Inwestycja w energetykę jądrową da impuls dla rozwoju Polski, pozytywnie wpłynie też na wzrost gospodarczy - ocenił ekonomista, b. minister finansów Mirosław Gronicki. Swoje prognozy przedstawił na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
Reklama

Według Gronickiego, w momencie największego wpływu inwestycji w energetykę jądrową na polską gospodarkę, czyli między rokiem 2020 a 2030, działania te mogą przyspieszyć wzrost PKB o 3-4 proc. wielkości bazowej produktu, a to będzie oznaczać 70-90 mld zł rocznie.

Gronicki podkreślał, że wydanie początkowo ok. 50 mld zł na ten cel będzie miało pewien negatywny wpływ i zakłóci działanie polskiego systemu finansowego, ale w kolejnych latach objawią się pozytywne efekty, chociażby większy przyrost PKB i zmniejszenie dystansu technologicznego do innych krajów. Według Gronickiego, wydatek ten poprawi również parametry długu i deficytu finansów publicznych bez zmiany polityki gospodarczej.

W ocenie b. ministra finansów nie będzie problemu ze sfinansowaniem takiej inwestycji, o ile projekt będzie miał gwarancję opłacalności.

O tym, jak taką gwarancję uzyskać, mówił prezes Polskiej Grupy Energetycznej Tomasz Zadroga. Podkreślał, że w związku z polityką ograniczania emisji, Polska nie ma wyboru a z wszystkich symulacji wynika, że po 2020 r. energia z atomu będzie najtańsza. Instytucje finansowe to dostrzegają - podkreślił.

Dodał, że odnawialne źródła energii (OZE) obecnie są dotowane. "Energetyka jądrowa jest odpowiedzią na pytanie, czy ma być czysto i drogo, czy czysto i tanio" - mówił Zadroga.

Z kolei Stephan Lehrke z firmy doradczej The Boston Consulting Group oszacował, że na skutek niewznowienia działania kilku reaktorów, Niemcy już odnotowali spowolnienie wzrostu PKB o 1-2 proc. wielkości bazowej. Jak mówił, Niemcy będą importerem prądu z Czech i Francji, jednak zastąpienie mocy z elektrowni atomowych produkcją w elektrowniach gazowych zwiększy emisję CO2, a to oznacza oddalenie się od celów polityki klimatycznej UE.

Inny scenariusz - według Lehrkego - czyli dotowanie w Niemczech czystej energii będzie oznaczał wydatek rzędu 12-14 mld euro rocznie tylko na energetykę wiatrową.

Podkreślił też, że budowa elektrowni węglowych w Niemczech napotyka na tak duży sprzeciw społeczny, że nikt w tym kraju nie rozważa już poważnie takiej opcji dla uzupełnienia braków mocy.

"Niemcy importują prąd z elektrowni jądrowych i wierzymy, że my też będziemy mogli taką energię eksportować do Niemiec" - mówił z kolei Zadroga. Podkreślał, że żaden kraj nie może postawić na jedno źródło energii, bo politycy mogą w każdej chwili zmienić warunki funkcjonowania rynku. "OZE są dziś dotowane, ale jaka jest gwarancja, że będą dotowane za kilka lat?" - powiedział.

Opłacalność budowy elektrowni jądrowej kwestionował z kolei Dariusz Szwed z Zielonych 2004

Według niego bazą dla elektroenergetyki musi być otwarty rynek, połączenia z innymi krajami i uczciwa konkurencja. Jak mówił, elektrownia jądrowa "zabetonuje" polską energetykę, bo przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania ze względu na wysokie koszty kapitałowe zablokuje modernizację systemu, zwalczając konkurencję.

Jednak zdaniem Gronickiego deregulacja rynku energii nie rozwiązuje problemów, jakie ma Polska. "Od 20 lat zużywamy coraz mniej energii na jednostkę PKB" - podkreślał, dodając, że przede wszystkim należy zapewnić stabilność działania systemu energetycznego dzięki zastosowaniu różnych technologii produkcji. Jak podkreślał, gdy efektem tych działań stanie się dostępność energii po niskiej cenie, będziemy mogli myśleć o innych źródłach.