Przewoźnik działający w Polsce od 2007 r. operuje obecnie na ośmiu regularnych trasach w Polsce, m.in. z Warszawy do Gdańska, Wrocławia i Zielonej Góry czy z Krakowa do Gdańska. Ale Polska to trudny rynek dla małej linii biznesowej, jaką jest Jet Air. Znacznie więcej spółka może zarobić za granicą i tam zamierza przenosić swoją aktywność.

Dlatego nie ukrywa, że ograniczy krajowe połączenia. Jak twierdzi Krzysztof Wicherek, prezes Jet Air, najbardziej zależy mu na utrzymaniu lotów z Krakowa do Gdańska i z Warszawy do Zielonej Góry. Operacje lotnicze na tych trasach są wprawdzie opłacalne, ale tylko dzięki dopłatom ze strony lokalnych samorządów.

A co z resztą połączeń? Tego prezes Jet Air nie precyzuje. – Zdecydujemy w tym tygodniu – mówi Krzysztof Wicherek.

Odpowiada natomiast, dlaczego Jet Air ogranicza aktywność w Polsce. Zdaniem Wicherka nawet w sektorze koncentrującym się na dogodnych trasach dla biznesu polski pasażer nie jest przyzwyczajony do ceny biletu na poziomie 150 euro w jedną stronę. A dopiero taka stawka uzasadnia działalność przy operacjach samolotami, które zabierają jednorazowo na pokład kilkanaście osób. Właśnie cztery takie maszyny ma Jet Air. – Z uwagi na to, że z rentownością polskich połączeń nie jest najlepiej, szukamy nisz na zagranicznych rynkach – mówi Wicherek.

Pierwszą jest Finlandia, gdzie na trasie z Tampere do Oulu Jet Air wozi głównie pracowników Nokii. Ale na celowniku są kolejne kraje. Linia rozpocznie wkrótce podobne operacje także pomiędzy miastami w Niemczech.

– W tej sprawie dogrywamy jeszcze ostatnie szczegóły z naszym niemieckim partnerem – zaznacza Krzysztof Wicherek.

W najbliższych tygodniach ostatecznie rozstrzygną się również losy innego zagranicznego przyczółka Jet Air – trasy z Łodzi do Winnicy na Ukrainie. Najpewniej loty odbywać się będą raz w tygodniu.

– Od dawna na uruchomienie takiej trasy nalegały lokalne środowiska biznesowe, które prowadzą liczne interesy na Ukrainie – mówi Katarzyna Dobrowolska, rzeczniczka Portu Lotniczego Łódź.