Polacy, którzy w tym tygodniu wylecieli z Itaką na Rodos i zostali zakwaterowani w suterenie pięciogwiazdkowego hotelu. Na szczęście te reagują na nie błyskawicznie, a także ubezpieczają się na wypadek tego typu zdarzeń.
Hotel Costa Lindia w Lardos był hotelem na gwarancji. A to oznacza, że Itaka zapłaciła w nim za konkretne pokoje dla swoich klientów jeszcze przed rozpoczęciem sezonu letniego. I – jak zapewnia zarząd biura – na pewno nie były to pokoje w suterenie. – Dotychczas reklamacje w tym hotelu zdarzały się sporadycznie – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki. Biuro wniosło już sprawę do sądu przeciw hotelowi. Zrobiły to także biura z Francji i Czech, których klienci też zostali w ten sposób zakwaterowani.
Eksperci twierdzą jednak, że tego typu przypadki należą do rzadkości. Głównie z racji tego, że polskie biura coraz częściej wykupują konkretne miejsca w konkretnych hotelach. Jednak zarezerwowanie miejsc w jednym hotelu może się wiązać z wydatkiem nawet 500 tys. euro, które trzeba zapłacić jeszcze przed sezonem. Oznacza to, że jeżeli biuro chce zagwarantować swoim klientom pokoje o wysokim standardzie w kilkunastu hotelach, musi jednorazowo wyłożyć nawet kilkanaście milionów złotych. To wpływa na płynność finansową firmy, co ma duże znaczenie w przypadku mniejszych touroperatorów. Ci ostatni nie wykupują więc konkretnych pokoi, a jedynie rezerwują miejsca w danym hotelu na podstawie zwykłej umowy. W takim przypadku klient dostaje taki pokój, jaki wybierze mu hotel, a nie biuro, w którym wykupił wycieczkę.