– Myślę, że uda się ten poziom wzrostu gospodarczego utrzymać – stwierdził Pawlak. Jest więc szansa na nowe miejsca pracy, bo wzrost gospodarczy powyżej 4 proc. daje szanse na zmniejszanie bezrobocia.

Ekonomiści są wobec tych szacunków sceptyczni. Ich zdaniem pierwszy kwartał był raczej słabszy niż końcówka 2010 r. Nie chcą zadzierać z ekspertami Pawlaka, ale uważają, że te prognozy są raczej życzeniowe i ich sprawdzalność w przeszłości nie była zbyt wysoka. O wiele precyzyjniej PKB szacuje resort finansów: w I kwartale 2011 r. wzrost wyniesie 4,2 proc.

– Resort gospodarki mógł niedoszacować krótkoterminowych skutków kryzysu na Bliskim Wschodzie, wysokich cen paliw i sytuacji na rynkach finansowych – mówi „DGP” Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Spowolnienie tempa wzrostu przewiduje też BRE Bank, ma on wynieść 4 – 4,2 proc.

Jednak prognozom Pawlaka jest gotowa zaufać Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. – 4,5 proc. jest realne, bo punkt odniesienia, początek 2010 r., był słaby – mówi.

Tymczasem Bank Światowy obniżył wczoraj prognozę wzrostu gospodarczego Polski na 2011 rok do 4,0 proc. z 4,1 proc. oczekiwanych w styczniu.