Prawdopodobnie jutro do Polski wrócą z Libii pracownicy Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Decyzję o ich wycofaniu podjęto już w zeszłym tygodniu, gdy zaczęły się zamieszki.

W Libii dla gazowego koncernu pracuje ok. 30 osób, są to m.in. pracownicy spółek zależnych PNiG Jasło i Geofizyki Kraków, a także ośmiu przedstawicieli libijskiego biura Polish Oil and Gas Company B.V w Trypolisie. Część z nich już jest w Polsce, dla kolejnych przygotowany będzie lot czarterowy. – W ciągu kilku dni wszyscy powinni wrócić do kraju – mówi Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG. Jak zapewnia, pracownicy są bezpieczni. – Oddział PGNiG w Trypolisie jest w stałym kontakcie z polskimi służbami dyplomatycznymi – dodaje.

Polish Oil and Gas Company – Libya B.V. (libijski oddział PGNiG) działa od dwóch lat. Prowadzi prace poszukiwawcze na koncesji numer 113 zlokalizowanej w basenie naftowym Murzuq na zachodzie kraju. Koncesja oddalona jest 1500 km od Trypolisu. PGNiG szuka tam gazu ziemnego. Szacunki mówią o gigantycznych złożach, które mają kryć ponad 100 mld m sześc. gazu. To niemal tyle, ile wynoszą zasoby całego naszego kraju.

Jeśli sytuacja w Libii szybko się nie uspokoi, plany poszukiwawczo-wydobywcze PGNiG mogą się opóźnić. Polski koncern chciał rozpocząć pierwsze odwierty jeszcze pod koniec tego półrocza. Joanna Zakrzewska zapewnia jednak, że jeśli nawet wykonane zostaną one w drugiej połowie roku, rozpoczęcie wydobycia gazu powinno nastąpić, tak jak początkowo planowano, czyli w 2015 r. Prace na koncesji rozpoczęto w 2010 r. od wykonania zdjęć sejsmicznych. Wciąż trwają prace związane z ich analizowaniem. – To nie wymaga naszej obecności w Libii – podkreślają w PGNiG.

Poza gazem w Libii PGNiG poszukuje także ropy w Egipcie. Stamtąd koncern też ewakuował pracowników. Na prace w obu tych krajach chciał przeznaczyć w tym roku ok. 70 mln dol.

PGNiG to nie jedyny koncern, który ucieka z Libii. Na podobny ruch zdecydowały się już BP, Shell oraz austriacki OMV.

BP dopiero rozpoczynało poszukiwania złóż surowca w tym kraju. Koncern wstrzyma jednak projekt wart 900 mln dol. i wycofa 140-osobową załogę. Shell już przetransportował pracowników do sąsiednich państw. Na rozwój sytuacji wciąż czekają amerykański ExxonMobil, niemieckie RWE i japoński JX Nippon. Obaw nie ma natomiast rosyjski Gazprom, który za 170 mln dol. odkupił w zeszłym tygodniu od włoskiego koncernu Eni 50 proc. w jednym z libijskich pól naftowych.

Niektóre jednostki libijskiej armii przeszły na stronę protestujących

Znaczna część Libii znalazła się wczoraj pod kontrolą opozycyjnie nastawionych tłumów. W Bengazi, drugim co do wielkości mieście w kraju, niektóre jednostki armii przeszły na stronę demonstrantów domagających się ustąpienia płk. Muammara Kaddafiego, który z tytułem przywódcy rewolucji rządzi krajem od obalenia monarchii w 1969 r. Według niektórych źródeł zaatakowany został obóz Kaddafiego Bab al-Azizija nieopodal Trypolisu.

Przeciwko przywódcy zwrócili się też niektórzy liderzy muzułmańscy. „Władze zademonstrowały całkowitą, arogancką bezkarność. Czyni to przeciwstawianie się im wszelkimi dostępnymi środkami obowiązkiem z Bożego nakazu” – czytamy w odezwie wystosowanej przez Sieć Wolnych Ulemów Libii. Według obrońców praw człowieka w libijskich zamieszkach zginęło już kilkaset osób.

– Mój ojciec będzie walczył z wrogami aż do końca – zapowiedział z kolei syn Kaddafiego Saif al-Islam.

mwp