In-house jest wykorzystywane prawie wyłącznie przez samorządy, najczęściej do zlecenia gospodarki odpadami – wynika ze sprawozdania UZP.
Zamówienia in-house nie przestają budzić w Polsce kontrowersji, co wynika przede wszystkim z faktu, że zakłócają wolną konkurencję na rynku. Pozwalają bowiem udzielać publicznych zleceń bez przetargu – albo w ogóle z pominięciem przepisów o zamówieniach (mały in-house) albo też zawierając umowę z wolnej ręki.
Dane ze sprawozdania Urzędu Zamówień Publicznych za ubiegły rok pokazują, że łącznie chodzi o ok. 2,2 tys. takich zamówień o wartości 424 mln zł (patrz: grafika). Z jednej strony to niebagatelna kwota, z drugiej jednak niewielki wycinek całego rynku sektora gospodarki odpadami komunalnymi, a to właśnie tu gminy najczęściej sięgają po in-house. Ubiegłoroczna wartość tego rynku została oszacowana przez Instytut Jagielloński na ok. 7,8 mld zł.