Kredyt technologiczny to forma wsparcia małych i średnich firm ze środków unijnych, która jest dostępna od 1 lipca tego roku. Polega ona na tym, że BGK spłaca część kredytu (udziela premii technologicznej), wziętego w banku komercyjnym, o ile jest on przeznaczony na zakup nowych technologii. Jednak do tej pory nie było zbyt dużo chętnych na skorzystanie z tego instrumentu. Jak mówi Ewa Balicka-Sawiak, rzecznik BGK, który odpowiada za kredyt technologiczny, do tej pory wpłynęło do banku 28 wniosków o udzielenie promesy przyznania premii na łączną kwotę 46 mln zł (w trzech przypadkach promesy udzielono).

Powodem nikłego zainteresowania jest zła konstrukcja tego instrumentu – możliwość skorzystania z umorzenia części kredytu w ramach premii jest uzależniona od osiągnięcia wysokich norm sprzedaży. Z szacunków resortu gospodarki wynika, że z tego powodu nawet 30 proc. z 400 mln zł przeznaczonych na premie może nie zostać rozdysponowanych.

Przygotowaną przez Ministerstwo Gospodarki nowelizację przepisów zablokował resort finansów. Było to spore zaskoczenie, bo podczas wcześniejszych konsultacji MF nie zgłaszał żadnych uwag.

Ministerstwo nie wyjaśniło motywów.

– Resort finansów nie ma nic wspólnego z kredytem technologicznym. Ten instrument także nie ma dużego wpływu na budżet – ocenia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w PKPP Lewiatan.

Według wrześniowych zapowiedzi resortu gospodarki nowelizacja miała wejść w życie na przełomie 2009 i 2010 roku.