PGE, Tauron, Enea, Energa, Vattenfall, RWE Polska – ta szóstka gigantów trzyma w rękach 15 mln gospodarstw domowych z 16-mln polskiego rynku energetycznego. Potentatów coraz śmielej zaczynają jednak podgryzać mniejsze firmy, które celują w kilka lub kilkadziesiąt tysięcy klientów indywidulanych. W czerwcu na polskim rynku debiutuje czeska spółka Energetyczne Centrum.

– Do końca roku chcemy podpisać do 50 tys. umów na sprzedaż energii – mówi „DGP” Piotr Grzybczak, prezes Energetycznego Centrum.

Bezruch w interesie

Firma mierzy wysoko, bo do końca 2010 r. wszystkich klientów indywidualnych, którzy zdecydowali się zmienić sprzedawcę energii, było w Polsce zaledwie 1276. Od stycznia do marca 2011 r. przybyło ich jedynie 100. Dlaczego tak niewielu? Bo cenę prądu ustala państwo i utrzymuje ją na stosunkowo niskim poziomie. Zdaniem Artura Zdybickiego, prezesa Polenergii, sprzedaż energii klientom indywidualnym przez niewielkie firmy to wciąż biznes na granicy opłacalności. – Progiem rentowości jest cena za 1 kWh bliżej 30 niż 25 groszy – mówi „DGP” Artur Zdybicki.

Polenergia sprzedaje prąd do 6 tys. mieszkań w kilku największych miastach, ale z jej oferty mogą korzystać jedynie mieszkańcy osiedli, do których spółka dystrybuuje prąd. Na tym zarabia więcej.

Teoretycznie konkurencja jest duża. Np. na terenie Enei Operator, która dystrybuuje energię w zachodniej i północnej Polsce, jest aż 45 sprzedawców, od których można kupować energię. W Warszawie ofertę dla Kowalskiego ma 37 firm, m.in. 3Wings z Gdańska, Telezet ze Słupska, Fiten z Katowic czy Kopex, spółka zajmująca się produkcją sprzętu górniczego. Ruch jest jednak niewielki.

Prąd z polisą i pigułką

Czesi chcą to zmienić i oferują nowatorski produkt, łączy w sobie gwarancję najniższej na rynku ceny z elementami dodatkowymi – możliwością zabezpieczenia płatności swoich rachunków w sytuacji utraty pracy, dodatkowym programem lojalnościowym (10 proc. zniżki na leki w sieci aptek Dbam o Zdrowie), a także pakietami indywidualnej opieki medycznej (internista i dwie wizyty u specjalistów w roku w jednej z największych sieci placówek medycznych). Wszystkie bonusy mają kosztować 39 zł.

– Nasza oferta sprawdziła się w Czechach i na Słowacji, gdzie mamy w sumie 100 tysięcy klientów. Równocześnie z debiutem w Polsce startujemy na rynku węgierskim – mówi Piotr Grzybczak.

Czesi chcą przebić konkurencję ceną o 10 zł niższą za każdą 1 MWh (średnie gospodarstwo domowe zużywa rocznie 2,5 – 3,5 MWh). Zarobek nie jest więc duży. Bonusy mają zachęcić do zmiany sprzedawcy.

Do wyboru dostawców mocno namawia też Urząd Regulacji Energetyki. W tym tygodniu uruchomił on internetowy kalkulator taryf elektroenergetycznych. Dzięki niemu można policzyć koszty zakupu i dostarczenia energii elektrycznej do naszych mieszkań. By porównać ceny za pomocą kalkulatora, wystarczy wpisać kod pocztowy i roczne zużycie energii elektrycznej w mieszkaniu.

Wybór sprzedawcy to nasze prawo

Ponad 16 mln indywidualnych klientów firm energetycznych ma prawo do wyboru dostawcy energii. Nikt nie jest już przywiązany do aktualnego sprzedawcy działającego najbliżej domu. Odbiorcy muszą jednak uważnie sprawdzać ofertę firm energetycznych, porównywać cenniki i czytać warunki umów, przede wszystkim okres obowiązywania i warunki wypowiedzenia. Zmiany można dokonywać bezpłatnie. Sprzedawca nie może stosować nieuczciwych i mylących metod sprzedaży. Zdarza się jednak, że rozpowszechnia nieprawdziwe lub wprowadzające w błąd wiadomości o swoim lub innym przedsiębiorstwie.

masz