Ukraina prowadzi zaawansowane rozmowy o powołaniu spółki joint venture, którą będą tworzyły Naftohaz i Gazprom. W konsekwencji sieć ukraińskich gazociągów, które czynią z Ukrainy kraj strategicznie ważny – mogą przejść pod kontrolę Moskwy. W zamian za zgodę na taki ruch Kijów dostał propozycję niższej ceny na gaz – podał Interfax.

Kolejny Charków

Pierwsza runda gry o przyszłość Ukrainy już się rozegrała. Jej rezultat nie był jednak jednoznaczny. Wiosną tego roku w ramach porozumień charkowskich Miedwiediew-Janukowycz ukraiński prezydent uzyskał niższą cenę za surowiec. Za zgodę na przedłużenie o 25 lat stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie, tysiąc metrów sześciennych zamiast 330 dol. (tyle płacono w I kwartale) kosztowało 230 dol. w II kwartale i 248 dol. w trzecim. Dla porównania Europa Zachodnia płaci średnio 308 dol. za 1000 m sześc. Problem jednak w tym, że w umowie gazowej Rosja-Ukraina jest zapisana formuła, że co kwartał cena wzrasta o 25 dolarów. Tak przynajmniej twierdzi premier Ukrainy Mykoła Azarow.

Oczekiwane porozumienie obniżające cenę za gaz, które obecnie negocjuje Kijów – już dziś jest określane przez ludzi związanych z ukraińskim sektorem energetycznym jako Charków II. Tym razem ma być ona jednak znacznie bardziej bolesna dla Ukrainy niż poprzednia.