Ze 120 mld zł, które wpłynęły w ciągu ostatnich 10 lat do OFE, zarządzające nimi powszechne towarzystwa emerytalne (PTE) pobrały jako wynagrodzenie ponad 10,5 mld zł. To prawie 9 proc. przelanych do funduszy składek przyszłych emerytów.

Systemowy błąd w sposobie wynagradzania firm zarządzających OFE - ich przychody niemal w ogóle nie zależą od tego, co najważniejsze dla ich klientów, czyli zysków z inwestycji - najbardziej uzmysławia sytuacja z 2008 roku. Aktywa przyszłych emerytów stopniały o 22 mld zł, a zarządzający OFE pobrali tytułem opłat rekordową kwotę 1,8 mld zł. Z tej kwoty 740 mln zł to ich zysk. Też rekordowy. Dla porównania ZUS, który jest uważany za drogą instytucję, ale wykonuje nieskończenie więcej zadań niż PTE, kosztował nas w ubiegłym roku zaledwie 3,35 mld zł.

Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. I to nie tylko z powodu konieczności dbania o interes klientów czy bezpieczeństwo wypłacalności systemu emerytalnego - wszak gwarantem wypłat minimalnych świadczeń jest Skarb Państwa. Wbrew pozorom jej zmiana jest też w interesie zarządzających OFE. Jeśli wciąż będą alergicznie, a czasem wręcz histerycznie reagować na próby obniżenia ich zysków, może się to skończyć całkowitym odwrotem od II filaru. Coraz częściej pojawia się postulat jego dobrowolności (np. ostatnia propozycja OPZZ) czy wręcz likwidacji.

Manufakturowy biznes

Fabryka zysków. Takim mianem są nazywane w dużych grupach kapitałowych działające tam PTE. Ryzyko prowadzenia tego biznesu jest bliskie zeru. Przede wszystkim zapewniony jest stały dochód. Pracujący klient, który musi być członkiem OFE (podobnie jak opłacać składki do ZUS) co miesiąc wpłaca do funduszu ponad 37 proc. swojej składki emerytalnej. A to marzenie każdej firmy, która w normalnych rynkowych warunkach musi walczyć o przetrwanie, klienta i przychody.

Zagrożenia są minimalne. Polegają na nieosiągnięciu tzw. wymagalnej stopy zwrotu oraz przejęciu części klientów przez konkurencję. Bardzo łatwo też określić konieczne do poniesienia koszty. Wynikają głównie z obowiązków nałożonych przez ustawodawcę, np. konieczność wysłania do klientów informacji o stanie konta, obowiązków informacyjnych czy kosztów nadzoru czy ZUS. Powszechne Towarzystwa Emerytalne ponoszą też koszty operacyjne, wynikające m.in. z obrotu papierami wartościowymi czy zatrudnienia. Reszta zależy od decyzji akcjonariuszy. Jeśli chcą np. prowadzić agresywną politykę przejęć klientów, rosną koszty akwizycji.

Prowadzenie tego biznesu nie jest więc skomplikowane.

Gra zerojedynkowa

Mimo tego PTE nie konkurują ze sobą praktycznie o klienta wysokością kosztów, jakie musi ponieść. Liczy się tutaj wysokość prowizji od wpływającej do funduszu składki oraz tzw. opłata za zarządzenie. A im są wyższe, tym mniej pozostaje na koncie przyszłego emeryta. Droższy fundusz oznacza więc niższą emeryturę.