Najpierw był wyścig z czasem, teraz zaczyna się walka o życie. Choć do Euro 2012 zostały jeszcze dwa miesiące, zarządcy już myślą, jak stadiony w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu mogą na siebie zarobić. Bo po trzech tygodniach turniej się skończy, a obiekty utrzymać trzeba. Gdy podsumujemy wydatki, na każdy z nich wychodzi okrągła suma 4,5 mld zł.

Modlitwa o Madonnę

Z zapewnieniem rentowności tych inwestycji może być nie lada kłopot. – W przypadku budowy stadionów nie była zakładana stopa zwrotu z inwestycji, ale przy optymalnym wykorzystaniu aktywów mogą one same się utrzymywać – twierdzi Daria Kulińska z Narodowego Centrum Sportu, operatora Stadionu Narodowego. Szacowany miesięczny koszt utrzymania warszawskiej areny to ok. 1,5 mln zł. Tyle wynoszą opłaty za ogrzewanie, prąd, wodę i ochronę. Niewiele mniej kosztuje utrzymanie stadionu w Gdańsku i we Wrocławiu – po ok. 1 mln zł miesięcznie. Najtańszy w eksploatacji jest Stadion Miejski w Poznaniu – blisko 0,5 mln zł (bez podatku od nieruchomości i trwałego zarządu).

Stadiony mają utrzymywać się z trzech źródeł: imprez (z wykorzystaniem całych stadionów bądź samych lóż), sprzedaży praw sponsorskich i marketingowych oraz wynajmu powierzchni biur, centrów konferencyjnych, fitness klubów, sklepów kibica itd.

Kalendarz imprez – szczególnie pozasportowych – jest coraz gęstszy. Na Stadionie Narodowym odbędzie się finał polskiej ligi futbolu amerykańskiego, następnie koncert Madonny, brytyjskiej grupy Coldplay i finał maratonu warszawskiego. Pojawiają się też rezerwacje obiektu na 2013 r.

Rentowność za 4 lata

Wrocław zaplanował na ten rok trzy wielkie imprezy – koncert Prince’a 29 czerwca, towarzyski mecz Brazylii z Japonią w październiku i piłkarski turniej Polish Masters w lipcu.

Gorzej radzą sobie pozostałe stadiony. W Gdańsku kalendarz imprez rozpisany jest do sierpnia (co ma związek ze zmianą operatora stadionu), a w Poznaniu jedyne planowane na ten rok imprezy to trzy mecze Euro 2012, rozgrywki ekstraklasy i pierwszej ligi piłki nożnej.

– Zgodnie z praktyką w trzecim roku działalności przychody powinny zrównoważyć koszty, a od czwartego roku stadion powinien być rentowny – mówi Michał Lewandowski przedstawiciel operatora gdańskiego obiektu. Poznań mimo skromnego kalendarza imprez zapewnia, że stadion będzie zarabiać na siebie od połowy 2012 r, a NCS, że Stadion Narodowy będzie rentowny już od 2013 r.

Jacek Bochenek, dyrektor grupy sportowej w Deloitte, uważa, że największym problemem w osiągnięciu rentowności stadionów może okazać się poziom prezentowany przez piłkarzy. – Rentowność będzie wtedy, gdy ludzie przyjdą na mecze. Same eventy stadionów nie utrzymają – mówi. Dodaje, że Niemcy na 80-proc. frekwencję pracowali 6 lat. A tam siła nabywcza jest większa i 50-proc. podwyżka biletów po otwarciu nowych stadionów nie zniechęciła kibiców. Z kolei drużyna Arsenalu Londyn za jeden mecz zarabia średnio 17 mln zł (30 proc. biletów VIP przynosi aż 70 proc. zysków), podczas gdy przeciętny polski klub – 2 mln zł przez cały sezon. Co gorsza, żaden z polskich stadionów nie nadaje się do organizacji finału Ligi Mistrzów.

Trzymajmy kciuki

Zdaniem ekspertów błędem było niepowierzenie aren w ręce międzynarodowych firm eventowych. Nasi operatorzy zarządzający pojedynczymi arenami nie mają szans w konkurowaniu z międzynarodowymi firmami dzierżawiącymi całe sieci stadionów w Europie. – Łatwiej im przez to negocjować kontrakty np. z wielkoformatowymi gwiazdami – zauważa Jacek Bochenek.

Pozostaje chyba tylko trzymać kciuki za naszych piłkarzy – wbrew pozorom nie tylko na Euro 2012, ale przede wszystkim po zakończeniu turnieju.

Niemcy na 80-proc. frekwencję na swoich obiektach pracowali 6 lat