Pokoje hotelowe kilkunastokrotnie droższe niż normalnie, miejsca pod namiotem za 450 zł za dobę – ukraińscy przedsiębiorcy radykalnie podnoszą ceny na czas Euro 2012. Wzrost cen dotyczy także Polski. Problem jednak w tym, że nad Dnieprem są one nieracjonalne i odstraszają kibiców.

Według raportu eSKY.pl w Polsce cena doby hotelowej podczas Euro wzrosła od 389 proc. w Warszawie do 970 proc. we Wrocławiu. Na Ukrainie wzrost osiągnął od 693 proc. we Lwowie do 1184 proc. w Kijowie (chodzi o dobę po finale). Tymczasem podczas Euro 2008 szwajcarscy hotelarze podwyższyli ceny średnio o zaledwie 22 proc. Zdaniem ukraińskiego magazynu „Fokus” rekord pobił trzygwiazdkowy charkowski hotel Yellow Unlimited. Zwykle noc w dwuosobowym apartamencie kosztuje tam 960 hrywien (380 zł).

Na okres Euro właściciele podnieśli ją 16-krotnie. Jeśli ktoś chciałby spędzić tam osiem dni, podczas których na miejscowym stadionie zostaną rozegrane trzy mecze fazy grupowej, musiałby zapłacić równowartość 49,6 tys. zł. Za tę cenę można kupić nowe renault clio. Noc w kilku hotelach na Ukrainie kosztuje więcej niż w 170-metrowym apartamencie deluxe w słynnym Burdż al-Arab w Dubaju.

Podobne reguły dotyczą zresztą większości hoteli i hosteli. W ośrodkach, których nie objęła kilkusetprocentowa podwyżka piłkarska, można znaleźć wyłącznie pojedyncze miejsca. Wciąż dostępne są też zlokalizowane pod Donieckiem namioty na polu kempingowym, położonym 10 km od Donbas-Areny. Cena za dobę w przeddzień meczu Francja – Anglia – 1097 hrywien (437 zł).

We Lwowie, miejscu ze względu na odległość od Polski najatracyjniejszym dla naszych kibiców, praktycznie nie da się już znaleźć miejsc w hotelach tańszych niż 1000 hrywien (400 zł) za noc (zostały pojedyncze pokoje). Chyba że kogoś urządza łóżko w 8-osobowym pokoju w staromiejskim Modern Hostel za 275 hrywien (109 zł). Jeśli nie – pozostaje kemping. W Buchcie Wikinhiw najtańsze są łóżka w 32-osobowym namiocie. To wydatek 350 hrywien, czyli 139 zł za dobę. Namioty dwu- i trzyosobowe są w cenie podobnej do tej z kempingu w Doniecku.

Drastyczny wzrost cen w połączeniu z wciąż pokutującym na Zachodzie negatywnym stereotypem Ukrainy mogą odstraszyć kibiców od przyjazdu nad Dniepr. Wczoraj, ostatniego dnia działania serwisu UEFA służącemu odsprzedaży biletów, wciąż były dostępne wejściówki na 14 z 16 meczów na Ukrainie przy 1 z 15 spotkań nad Wisłą.

Przeczy to oficjalnym prognozom odpowiedzialnego za organizację mistrzostw wicepremiera Borysa Kołesnikowa, który w lutym mówił, że Ukraina liczy na przyjazd 1 mln fanów i pokonanie pod tym względem Polski. – Trudno się tam dostać, odległości między miastami organizującymi mecze są znaczne, hotele drogie, a do tego dochodzi trudna sytuacja ekonomiczna (angielskich kibiców – red.) – wyliczał Kevil Miller z Federacji Kibiców Piłkarskich.

Pierwszą jaskółką zwiastującą niekorzystny dla Ukrainy trend był wybór kwater, w których w czasie turnieju będą mieszkać poszczególne drużyny. Jedynie cztery z 16 drużyn grających w turnieju wytypowały ośrodki na Ukrainie: Ukraińcy, Francuzi, Holendrzy i Szwedzi. Reszta drużyn zamieszka w Polsce, choć akurat ukraińska infrastruktura sportowa pod wieloma względami przewyższa warunki nad Wisłą.

Najciekawszym przypadkiem będzie kadra Anglii. Anglicy rozgrywają mecze grupowe w Kijowie i Doniecku, ale jako swoją kwaterę wybrali Kraków i stadion tamtejszego Hutnika. Kadra każdorazowo będzie więc miała do pokonania 850 km w przypadku ukraińskiej stolicy i 1500 km w przypadku siedziby Szachtara.

Kijów już teraz przyznaje, że impreza będzie deficytowa. – Włożyliśmy w infrastrukturę ok. 35 mld hrywien (14 mld zł). To nam się nie zwróci w trakcie mistrzostw, ale będzie służyć niejednemu pokoleniu – tłumaczył prezydent Wiktor Janukowycz. To kwota i tak kilkukrotnie mniejsza niż w przypadku Polski. Według BBC oba kraje wydadzą na przygotowania do imprezy 7 – 8 razy więcej niż Portugalczycy w 2004 r.

O ponad 1100 proc. wzrosła cena hotelu w Kijowie w związku z Euro