Firmy ciepłownicze muszą zainwestować w nowe technologie i poprawę efektywności przesyłu, a spółdzielnie i właściciele mieszkań w termomodernizację. Z kolei sami właściciele – szukać oszczędności w wymianie okien i drzwi czy regulacji temperatury w lokalach.

Ostateczne decyzje w sprawie Europejskiego Systemu Handlu Emisjami w latach 2013 – 2020 Parlament Europejski ma podjąć w kwietniu.

– Najprawdopodobniej na posiedzeniu plenarnym 4 – 7 kwietnia – mówi nam Daria Kulczycka, dyrektor departamentu energii i ochrony klimatu Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. Podkreśla, że korzystna decyzja w sprawie ciepłownictwa jest już niemal pewna, bo znalazła się w ostatecznym projekcie dyrektywy przygotowanej w Komisji Europejskiej.

– Ministerstwo Gospodarki, które odgrywało wiodącą rolę w negocjacjach z KE, osiągnęło w tej kwestii duży sukces – podkreśla. Ale dodaje też, że polscy negocjatorzy i deputowani do Parlamentu Europejskiego toczą kolejną walkę, próbując wynegocjować ulgi dla przemysłu oraz odbiorców ciepła z sektora użyteczności publicznej. Chodzi zwłaszcza o szpitale, szkoły i przedszkola.

Unia przekonana

Jak udało się nam przekonać Unię? Analizami, z których wynikało, że skokowo ceny ciepła dla gospodarstw domowych w Polsce wzrosną o 22 proc. w roku 2013, czyli pierwszym, w którym będą obowiązywać nowe przepisy. Tymczasem z ciepła sieciowego korzysta 15 mln osób. Dlatego na usługi dla spółdzielni i odbiorców indywidualnych przewidziano okres przejściowy. Ciepło produkowane na potrzeby gospodarstw domowych w 2013 roku otrzyma darmowe przydziały uprawnień do emisji CO2 na podstawie historycznej emisji. Ilość tych darmowych uprawnień będzie malała z każdym rokiem o 10 proc.

– Dostaliśmy dodatkowy czas i nie możemy go zmarnować. Trzeba zmniejszyć straty w przesyle energii cieplnej i powoli przechodzić z technologii opartych na węglu do zielonej energii z biomasy czy spalarni odpadów – dodaje Daria Kulczycka.

Walka o cenę

Czasu jest nie tak wiele. Kłopot w tym, jak zmodernizować sieci i nie obciążyć nadmiernie kosztami użytkowników. Na straży cen cały czas stoi Urząd Regulacji Energetyki. I na razie nie ma planów uwolnienia cen ciepła. Właścicieli mieszkań na pewno to uspokaja, choć i tak ceny będą systematycznie rosły, razem z kosztami uzyskiwania ciepła.

– Na razie nie ma inicjatywy uwolnienia cen ciepła, choć docelowo każda energia, w tym cieplna, powinna mieć ceny ustalane przez rynek – mówi Andrzej Czerwiński, poseł Platformy Obywatelskiej, przewodniczący sejmowej podkomisji ds. energetyki, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki. Jego zdaniem w perspektywie przynajmniej trzech, czterech lat nie należy się tego spodziewać.

– Przed energetyką stoją teraz poważne wyzwania, a URE ma narzędzia do dyscyplinowania ciepłowników, tak by dostosowywali się do strategii rozwoju branży przyjętej przez rząd – mówi poseł Czerwiński. I wymienia unijne i polskie wymagania wobec ciepłownictwa, jak przechodzenie od zwykłych ciepłowni do kogeneracji, czyli wykorzystywanie synergii w wytwarzaniu ciepła i energii elektrycznej w jednym procesie technologicznym. W Warszawie zadanie to realizuje Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w duecie z Vatenfallem.

Ważnym celem jest też redukcja emisji CO2 oraz wyzwania związane z efektywnością energetyczną. Branża ciepłownicza zaczęła takie inwestycje już kilka lat temu. SPEC skutecznie zmniejsza awaryjność sieci, zamienia węzły grupowe na indywidualne, wymienia technologię sieci na preizolowaną.

– Niezależnie od decyzji regulacyjnych trzeba pamiętać, że obecnie system ciepłowniczy w miastach jest w większości monopolem, bo spółdzielnie nie mają wyboru dostawców usług i trudno będzie to zmienić – mówi Czerwiński. Przyznaje, że regulowane odgórnie ceny nie zawsze pozostawiają pole do wygenerowania kapitału na inwestycje.

– Stąd postulaty branży, by koszt inwestycji wliczać w cenę ciepła, choć warto tu zachować rozsądek – podkreśla.

Na Mazowszu najtaniej

Ustalając ceny, Urząd Regulacji Energetyki bazuje m.in. na kosztach produkcji i przesyłu. Jak twierdzą ciepłownicy, taki system ustalania cen uniemożliwia im zachowanie i spożytkowanie efektów działań proefektywnościowych. To nie zachęca do cięcia kosztów i inwestowania w wydajność.

– W latach 2008 – 2009 najmniejszy wzrost cen nastąpił na Mazowszu. Wzrosły one o 3,7 proc., podczas gdy średnia w kraju wyniosła 8,7 proc. – mówi nam Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka URE. I dodaje, że z raportu urzędu wynika, że na Mazowszu najtaniej płaci się też za 1 GJ (gigadżul) energii. – Z naszego raportu wynika, że średnia cena na Mazowszu wynosiła 29,52 zł, a najwyższa była w województwie opolskim, gdzie wynosiła 47,07 zł – podkreśla Głośniewska. Raport z cenami za 2010 r. urząd dopiero przygotowuje.

Na zróżnicowanie średnich cen ciepła istotny wpływ ma przede wszystkim rodzaj paliwa zużywanego do wytwarzania ciepła oraz zakres usług świadczonych odbiorcom przez przedsiębiorstwa ciepłownicze.

– W ostatnich latach najszybciej rosły ceny ciepła wytwarzanego z oleju opałowego lekkiego i gazu ziemnego wysokometanowego – mówi rzeczniczka URE.

Wolniej rosną ceny ciepła, przy wytworzeniu którego korzysta się z węgla. Ceny ciepła sieciowego w stolicy należą do najniższych w kraju. Dodatkowo miasto planuje budowę dużej spalarni śmieci, która może dostarczyć nie tylko tańszej energii, lecz także ciepła do sieci. Z obecnej działającej na Targówku jako Zakład Utylizacji Stałych Odpadów Komunalnych (ZUSOK) ciepło uzyskiwane jest już teraz, ale na bardzo niewielką skalę, biorąc pod uwagę potrzeby metropolii.