Pandemia mocno odbiła się na rynku zamówień publicznych. W pierwszych siedmiu miesiącach 2020 r. ogłoszono ok. 71 tys. przetargów, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich prawie 82 tys. Zniknęło więc ponad 13 proc. zamówień. To dużo, zwłaszcza że na rynku prywatnych zleceń również odnotowano spadki.

Powodów jest kilka. Podstawowy to mniejsze potrzeby administracji publicznej, ale także zamknięcie wielu urzędów w pierwszym okresie epidemii i niepewność, co będzie dalej i czy warto snuć plany.

– Co gorsza spadek zamówień zbiegł się ze zmniejszaniem zakresu usług, które wcześniej zostały zakontraktowane. Jeśli biura nie pracowały, nie było sensu ich sprzątać. Jeśli szpital przekształcano na jednoimienny, w których większość łóżek była pusta, jego administracja zmniejszała catering – zauważa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Dodaje, że co gorsza, mimo zmniejszania zakresu usług, zamawiający nie kwapili się do waloryzacji cen. – A zupełnie inaczej kalkuluje się koszty przygotowania i dostarczenia kilkudziesięciu posiłków, a inaczej tysiąca. Dopiero jedna z tarcz antykryzysowych wymusiła waloryzację – mówi.

Duże bez zmian

Recesja dotknęła tylko tańszych zamówień. Tych powyżej progów unijnych jest mniej więcej tyle samo – w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku ubyły zaledwie 183 ogłoszenia w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Z czego to wynika?

– Większe zamówienia są przygotowywane z dużym wyprzedzeniem i zgodnie z pewnym harmonogramem. Dlatego nie przekładano terminów, tylko ogłaszano przetargi zgodnie z planem. Dodatkowo część z nich ma dofinansowanie unijne, a to oznacza konieczność przestrzegania terminów, bo inaczej środki europejskie mogą przepaść – tłumaczy Piotr Trębicki, radca prawny z kancelarii Czublun Trębicki.

Dodatkowym czynnikiem, który mógł wpłynąć na mniejszy spadek zamówień powyżej progów unijnych, jest elektronizacja. Przetargi te, w przeciwieństwie do tych poniżej progów unijnych, muszą być prowadzone w internecie. To oznacza, że nie ma papierowych ofert i dokumentów ani bezpośredniego kontaktu między zamawiającym a wykonawcami. Nawet otwarcie ofert, zgodnie z opinią Urzędu Zamówień Publicznych, może być przeprowadzane w formie transmisji w internecie. Dzięki temu postępowania te są bezpieczne.

Przetargi poniżej progów też można prowadzić w internecie. Wykonawcy mają jednak prawo wyboru formy oferty. Przepisy wymagają, by zawsze dopuścić możliwość złożenia jej na piśmie.

Powrót do normalności

Spadek, chociaż nieco niższy, widoczny jest też w liczbie udzielonych zamówień. W pierwszych siedmiu miesiącach 2019 r. zawarto ok. 79 tys. kontraktów, podczas gdy w tym samym okresie tego roku było ich ok. 71 tys. Różnica w stosunku do ogłaszanych przetargów wynika z tego, że mimo pandemii trzeba było kończyć już trwające postępowania (choć zdarzały się przesunięcia terminów składania ofert).

Dobra wiadomość jest taka, że największy kryzys mamy już za sobą. Największy spadek odnotowano w pierwszych miesiącach pandemii. Od stycznia do końca kwietnia 2020 r. ogłoszono o prawie 7 tys. mniej przetargów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W lipcu tego roku rozpoczęto ok. 13 tys. nowych postępowań, podczas gdy w lipcu 2019 r. było ich tysiąc więcej.

Wygląda więc na to, że najgorsze spadki mamy już za sobą. Minął pierwszy szok związany z COVID-19. Administracja publiczna pracuje już też prawie normalnie, podczas gdy w początkowym okresie wiele urzędów albo w ogóle nie działało, albo ich pracownicy wykonywali obowiązki zdalnie. W sytuacji gdy cała dokumentacja została w biurze, nie można było wszczynać nowych postępowań.

Teraz sytuacja zaczyna wracać do normy i przedsiębiorcy znów mają szansę na rywalizację o publiczne kontrakty. Trudno jednak dziś spekulować, jak pandemia wpłynie na wartość rynku zamówień w skali całego roku. Spadki były bowiem duże, ale dotyczyły mniejszych zamówień. Tymczasem to te większe mają dominujący wpływ na rynek. W 2019 r. łączna wartość zamówień powyżej progów unijnych wyniosła prawie 145 mld zł, podczas gdy tych poniżej progów tylko 50 mld zł.

Paradoks polega na tym, że akurat te mniejsze zamówienia mogłyby poprawić sytuację polskich wykonawców. To właśnie w tych często lokalnych przetargach startują mali i średni przedsiębiorcy. Duże postępowania z reguły są kierowane do największych, nierzadko globalnych firm, a te mają większe możliwości przeczekania kryzysu.

Spadek widoczny jest też w liczbie udzielonych zamówień. W pierwszych siedmiu miesiącach 2019 r. zawarto ok. 79 tys. kontraktów, podczas gdy w tym samym okresie tego roku było ich ok. 71 tys.