Niemal trzy czwarte kas zmniejszyło w ub.r. skalę działania. Kilku wciąż brakuje kapitału. Wyzwaniem będą mocno obniżone stopy procentowe
Współczynnik wypłacalności, podstawowa miara bezpieczeństwa, w sektorze spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych od dłuższego czasu jest powyżej poziomu wymaganego przepisami, czyli 5 proc. Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, w końcu czerwca wynosił 6,26 proc. Gdyby uwzględnić korekty zalecane przez nadzór w wyniku inspekcji, byłby minimalnie mniejszy. Ale równocześnie, według KNF, cały czas utrzymuje się niedobór funduszy własnych, który przekracza 100 mln zł.
DGP przyjrzał się sprawozdaniom finansowym SKOK-ów – zarówno działających, jak i postawionych w stan upadłości. Kasy, które wciąż prowadzą działalność, dysponowały w końcu ub.r. 458,3 mln zł kapitału. Rok wcześniej było to 414,7 mln zł. Współczynnik wypłacalności poniżej 5 proc. mają trzy kasy. To tyle samo co rok wcześniej. Ale lista niespełniających wymogu się zmieniła. Nie ma na niej największej kasy – im. Franciszka Stefczyka (odpowiada ona za niemal trzy czwarte całego sektora pod względem wartości pożyczek czy depozytów).

Nad i pod kreską

Reklama
Równocześnie z trzech do sześciu zwiększyła się liczba kas deficytowych. SKOK-i nie są instytucjami nastawionymi na zysk, ale pozytywny wynik to dla nich główne źródło kapitału – stanowiącego o bezpieczeństwie i możliwościach zwiększania skali działania.
W dwóch kasach zysk przekroczył w ub.r. milion złotych. Jedna to „Stefczyk”, czyli lider sektora. Tam dochód wyniósł prawie 10 mln zł (rok wcześniej – prawie 76 mln zł). Druga – „Boże Dary” z siedzibą w Katowicach, 12. na liście największych podmiotów tego sektora, z zyskiem na poziomie 1,4 mln zł.

Reklama
Drugi SKOK pod względem wielkości – im. Chmielewskiego z Lublina, dysponujący ponad 970 mln zł aktywów – wyszedł praktycznie na zero (niecałe 30 tys. zł zysku). Jego lokalny konkurent, SKOK im. Unii Lubelskiej, zajmujący trzecie miejsce pod względem skali działania (aktywa przekraczające 210 mln zł), był niemal 2,6 mln zł pod kreską.
W kilku kasach i zarządy, i audytorzy zwracają uwagę na ryzyko braku możliwości kontynuowania działania. Dotyczy to obu podmiotów z Lublina, ale też nieodległej kasy im. ks. Blachnickiego z Zamościa (w końcu ub.r. miała 33 mln zł aktywów).
Sprawozdania finansowe SKOK-ów są badane przez sześć firm audytorskich. Ponad 10 kasom przyglądała się firma Primefields. Seryjnie zwracała uwagę na jeszcze inny poważny czynnik ryzyka: ubiegłoroczne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczące zwrotu części prowizji w przypadku przedterminowej spłaty kredytu. Banki komercyjne pod koniec ub.r. informowały o setkach milionów złotych rezerw w związku z tzw. małym TSUE. W kasach takie rezerwy również się pojawiały, ale na stosunkowo niewielką skalę.
W SKOK Małopolska kwestia orzeczenia TSUE była jednym z powodów wydania opinii z zastrzeżeniem. Powód? Zarząd w ogóle nie stworzył rezerwy na zwrot prowizji od pożyczek spłaconych przed czasem. Zastrzeżenie do opinii zgłosił też audytor Zachodniopomorskiej SKOK. Wskazał, że na polecenie KNF zarząd kasy oszacował górny pułap roszczeń klientów na niemal 12 mln zł, ale rezerwę stworzył na 620 tys. zł.

Dodatkowy kłopot

W tym roku przed kasami stanęła kolejna przeszkoda – pandemia. Związany z nią był spadek zainteresowania kredytami ze strony klientów, ale też możliwy wzrost wartości niespłacanych pożyczek. A przede wszystkim niższe stopy procentowe. SKOK-i mogą odczuć ich negatywny wpływ w dużo większym stopniu niż banki. Powód? W zdecydowanej większości kas odsetki stanowią przytłaczającą większość dochodów (prowizje to na ogół margines, innych źródeł przychodów na ogół nie ma), a już przed wybuchem pandemii w czterech na pięć SKOK-ów nie wystarczały na pokrycie bieżących kosztów działania. Zakładając, że wydatki pozostałyby na poziomie sprzed roku, a dochody z odsetek zmniejszą się o jedną czwartą, zarobek na kredytach i pożyczkach sfinansowałby działalność centrali i oddziałów tylko w dwóch kasach. W tej sytuacji nie jest zaskoczeniem, że – jak wynika z danych KNF – zatrudnienie w kasach w połowie tego roku było o niemal 17 proc. mniejsze niż sześć miesięcy wcześniej. W czerwcu SKOK-i zatrudniały nieco ponad 1,5 tys. osób.
Aktywa 25 działających kas urosły w ub.r. o 146 mln zł, do 9,4 mld zł. O 140 mln zł zwiększyła skalę działania Kasa Stefczyka. O 36 mln zł SKOK im. E. Kwiatkowskiego z Tarnowa, która w ub.r. przyłączyła dwie mniejsze kasy. Równocześnie 18 SKOK-ów zanotowało w 2019 r. regres, jeśli chodzi o skalę działania.
W ostatnich sześciu latach kilkanaście kas zbankrutowało. W końcu ub.r. ich łączne fundusze własne wynosiły -3,2 mld zł. Taki jest rząd wielkości strat do pokrycia przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W 2019 r. upadłe kasy miały w sumie ponad 100 mln zł straty (najwięcej, niemal 82 mln zł, SKOK Wołomin).



6,9 mld zł tyle wynosiły w końcu ub.r. aktywa SKOK Stefczyka, lidera branży
2,2 mln zł to aktywa najmniejszej kasy: przy ZWCH „Stilon” SA w Gorzowie Wlkp.
39 proc. tak wzrosły aktywa SKOK Kwiatkowskiego dzięki przejęciu kas im. bpa Pelczara i Królowej Jadwigi