Trwa głęboki kryzys zadłużeniowy, pożyczki nie mają więc dziś najlepszej opinii. Na poziomie makro w cenie jest oszczędzanie. W związku z tym w skali mikro najnowszym trendem w oszczędzaniu stało się... pożyczanie.
Nie chodzi jednak o pieniądze. Tu logika jest dokładnie odwrotna niż w przypadku konsumowania ponad stan. Mamy mniej pieniędzy, więc nie kupujemy. Z drugiej strony nie chcemy rezygnować z konsumowania (od którego trudno się odzwyczaić), zatem zamiast kupować jakieś dobro, po prostu je wypożyczamy. Gra jest uczciwym kompromisem zarówno dla klienta, jak i producenta.
Jak donosi magazyn „New Yorker”, nawet mistrzowie konsumpcji – Amerykanie – przestawiają się na pożyczanie. Czasy i praca niepewne, ale żyć jakoś trzeba. Na przykład dobrze się ubrać. W pokryzysowym Nowym Jorku zaroiło się od wypożyczalni markowych strojów. Firmy takie jak Jack Silver Formal Wear czy Rent a Runaway (czyli „wynajmij sobie wybieg”) mają wszystko: od Oscara de la Renty przez Ralpha Laurena po Valentino. Chcesz pojawić się na imprezie czy balu charytatywnym (gdzie, jak wiadomo, ubija się najlepsze interesy) w sukience, która w sklepie kosztuje 1500 dol.? Nie ma problemu. Płacisz 185 dol. (łącznie z ubezpieczeniem) i dostajesz kreację na tydzień (plus buty). Firma przysyła ci nawet o numer większy duplikat stroju, gdyby ten pierwszy nie pasował. Hasło tych firm brzmi: każdy może się poczuć jak gwiazda filmowa bez niepotrzebnego obciążania karty kredytowej. Potrzebujesz biżuterii? Proszę bardzo. Naszyjnik dostępny w sklepie za 73,5 tys. dol. możesz wynająć już za 1,9 tys. Tak samo eleganckie płaszcze, szale czy torebki, które zazwyczaj widuje się tylko na czerwonym dywanie.