Spółki TUI Travel, do których należą biura podróży TUI i Scan Holiday, mają w Polsce poważne kłopoty. Z raportu spółki po trzech kwartałach wynika, że zanotowały one w naszym kraju 46-proc. spadek przychodów oraz 40-proc. spadek liczby klientów, w porównaniu z rokiem ubiegłym.

To największe spadki zanotowane przez firmę spośród wszystkich regionów, w jakich działa.

Słabe wyniki to efekt polityki TUI, która ceny za wycieczki wciąż ustala w euro. O ile w zeszłym roku, kiedy złoty się umocnił, pozwoliło jej to zachować konkurencyjność cenową na polskim rynku, o tyle w tym roku, kiedy polska waluta straciła na wartości, spowodowało, że była najdroższym biurem w kraju.

– Nałożyła się na to również specyfika sprzedaży. Połowę oferty letniej sprzedajemy w styczniu i lutym, a w tym roku w tym czasie złoty odnotował największy spadek. Jednak z miesiąca na miesiąc odrabiamy straty – mówi Marek Andrysiak, prezes TUI Poland.

Konsekwencją wzrostów cen w TUI był odpływ klientów do innych biur, które za mniejsze pieniądze oferowały ten sam produkt. Najbardziej zyskała Itaka, która już od kilku sezonów kieruje swoją ofertę do klientów ze średniej i wyższej półki.

Potwierdza to Itaka, która przyznaje, że w ostatnim sezonie letnim miała o 25 proc. więcej klientów niż przed rokiem.

– Odpływ klientów z TUI to także skutek znaczącej redukcji w ofercie. Biuro TUI miejsca w samolotach wynajmowało od naszej firmy. Wiedzieliśmy, jakich cięć dokonano. My utrzymaliśmy kierunki, które zlikwidowało TUI, przejście klientów nastąpiło więc w sposób naturalny – wyjaśnia Piotr Henicz, członek zarządu Itaki.

Przed spadkami sprzedaży TUI Travel nie uratowało nawet obniżenie cen wycieczek. Z raportu wynika, że zostały one obniżone o 10 proc.

TUI zaczęło rozważać możliwość zmiany warunków ustalania cen.

– Wszędzie na świecie biura TUI kalkulują ceny w euro. Ma to uzasadnienie ekonomiczne, bo w tej walucie ponosimy koszty, co pozwala nam zminimalizować ryzyko walutowe. Jednak duże wahania kursowe każą zadać sobie pytanie o zasadność takich rozliczeń – wyjaśnia Marek Andrysiak.

Dodaje, że oferta na lato 2010 r. ma być odczuwalnie tańsza.

Generalnie ten rok nie będzie dobry dla polskiej czarterowej turystyki wyjazdowej. Ale nie będzie tak zły, jak prognozowano jeszcze pod koniec I półrocza. Spadek wartości rynku czarterowej turystyki wyjazdowej, wynoszący na koniec 2008 roku 3,6 mld zł, wyniesie 10–15 proc., a nie 25 proc. W sezonie letnim sprzedaż wyraźnie bowiem wzrosła.

– W lipcu, sierpniu i wrześniu notujemy sprzedaż wyższą nawet o 18 proc. niż przed rokiem, przy średniej cenie za wycieczkę zbliżonej do zeszłorocznej – mówi Jacek Dąbrowski, dyrektor finansowy w Triadzie.

O tym, że sytuacja uległa poprawie, jest także przekonane Rainbow Tours. Biuro mówi o 14-, 15-proc. wzrostach sprzedaży w miesiącach letnich. Na brak klientów nie narzeka także Itaka.

– Szacujemy, że w tym roku nasz obrót będzie o 30 proc. lepszy niż przed rokiem. Nie ukrywamy jednak, że ten rok jest trudny i ukończenie go z zyskiem to nie lada wyzwanie – zauważa Piotr Henicz.