Finanse polskich lotnisk są w opłakanym stanie. Banki nie chcą finansować działalności portów bez dodatkowych gwarancji.

Tylko w ostatnich miesiącach samorządy Łodzi i Gdańska poręczyły obligacje wyemitowane przez swoje lotniska o wartości 380 mln zł. Na udzielenie gwarancji na kilkaset milionów przygotowują się samorządowcy we Wrocławiu. Dlaczego spółek, które od 2004 r. przeżywają oblężenie pasażerów, nie stać na finansowanie działalności?

Dla przedstawicieli lotnisk to wstydliwy temat, ale nieoficjalnie przyznają, że to przez tanie linie lotnicze. Opłaty lotniskowe są dla nich z reguły niższe od tych z cennika nawet o 50 proc. Nic dziwnego, że porty lotnicze, które niemal w całości uzależnione są od tanich linii, są pod kreską. Przykładowo strata Bydgoszczy sięgnęła w zeszłym roku 16 mln zł, a lotnisko w Łodzi poniosło 21 mln strat.

– Jesteśmy niedużym portem i nie możemy sami sfinansować inwestycji – twierdzi Rafał Możdżeń, wiceprezes PL Łódź. To dlatego szykowaną na jesień wspólnie z bankiem Pekao emisję obligacji na kwotę 190 mln musiały poręczać władze miasta i województwa.

Według Możdżenia wszystko się zmieni, gdy odprawy w porcie osiągną 1,5 mln pasażerów rocznie. Wtedy spółka uzyska samodzielność finansową.

Jednak duże wątpliwości budzą również finanse krajowych portów, które taki pułap już osiągnęły. Adam Skonieczny z MPL Gdańsk, który odprawił w zeszłym roku ponad 1,8 mln osób, zapewnia, że spółka od lat generuje dodatni wynik finansowy. W zeszłym roku było to ponad 10 mln zł. Mimo to Nordea Bank Polska zdecydował się podpisać ze spółką umowę na emisję obligacji w kwocie 195 mln zł, dopiero gdy uzyskał poręczenie samorządu Gdańska i województwa pomorskiego. Sławomir Żygowski, I wiceprezes Nordea Bank Polska, zapewnia, że poręcznie było wyłącznie dodatkowym zabezpieczeniem.

Jednak Jan Pamuła, prezes PL Kraków-Balice oraz prezes Związku Regionalnych Portów Lotniczych, twierdzi co innego. – Standing finansowy lotnisk jest kiepski – mówi. Twierdzi, że jeżeli kierowana przez niego spółka zdecyduje się na finansowanie programu inwestycyjnego obligacjami lub kredytem, niezbędne – tak jak w przypadku Gdańska – będą gwarancje. Z podobnym problemem muszą liczyć się samorządowcy, np. z Wrocławia, bo port szykuje też dużą emisję.

Bez gwarancji właściciela obeszło się w przypadku warszawskiego Okęcia. Jak twierdzi Radosław Żuk, dyrektor Komunikacji w Przedsiębiorstwie Państwowym „Porty Lotnicze”, umowa z Nordeą na emisję obligacji wartości 240 mln zł nie wymagała poręczenia ze strony państwa.