W dniu ogłoszenia zakazu przez Premiera Rady Ministrów mowa była o całkowitym zamrożeniu branży fitness, ale wydaje się że, na fali uzasadnionego wzburzenia jej przedstawicieli, w rozporządzeniu datowanym na dzień po wystąpieniu Premiera, znalazły się pewne wyłączenia.

Mianowicie w okresie nowego lockdownu działać mogę te siłownie oraz kluby i centra fitness które przeznaczone są dla osób uprawiających sport w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć sportowych lub wydarzeń sportowych, studentów i uczniów – w ramach zajęć na uczelni lub w szkole.

Czytając powyższą regulację literalnie pojawia się szereg pytań. Przede wszystkim nie wiadomo co prawodawca miał na myśli poprzez sformułowanie „dla osób uprawiających sport w ramach współzawodnictwa sportowego”. Czy chodzi tutaj o przygotowanie do tego typu współzawodnictwa (treningi przed zaplanowanymi zawodami), czy może wyłącznie faktyczne uczestniczenie w takich zawodach? Biorąc pod uwagę wykładnię racjonalną i celowościową jedynie pierwsza interpretacja wydaje się zasadna, gdyż jak sportowcy mieliby uczestniczyć w wydarzeniach sportowych opisanych w §6 ust. 13 zmienionego rozporządzenia, bez wcześniejszych regularnych treningów.

Reklama

Podobne problemy interpretacyjne stwarza także wykładnia pojęcia „zajęcia sportowe” – nie wiadomo co dokładnie prawodawca miał na myśli. Czy chodzi o indywidualne zajęcia z trenerem, czy może grupowe zajęcia jogi lub spinningu? Czy rzeczywiście jest tak że można ćwiczyć w grupie na zajęciach, a nie można indywidualnie na prawie pustej siłowni? Jak miałby to przyczynić się do zwalczania pandemii, nawet przy całkowicie błędnym założeniu, że to na siłowniach mamy do czynienia z grupami ryzyka i ogniskami choroby, a nie na weselach i w miejscach kultu religijnego? Ciężko więc pogodzić powyższą wykładnię z celem rozporządzenia, ale równie trudno znaleźć odmienną.

Reklama

Skoro więc siłownie i kluby fitness mają pozostać otwarte jedynie z przeznaczeniem dla osób przygotowujących się do zawodów, uczestniczących w zajęciach sportowych (cokolwiek ustawodawca miał na myśli), oraz studentów i uczniów w ramach zajęć na uczelni lub w szkole, w jaki sposób właściciele tych obiektów mają weryfikować powyższe informacje? Nieprawdopodobne, chociażby ze względu na RODO, wydaje się aby obciążeni byli obowiązkiem potencjalnych telefonów do szkół czy uczeni wyższych i dopytywania czy dana osoba chcąca skorzystać z obiektu jest w istocie studentem który ma obowiązek zaliczenia zajęć z wychowania fizycznego obowiązkowych na danym roku. Sposób weryfikacji musi być więc inny, aczkolwiek o tym prawodawca już milczy. Na pewno w przypadku ewentualnej kontroli posiadanie odpowiedniej dokumentacji składającej się z oświadczeń przygotowanych przez prawnika i wypełnionych przez osoby ćwiczące stawiałoby kluby fitness na zdecydowanie lepszej pozycji. Żabka w celu obejścia ustawowych zakazów handlu w niedziele zamieniła się w pocztę, więc wykorzystywanie luk prawnych nie jest żadnym novum.

Niestety mało który klub fitness ma spośród grona swoich klientów jedynie osoby podchodzące do sportu w sposób wyczynowy oraz studentów i uczniów, co pociąga za sobą widmo zamknięcie około 80-90% siłowni w kraju. Siłowni, których właściciele w dalszym ciągu obciążeni są obowiązkiem zapłaty czynszu najmu za lokal, o ile nie są jego właścicielami. Dlatego też przedstawiciele branży połączyli siły i w poniedziałek, 19 października, spotkali się z przedstawicielami strony rządzącej w celu przedstawienia swoich postulatów oraz w próbie wytłumaczenia autorom nowych przepisów, że walka z pandemią poprzez zamykanie siłowni jest równie skuteczna i celowa co starcia Don Kichot’a z wiatrakami.

Przedstawiciele branży zaapelowali aby obiekty sportowe mogły wznowić działalność nie później niż w najbliższą sobotę, 24 października, zakreślając ostateczny termin na otrzymanie odpowiedzi do końca wtorku, 20 października. Z dość dużą dozą pewności można założyć, że władza nie po to tworzyła nowy zakaz w czwartek, aby niespełna tydzień później godzić się na jego uchylenie. Byłby to nie tyle pokaz słabości, co przyznanie się do własnej nieudolności w walce z pandemią, a w polityce pozory są przecież nie do przecenienia i nie ma zgody na żadne bicie się w pierś, szczególnie w świetle wakacyjnego ogłoszenia zwycięstwa nad wirusem, na wspomnienie którego co niektórym „zwycięzcom” pozostaje jedynie spuszczenie ze wstydem wzroku i posypanie głosy popiołem.

Branża fitness powinna więc, oprócz prób lobbowania władzy, zwrócić się o pomoc ku przepisom prawa.

Z pomocą przedsiębiorcom przychodzi przede wszystkim klauzula rebus sic stantibus pozwalająca na sądowe ustalenie stosunku prawnego m.in. poprzez obniżenie wysokości czynszu za lokal, w uzasadnionych przypadkach nawet przy uprzednim uzyskaniu zabezpieczenia. Powyższe znaczy, że jeżeli potencjalny przedsiębiorca pod koniec października złożyłby pozew, to już z początkiem grudnia miałby szansę płacić czynsz w zmniejszonej wysokości, co na pewno zwiększałoby jego szanse na utrzymanie się na finansowej powierzchni do czasu odwołania zakazu prowadzenia działalności.

Klauzulę rebus sic stantibus w naszym porządku prawnym statuuje art. 3571 § 1 kodeksu cywilnego który stanowi, że jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy.

Stosowanie klauzuli rebus sic stantibus jest więc uzależnione od spełnienia czterech przesłanek:

1. źródłem powstania zobowiązania musi być umowa;

2. zmiana stosunków pomiędzy stronami kontraktu ma charakter nadzwyczajny;

3. zmiana ta niesie ze sobą nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia lub grozi jednej ze stron rażącą stratą, czego strony – zawierając umowę – nie przewidywały;

4. między dwiema ostatnimi przesłankami zachodzi związek przyczynowy.

Wykazanie zaistnienia ww. przesłanek w obecnej sytuacji nie wydaje się zadaniem nadmiernie skomplikowanym. Właściciele klubów fitness mają umowy najmu lokalu na potrzeby siłowni. Do czynienia mamy z epidemią i odgórnym zakazem prowadzenia działalności gospodarczej. Jak siłownia nie działa, a czynsz trzeba płacić, to cały plan przychodów trafia prosto do kosza, a w księgach rachunkowych mamy stratę i tylko stratę. Przepis stanowi jednak o kwalifikowanej postaci starty, a wiec zdecydowanie ponadprzeciętnej, co musi podlegać wykazaniu i znajdować oparcie w odpowiednich dokumentach dotyczących danej działalności gospodarczej.

Przed zdecydowaniem się na pozwanie wynajmującego o obniżenie czynszu koniecznie trzeba także dokonać analizy umowy najmu, gdyż art. 3571 § 1 kc jest przepisem dyspozytywnym, a więc podlegającym kontraktowemu wyłączeniu przez strony.

Podsumowując, w przypadku nie osiągnięcia porozumienia z prawodawcą, przedstawiciele branży fitness mogą skorzystać z następujących rozwiązań:

1. odtworzyć kluby i prowadzić działalność w zakresie dopuszczalnym przez przepisy rozporządzenia, wykazując działanie w zakresie wyłączenia od zakazu działalności stosowną dokumentacją;

2. najpierw polubownie, następnie zaś sądowo walczyć o obniżenie wysokości czynszu najmu powołując się na klauzulę rebus sic stantibus.

W związku z brakiem informacji co do końca obowiązywania zakazu prowadzenia działalności, w celu przetrwania tego trudnego dla branży czasu, roztropnym wydaje się głębokie zastanowienie nad tym czy nie skorzystać łącznie z dwóch powyższych wyjść, a także z każdego innego które zwiększy szansę na to, że kiedy zakaz dobiegnie końca, przedsiębiorca będzie miał jeszcze co otwierać.

Rafał Lenczewski, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Radców Prawnych KML w Warszawie, reprezentujący właścicieli lokali usługowych w sporach sądowych z galeriami handlowymi o obniżenie wysokości czynszu w okresie pandemii COVID-19.