Wśród bankowców od dłuższego czasu popularna jest teza ukuta przez Zbigniewa Jagiełłę, szefa PKO BP, największego gracza na naszym rynku, o pęknięciu w sektorze. Gracze o odpowiednio dużej skali działania są w stanie funkcjonować w trudniejszych warunkach. Małe instytucje mają zaś coraz bardziej pod górkę. Opinia o „pęknięciu” pojawiła się na wiele miesięcy przed kryzysem wywołanym przez pandemię. Ubiegłoroczne wyniki banków ją potwierdziły. Ten rok – stojący pod znakiem kryzysu wywołanego pandemią – weryfikuje ją o tyle, że otoczenie banków staje się jeszcze bardziej wymagające (patrz ramka).

Jak wynika z danych Europejskiego Banku Centralnego, w 2018 r. deficytowe banki miały 6,5-proc. udział w aktywach naszego sektora. W ubiegłym roku sytuacja nieco się poprawiła – udział podmiotów na minusie spadł do 4,2 proc. Informacje Komisji Nadzoru Finansowego wskazują jednak, że pierwsza połowa tego roku znów przyniosła pogorszenie.

„Na koniec czerwca 2020 r. 16 banków (9 komercyjnych i 7 spółdzielczych) wykazało łączną stratę w wysokości 467,3 mln zł. Banki te miały ok. 7,4-proc. udział w aktywach sektora” – podaje Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. „Na koniec czerwca 2020 r. udział banków ze stratą wynosił: 9,7 proc. całego portfela należności od sektora niefinansowego w bankach komercyjnych i spółdzielczych; 7,1 proc. całego portfela depozytów sektora niefinansowego w bankach komercyjnych i spółdzielczych” – dodaje nadzór.

Latami na minusie

Obowiązek publikowania danych finansowych co kwartał mają jedynie banki giełdowe. Wszystkie prezentują natomiast sprawozdania roczne. DGP przyjrzał się ubiegłorocznym wynikom wszystkich banków komercyjnych z siedzibą w naszym kraju.

Na minusie było pięć. Ich łączna strata wyniosła niemal miliard złotych. Ponad połowa tej kwoty przypadła na kontrolowany przez wrocławskiego biznesmena Leszka Czarneckiego Getin Noble Bank, który od kilku lat próbuje wrócić na ścieżkę rentowności. Jak dotąd – bez powodzenia. Szkodzi mu zaangażowanie w kredyty frankowe, ale też nacisk położony w przeszłości na kredyty konsumenckie, co w ostatnich kwartałach skutkowało koniecznością zwrotu części prowizji klientom, którzy spłacili zobowiązania przed terminem. Tak nakazał ubiegłoroczny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE.

Getin Noble miał w ub.r. największą stratę w wymiarze bezwzględnym, ale uwzględniając skalę działania, były banki, które radziły sobie jeszcze słabiej. Pod względem stopy zwrotu z kapitału najgorzej spośród wszystkich komercyjnych wypadł w ub.r. Plus Bank należący do Zygmunta Solorza-Żaka, właściciela Cyfrowego Polsatu. Chociaż ubiegłoroczna strata nie przekraczała tam 10 mln zł, to z uwagi na niewielkie kapitały, dała ponad 30-proc. ujemną stopę zwrotu. PB to jeden z najmniejszych banków na naszym rynku. Deficytowy jest już od kilku lat. W ubiegłym roku został dotknięty m.in. przez konieczność zwrotu prowizji od kredytów konsumenckich.

Zmiana strategii

Biorąc pod uwagę stopę zwrotu z aktywów – czyli ile bank zarabia (lub jaką notuje stratę) w porównaniu z wielkością bilansu – najsłabiej wypadł z kolei Nest Bank. Przy aktywach przekraczających 7 mld zł był ponad 200 mln zł na minusie. Zarząd tłumaczy to przede wszystkim wycofaniem się z udzielania kredytów konsumenckich.

– Działalność na tym rynku była redukowana stopniowo w całym 2019 r. Finalnie uznaliśmy, że kontynuacja tej linii biznesowej nie będzie opłacalna. Zostały utworzone niezbędne rezerwy, żeby pokryć ryzyko tego portfela. Pojawiły się dodatkowe koszty, bo zamknięcie pewnej części działalności wiąże się ze stwierdzeniem, że określone inwestycje nie będą już podlegały amortyzacji. Ponieśliśmy też koszty redukcji zatrudnienia – mówi Piotr Kowynia, pierwszy wiceprezes Nest Banku.

Liczy na to, że efekty przyniesie skupienie się na kredytach dla najmniejszych firm. – W dużych bankach nie ma wystarczająco dużo atencji, żeby jeszcze tak mały z punktu widzenia topowych banków segment dzielić na dalsze fragmenty i kroić specjalną ofertę. My chcemy mieć proces, który będzie nas wyróżniał i będzie uwzględniał potrzeby przedsiębiorcy – zwłaszcza jeśli chodzi o szybkość decyzji kredytowej – zaznacza Kowynia.

„Bank jest w trakcie realizacji Programu Postępowania Naprawczego oraz procesu przygotowywania dostosowanego do obecnie panujących uwarunkowań Planu Naprawy (…).Plan Naprawy oraz projekcje Banku zakładają dokapitalizowanie zgodnie z zobowiązaniami akcjonariusza Banku” – napisano w sprawozdaniu finansowym za 2019 r. Właścicielem Nest Banku jest fundusz private equity AnaCap. Przedstawiciele zarządu nie chcą mówić, czy plan naprawy został zatwierdzony przez nadzór ani jakie są plany dotyczące dokapitalizowania. Ostatnia zarejestrowana emisja miała miejsce prawie dwa lata temu. 

Kryzysowe osłabienie

Recesja wywołana przez zamknięcie gospodarki w pierwszych tygodniach wiosny będzie miała niekorzystny wpływ również na sektor finansowy. Przyczyni się do tego wzrost ryzyka kredytowego i niskie stopy procentowe.

Pierwsze da o sobie znać z opóźnieniem: pogorszenie wyników finansowych przedsiębiorstw i wzrost bezrobocia będą skutkowały problemami większej części kredytobiorców z obsługą zadłużenia. Ten efekt dotychczas się nie pojawił przede wszystkim ze względu na tzw. wakacje kredytowe: banki umożliwiły klientom wstrzymanie spłat rat na trzy do sześciu miesięcy. Później pojawiły się jeszcze tzw. wakacje ustawowe. Dopiero po zakończeniu moratorium okaże się, jaka część klientów nie jest w stanie spłacać rat.

Niskie stopy zadziałały szybciej. Doprowadziły do ograniczenia dochodów odsetkowych, które są dla banków najważniejszym źródłem zarobku. Zarządy usiłują bronić się przed negatywnym wpływem niskich stóp, tnąc oprocentowanie depozytów i podnosząc marże chętnym na nowe kredyty (to ostatnie ma na celu również odsianie bardziej ryzykownych klientów).