacznie bliższych nam Węgier i Czech.

To zasługa ustawowego progu 54 proc. dla długu publicznego w Polsce. Jego naruszenie uruchamiałoby bowiem serię procedur konstytucyjnych, których każda ekipa rządząca w naszym kraju wystrzega się, jak ognia.

Na świecie jest nieco inaczej. Kryzys ekonomiczny, który rozpoczął się w 2008 roku wypchnął wszędzie w górę deficyty budżetowe, a poziom długu publicznego w całym ugrupowaniu OECD wyprowadził w 2011 roku do 100 proc. PKB. Redukcja tego zadłużenia staje się w wielu krajach bardzo poważnym wyzwaniem. Zwłaszcza w tych – podkreśla raport OECD – gdzie wcześniej występująca nierównowaga fiskalna została pogłębiona przez kryzys, a także w tych krajach, gdzie notowano szybki wzrost wydatków na ochronę zdrowia i długotrwałą opiekę.

Dlatego Japonia, mająca od lat zachwianą równowagę fiskalną, musi na tyle zacisnąć pasa, aby zmniejszać swój „nawis” o rekordowe 12 proc. PKB. Chodzi oczywiście o dojście przynajmniej w 2050 roku do rozsądnego poziomu 50 proc. długu publicznego w relacji do PKB. Do grona „niefrasobliwych” państw pod względem fiskalnym zaliczają się także USA, Wielka Brytania czy Nowa Zelandia, gdzie cięcia muszą wynosić ponad 8 proc. PKB.

Polska znajduje się mniej więcej w środku rankingu zadłużenia publicznego wśród krajów OECD z opcję redukcji między 4 proc. i 5 proc. PKB. Przed nami są Czechy i Austria, za nami – Niemcy (prawie 5 proc.) i Słowacja (ponad 5 proc.).

OECD przypomina, że nie chodzi wyłącznie o cięcia w wydatkach publicznych. Bardziej istotne jest stosowanie najlepszych praktyk w wydatkach na ochronę zdrowia i edukację oraz realizację reform emerytalnych. Warto także przetransferować środki z mało efektywnych i źle utrafionych przywilejów socjalnych na rzecz większych bodźców dla podejmowania pracy i oszczędzania.