Yahoo! jak Apple

Eksperci podkreślają, że Yahoo! nie jest pierwszym przykładem firmy, która straciła dawny blask. I dodają, że nie wszystko jeszcze stracone. Wystarczy przypomnieć portal aukcyjny eBay, który miał problemy, ale odzyskał wigor, czy najbardziej spektakularny przykład Apple’a, który był o krok od bankructwa w 1997 roku. – Apple był wtedy w dużo gorszym stanie niż Yahoo! jest dzisiaj – uważa Geoff Ralston, wieloletni pracownik Yahoo!. Jego zdaniem portal powinien pójść drogą wytyczoną przez Steve’a Jobsa: stworzyć produkty, które pokochają klienci.

Eksperci spekulują jednak, że szybciej dojdzie do sprzedaży firmy lub jej połączenia z innym graczem. Agencje donoszą, że portalem zainteresowanych jest kilka znaczących firm. Wymienia się wśród nich fundusz Silver Lake. Inna opcja to Microsoft. Nikt nie ma dziś wątpliwości, że najlepsza oferta ze strony koncernu już padła i się nie powtórzy. W 2008 roku Steve Ballmer, prezes Microsoftu, oferował za Yahoo! gigantyczną kwotę 47,5 mld dol., ale Jerry Yang odrzucił tę propozycję, twierdząc, że nie leży ona w interesie akcjonariuszy.

Wśród najbardziej możliwych scenariuszy wymienia się przejęcie przez Alibaba Group, azjatyckiego giganta e-handlu (w którym Yahoo! ma 40 proc. udziałów). – Jesteśmy tym bardzo zainteresowani. Nasza grupa jest ważna dla Yahoo!, a Yahoo! dla nas – powiedział niedawno Jack Ma, prezes Alibaby.

Czy przypadek Yahoo! oznacza zatem ostateczny koniec modelu biznesowego portali, takich jak choćby Onet, Wirtualna Polska czy O2? – Yahoo! jest ciągle ważne dla całego internetowego ekosystemu. Ma znaczącą skalę działania, ale także skuteczne i nowoczesne narzędzia reklamowe – podkreśla Scott Raney, partner Redpoint Ventures. Ryan Jacob, zarządzający Jacob Asset Management, który ma akcje Yahoo!, sugeruje, by oddzielić będącą w stagnacji amerykańską część portalu od zyskownego Yahoo! Japan i obecnej na chińskim rynku Alibaba Group. Zdaniem Gabelli udziały w tych dwóch ostatnich odpowiadają za 80 proc. wyceny Yahoo!.

Decydujący ruch może należeć do Jerry’ego Yanga, założyciela i jednego z największych inwestorów. – Domagamy się, byś zrobił to, co trzeba w interesie udziałowców. Jesteśmy gotowi cię wspierać i pomóc ci w znalezieniu kandydata, który pomoże wrócić Yahoo! na należne mu miejsce wśród największych na świecie spółek medialno-technologicznych – napisał w liście Daniel Loeb, menedżer funduszu hedgingowego, który ma udziały w Yahoo!. Jednak powrót na szczyt wydaje się dziś już niemożliwy.