W teorii ubezpieczenie autocasco ma gwarantować bezpieczny sen właścicielowi samochodu. W praktyce nikt spać spokojnie nie może. Dlaczego? Bo firmy ubezpieczeniowe dysponują całym arsenałem kruczków prawnych, dzięki którym mogą odmówić nam wypłaty odszkodowania lub znacznie zmniejszyć jego wysokość. Wystarczy, że: wjechaliśmy w zbyt głęboką kałużę, w momencie kolizji nie mieliśmy włączonych świateł, rozmawialiśmy przez telefon, jechaliśmy zbyt szybko albo wiatr, który przewrócił na nasze auto drzewo, wiał zbyt słabo.

W ogólnych warunkach ubezpieczeń jest także grupa znacznie poważniejszych wyłączeń, wspólnych praktycznie dla wszystkich towarzystw ubezpieczeniowych. Znajdziemy je w paragrafie „Wyłączenia odpowiedzialności”.

Poszkodowany nie otrzyma wypłaty AC, gdy:

● pojazd nie był dopuszczony do ruchu, czyli nie miał ważnych badań technicznych;

● kierowca w momencie kolizji nie miał uprawnień do jego prowadzenia (wystarczy, że nie miał kategorii wymaganej do prowadzenia ubezpieczonego auta). Ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania także w sytuacji, gdy osoba prowadząca ma nieważny dokument, np. z powodu braku wymaganych badań lekarskich;

● nie ma wszystkich kluczyków oraz dokumentów pojazdu, które zadeklarowano w momencie podpisywania polisy;

● kierowca prowadził pojazd pod wpływem alkoholu, narkotyków bądź innych środków odurzających. Niektórzy ubezpieczyciele zaliczają do tego także prowadzenie pojazdu po zażyciu leków obniżających koncentrację;

● szkoda została spowodowana umyślnie przez samego właściciela lub osobę, z którą ubezpieczony pozostaje we wspólnym gospodarstwie domowym (innymi słowy, jeżeli żona w ataku furii zniszczy auto mężowi, ubezpieczyciel nie wypłaci mu pieniędzy);

● do uszkodzeń pojazdu doszło w wyniku strajków, zamieszek, działań wojennych czy aktów terroru (jeżeli pod naszym samochodem eksploduje bomba lub zostanie ono zdewastowane przez strajkujących górników, o odszkodowaniu możemy zapomnieć).