Zdaniem Piotra Bujaka, ekonomisty BZ WBK, tegoroczne dane wskazują na solidny wzrost wydajności pracy. – Dzięki niemu zwiększa się konkurencyjność firm produkcyjnych – dodaje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Ale to nie wszystko. – W wyniku wzrostu wydajności firmy nie powinny ucierpieć z powodu podwyżek płac, jakich dokonały – dodaje Maliszewski. Przede wszystkim dlatego, że między innymi rosnąca wydajność pomogła im wypracować duże zyski. W pierwszym kwartale przedsiębiorstwa, w tym przemysłowe zatrudniające 50 i więcej osób, zarobiły łącznie na czysto 22 mld zł, czyli o 20 proc. więcej niż przed rokiem.

Rosnąca wydajność hamuje jednak wzrost zatrudnienia. – To m.in. dlatego zatrudnienie w firmach przemysłowych zwiększało się wolniej niż w całym sektorze przedsiębiorstw – ocenia Karolina Sędzimir, ekspert rynku pracy w PKO BP. Potwierdzają to dane GUS. W pierwszych czterech miesiącach zatrudnienie w przemyśle było o 2,8 proc. wyższe niż przed rokiem, a w całym sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 4 proc.

Wydajność pracy jest w Polsce wciąż dwuipółkrotnie mniejsza niż w starych krajach UE. – Firmy nie mają często najnowszych technologii produkcji i maszyn. Ponadto organizacja pracy jest gorsza, choć się poprawia – tłumaczy prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Dodaje, że w tych przedsiębiorstwach, w których technologie i maszyny są nowoczesne, np. w przemyśle samochodowym, wydajność pracy jest u nas nawet wyższa niż w krajach UE.