Przedsiębiorcy, którzy rzetelnie postępowali względem swoich wierzycieli, nie skorzystają z tarczy antykryzysowej. Zdaniem ekspertów to absurd, który może spowodować bankructwo wielu biznesów
DGP
„Ustawy nie stosuje się do przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość, oraz przedsiębiorców, wobec których otwarte zostało postępowanie restrukturyzacyjne. W przypadku przedsiębiorców, względem których złożono wnioski w postępowaniach, o których mowa w zdaniu pierwszym, do czasu ich prawomocnego rozpatrzenia procedura udzielenia wsparcia określona w ustawie ulega zawieszeniu”. To kluczowy dla wielu przedsiębiorców przepis tarczy antykryzysowej 2.0. Oznacza bowiem, że podmioty, które są w trakcie restrukturyzacji, nie będą mogły liczyć na państwowe wsparcie.
Reklama

Reklama
‒ Budzi to duże wątpliwości. Do kogo zatem ta pomoc będzie skierowana, skoro w wyniku oddziaływania koronawirusa na gospodarkę powszechne będą problemy z płynnością przedsiębiorstw, co już można kwalifikować jako zagrożenie niewypłacalności i przesłankę do otwarcia restrukturyzacji? ‒ zastanawia się Wojciech Bokina, doradca restrukturyzacyjny i wspólnik w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy. I dodaje, że jeszcze większe wątpliwości budzi propozycja, by wobec podmiotów, co do których złożono wnioski upadłościowe i restrukturyzacyjne, procedura podlegała zawieszeniu. Wnioski o ogłoszenie upadłości i sanacyjny mogą przecież złożyć wierzyciele przedsiębiorcy.
‒ Możliwe są zatem sytuacje, że konkurent rękoma wierzyciela złoży wniosek o ogłoszenie upadłości lub sanacyjny i poprzez przedłużenie rozpoznania tych wniosków może skutecznie zablokować pomoc przedsiębiorcy. Również wierzyciele przedsiębiorcy uzyskają skuteczny instrument, aby szantażować swojego kontrahenta, wymuszając zapłatę istniejących lub spornych wierzytelności ‒ spostrzega Wojciech Bokina.

Poszkodowani epidemią

Jak rząd tłumaczy przyjętą koncepcję?
„Chodzi o to, by pomoc kierowana była wyłącznie do tych przedsiębiorców, którzy na skutek wprowadzonych ograniczeń związanych z COVID-19 znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej, aczkolwiek nie spełnili jeszcze przesłanek upadłościowych lub restrukturyzacyjnych, o których mowa w odrębnych przepisach” ‒ czytamy w uzasadnieniu. Innymi słowy, państwo wesprze, ale tych, którzy popadli w tarapaty w związku z epidemią koronawirusa, a nie niezależnie od niej.
Stanowisko polskiego rządu to pokłosie wytycznych Komisji Europejskiej, w których rozróżniono modele wsparcia dla przedsiębiorców znajdujących się w problematycznej sytuacji jeszcze przed epidemią i dopiero wskutek jej wystąpienia. Przy czym eksperci zaznaczają, że nikt Polsce nie kazał uniemożliwić pomocy podmiotom w restrukturyzacji, a taki może być faktyczny skutek. Adwokat Bartosz Groele, wspólnik w kancelarii Tomasik Pakosiewicz Groele, uważa, że trudno ustawowe wyłączenie zrozumieć aksjologicznie. Dlaczego bowiem podmioty odpowiedzialnie inicjujące restrukturyzacje swoich zobowiązań, choćby np. w zaawansowanym momencie postępowania restrukturyzacyjnego po nieprawomocnym zawarciu układu, mają mieć trudniejszą sytuację prawną i tym samym ekonomiczną niżeli podmioty takich działań niepodejmujące? Do tego, rzecz jasna, sam fakt otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego nie oznacza jeszcze niewypłacalności i nie prowadzi do pokrzywdzenia wierzycieli.
‒ Jeśli pozostaniemy przy takiej regulacji, możliwy jest skutek skrajnie niekorzystny dla obrotu. To znaczy przedsiębiorcy, chcący korzystać z instrumentów przewidzianych tarczą, będą opóźniać sięgnięcie po ochronę restrukturyzacyjną, kiedy nawet będzie to zasadne ‒ spostrzega Bartosz Groele. Wskutek tego może się okazać, że wiele biznesów upadnie z tego względu, że menedżerowie za wszelką cenę będą chcieli skorzystać z gwarantowanego przez państwo wsparcia, za to nie wdrożą procedury uzdrowienia przedsiębiorstwa.
Tak uważa radca prawny Krzysztof Brysiewicz, wspólnik w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy. Jego zdaniem wejście w życie przepisów w zaproponowanym kształcie może pogłębić i tak już poważne problemy wielu firm.

Czas na upadłość

W chwili zamykania wydania gazety Sejm jeszcze pracował nad specustawą. W projekcie znajdowało się i nie budziło w parlamencie żadnych kontrowersji rozwiązanie, o którym napisaliśmy kilka dni temu w DGP ‒ wydłużenie terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.
Dziś ‒ zgodnie z art. 21 prawa upadłościowego – dłużnik musi złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości w ciągu 30 dni od chwili wystąpienia niewypłacalności. Obowiązek ten spoczywa na osobach zarządzających firmą. Jeśli tego nie zrobią w terminie, mogą odpowiadać prywatnym majątkiem za szkody, a nawet ponieść odpowiedzialność karną. W specustawie zapisano, że osoby zobowiązane do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości będą musiały to zrobić w ciągu trzech miesięcy od końca stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego. Przy czym brak obowiązku złożenia wniosku w kwartalnym terminie będzie obejmował wyłącznie tych przedsiębiorców, których sytuacja finansowa się pogorszyła wskutek epidemii. Jeżeli więc ktoś miał trudności z wypłacalnością jeszcze w 2019 r., powinien złożyć wniosek w terminie 30-dniowym.