Samorządowcy chcą za to, aby do deficytu nie wliczano wydatków na współfinansowanie projektów unijnych, kolejnej edycji tzw. schetynówek, pieniędzy na oddłużanie szpitali związanych z ustawą o komercjalizacji w służbie zdrowia oraz konieczności sfinansowania np. klęsk żywiołowych. Poza tym na zmniejszenie deficytu ma wpływać nadwyżka z lat ubiegłych i dochody z prywatyzacji. Samorządowcy domagają się także wyższych wpływów z PIT, CIT i VAT.

Zgadzają się też na kontrolę rządu nad ich finansami. Minister finansów ma prowadzić ich kwartalną analizę. Jeśli pojawią się zagrożenia co do przekroczenia poziomu deficytu, ma w porozumieniu z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu wdrożyć procedurę jego ograniczenia. Ale w porównaniu z pierwotną propozycją samorządów zniknęła ścieżka korekty ich deficytu. Przewidywała, że minister finansów po zauważeniu zagrożenia dla deficytu całego sektora informuje samorządy, o ile może zostać przekroczony deficyt, a one o taką wielkość zmniejszają deficyty. Obecna propozycja odwołuje się do istniejących mechanizmów w ustawie o finansach publicznych, które samorządy uznają za wystarczające.

Propozycja wpłynęła wczoraj, rząd teraz ją analizuje. Ale jest raczej przesądzone, że nawet gdyby rząd ją przyjął i przygotował projekt ustawy, to nie zdąży zatwierdzić jej w Sejmie w tej kadencji.