Zamknięcie gastronomii nie zadziałało na jej obroty tak destrukcyjnie jak wiosną. Mimo to trudniej będzie uporać się z obecnym kryzysem niż z poprzednim.
Dane z transakcji kartami płatniczymi wskazują, że nowy lockdown spowodował spadek obrotów w branży o mniej więcej połowę w porównaniu ze stanem sprzed pandemii. To dużo, ale nie jest to tak głęboki szok jak w marcu. Według informacji, które uzyskaliśmy w PKO BP, wartość transakcji, których w ostatnim tygodniu października dokonali klienci banku za pomocą kart płatniczych, była o 42 proc. niższa niż w pierwszym tygodniu marca. Wiosenny lockdown doprowadził do ponad 75-proc. spadku obrotów.
– Spadki są mniej gwałtowne i o mniejszym zakresie niż poprzednio, przy czym zaczęły się one, zanim wprowadzono formalne restrykcje, na fali rosnących obaw konsumentów – zwraca uwagę Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP, i dodaje, że może to wynikać z przestawienia się w większym stopniu na sprzedaż na wynos. Tak zresztą było już wiosną, gdy po pierwszym szoku część branży próbowała się dostosować, co ostatecznie zmniejszyło skalę spadku obrotów do ok. 40 proc.
O tym, że obecne zamknięcie najłatwiej znieść tym, u których sprzedaż na wynos stanowiła już wcześniej dużą część oferty, świadczyć mogą dane z eService. To jeden z największych dostawców terminali płatniczych na polskim rynku. Witold Siekierzyński, przedstawiciel firmy, mówi, że w danych z terminali widać, że skutki obecnego zamknięcia są różne w zależności od rodzaju prowadzonej działalności. Najmniejsze spadki sprzedaży notują bary szybkiej obsługi, czyli takie, w których model „take and go” ma zwykle duży udział w sprzedaży.
Reklama
– W drugiej połowie października zanotowały one spadek liczby transakcji o 30 proc., przy niewiele mniejszym spadku ich łącznej wartości – mówi Witold Siekierzyński.
Znacznie gorzej jest w przypadku restauracji, kawiarni i pubów. Tu, według danych eService, wartość transakcji po wprowadzeniu nowego lockdownu to zaledwie jedna czwarta tego, co lokale notowały przed pandemią. – Sytuację utrudnia fakt, że z racji ich charakteru dużo trudniej zaoferować im sprzedaż na wynos – uważa Siekierzyński.
Potwierdzają to sami restauratorzy. Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska, przyznaje, że sytuacja poszczególnych podmiotów na rynku gastronomicznym jest zróżnicowana. – W naszym przypadku, gdzie podstawą jest obsługa gości w restauracji, tracimy ponad 80 proc. przychodów, mimo iż nasza sprzedaż w kanale delivery urosła trzykrotnie rok do roku i po pierwszym półroczu stanowiła ok. 12 proc. sprzedaży – mówi prezes Cacek. Jego zdaniem fakt, że obecnie sprzedaż jest nieco lepsza niż wiosną, bo więcej klientów kupuje z dostawą do domu, o niczym nie przesądza. – Sytuacja ekonomiczna jest znacznie gorsza, ponieważ jeszcze nie odrobiliśmy strat, a już ponosimy nowe. Najbardziej dotkliwy jest dla nas brak systemowych rozwiązań kwestii czynszów, które od marca najmocniej w nas uderzają – mówi prezes Sfinksa. I dodaje, że ponowne zamknięcie utrudni przetrwanie wielu firmom, tym bardziej że obiecana rządowa pomoc dla branży opóźnia się. Sejm zajmie się ustawą wprowadzającą pomoc najwcześniej za dwa tygodnie.
– Odsuwanie pomocy w czasie powoduje, że firmy pozbawione znaczącej części przychodów nie są w stanie regulować swoich należności i część nie zdoła przetrwać najtrudniejszego okresu – podkreśla Sylwester Cacek. Zwraca uwagę, że zamrożenie działalności nastąpiło w okresie, kiedy branża powinna rozpocząć spłatę pomocy z wiosennego lockdownu. W dodatku zwolnienie ze składek na ZUS za listopad, które obiecał rząd, będzie odczuwalne dopiero w grudniu, podczas gdy w połowie tego miesiąca, bez przychodów, trzeba uregulować składki za październik oraz inne koszty, w tym najbardziej bolące branżę czynsze.
Z zarzutami opóźniania pomocy nie zgadza się Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, które w rządzie pilotuje program. Resort uważa, że samo przesunięcie posiedzenia Sejmu na 18–19 listopada nie ma wpływu na wydłużenie procesu uchwalania tzw. tarczy branżowej, bo najbliższe posiedzenie Senatu i tak zaplanowano dopiero na 25–27 listopada.
– Rozwiązania zawarte w projekcie tarczy, które są obecnie przedmiotem prac Sejmu, dotyczą udzielenia pomocy za określone miesiące. W zależności od rozwiązania zaproponowanego w projekcie w nowelizacji wskazuje się październik lub listopad tego roku. Oznacza to, że wejście w życie ustawy w grudniu br. pozostanie bez wpływu na rozwiązania, które obecnie znajdują się w projekcie – napisało biuro prasowe ministerstwa w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie. Według MRPiT tarcza branżowa została tak zaprojektowana, że przedsiębiorcy nie stracą, nawet w przypadku opóźnień.
– Jeżeli np. przedsiębiorca opłaci już składkę ubezpieczeniową za listopad, to będzie mógł liczyć na jej zwrot po złożeniu wniosku. Podobnie sytuacja ma się w odniesieniu do świadczenia postojowego – konieczne jest wykazanie odpowiednich spadków przychodów w październiku lub listopadzie br., jednak wniosek o jego przyznanie może też zostać złożony później – stwierdza biuro prasowe MRPiT.