Inflacja w maju nie była niższa niż w kwietniu, kiedy to liczona rok do roku wyniosła 4,5 proc. – twierdzi zgodnie kilku ekonomistów z czołowych polskich instytucji finansowych, z którymi rozmawialiśmy. Zgadzają się oni też, że na podobnym poziomie jak w kwietniu wzrosło zatrudnienie – o 3,9 proc. Natomiast zdecydowanie dzieli ich opinia na temat wzrostu płac.

Najbardziej oczekiwaną informacją w tym tygodniu będą dane o inflacji, które GUS opublikuje w środę. Rynek jest zainteresowany, czy cztery tegoroczne podwyżki stóp procentowych, na jakie zdecydowała się Rada Polityki Pieniężnej, zaczęły przynosić rezultaty i zapobiegły wzrostowi cen. Ponadto eksperci zastanawiają się, czy wyhamowanie wzrostu kursów paliw na rynkach światowych przełożyło się u nas na ceny transportu i użytkowania mieszkań, a duża podaż nowalijek na ceny żywności.

– Spodziewam się, że inflacja w maju w porównaniu z majem 2010 r. wyniosła 4,5 proc., co jest zgodne z konsensusem rynkowym – mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Uważa, że za ubiegły miesiąc zobaczymy znaczący wzrost cen w restauracjach i hotelach, bo na nie zwyżka cen żywności przekłada się z opóźnieniem. W górę pójdą też ceny książek z powodu wzrostu stawki VAT. – Natomiast wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych powinien wynieść w maju 6,9 proc., co oznacza spadek dynamiki o 0,3 pkt proc. w porównaniu z kwietniem – uważa Czerniak.

W opinii ekonomistów w czerwcu ceny żywności także powinny rosnąć wolniej. Tu jednak powodem jest panika związana z bakterią EHEC i w efekcie spadkiem popytu na niektóre warzywa oraz częściową blokadą rynku rosyjskiego na produkty z Europy.

– Tegoroczny szczyt inflacji przypada na maj lub czerwiec, później powinna się ona obniżać – twierdzi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA.

Na wyhamowanie wzrostu inflacji może się także przełożyć brak wyraźnej poprawy na rynku pracy. Z uśrednionej prognozy wynika, że zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w maju o 3,9 proc., co oznacza ok. 7 tys. nowych etatów. W szczycie przypadającym na końcówkę ubiegłego roku i początek tego wzrosty były dwucyfrowe.

– Jesteśmy przed rozgrzaniem rynku pracy. Firmy na razie nie mają potrzeby wzrostu mocy produkcyjnej, a to wpływa na zatrudnienie i wynagrodzenia – twierdzi Rafał Benecki, ekonomista ING BSK. Jego zdaniem wynagrodzenia wzrosły w maju o 4,5 proc. wobec 5,9 proc. miesiąc wcześniej.

Część ekonomistów jest zdania, że wzrost płac będzie na poziomie inflacji lub nieznacznie wyższym. Ale np. Marcin Mrowiec prognozuje 6,6 proc. wzrostu płac w maju. – W kilku branżach, np. samochodowej, zwiększa się popyt na pracę – przyznaje. Z kolei w przedsiębiorstwach państwowych rosną presje płacowe. Na to nakłada się otwarcie rynku niemieckiego.

Kto ma rację, dowiemy się w czwartek, gdy GUS opublikuje dane o płacach i zatrudnieniu.