Takie wnioski można wyciągnąć po lekturze opinii Rady Legislacyjnej, organu doradczego działającego przy premierze. Wynika z niej, że docenić należy chęć ustawodawcy do wsparcia przedsiębiorców w upadłości i restrukturyzacji. Ale gdy mowa o szczegółach − wyszło kiepsko.

Niekorzystny łańcuszek

Generalna zasada prawa upadłościowego (art. 21 ustawy) przewiduje, że dłużnik musi złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości w ciągu 30 dni od chwili wystąpienia niewypłacalności. Obowiązek ten spoczywa na osobach zarządzających firmą (przede wszystkim chodzi o członków zarządu). Jeśli tego nie zrobią w terminie, mogą odpowiadać prywatnym majątkiem za szkody wierzycieli oraz zobowiązania podatkowe.

Ustawodawca w specustawie koronawirusowej (Dz.U. z 2020 r. poz. 695) postanowił jednak wprowadzić modyfikację od tej zasady. Jeżeli podstawa do ogłoszenia upadłości dłużnika powstała w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, a stan niewypłacalności powstał z powodu COVID-19, bieg terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Po tym okresie termin ten biegnie na nowo. Mówiąc prościej, dla menedżerów podmiotów, które popadną w niewypłacalność podczas epidemii koronawirusa, termin na złożenie wniosku upadłościowego jest zawieszony.

W DGP z 21 kwietnia zwróciliśmy uwagę, że to przepis daleko niedoskonały („Upadły – na koronawirusa czy choroby współistniejące?”). Do podobnych wniosków w swej opinii doszła Rada Legislacyjna.

„Uchylenie obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości przez dłużnika niewypłacalnego bez żadnych dodatkowych obowiązków związanych z koniecznością poddania się restrukturyzacji oznacza przyzwolenie na funkcjonowanie i dalsze zaciąganie zobowiązań przez podmioty, które utraciły zdolność do wykonywania tych zobowiązań. Tym samym oznacza to wprowadzenie poważnego zagrożenia dla innych przedsiębiorców, którzy nieświadomi sytuacji swojego kontrahenta będą z nim wchodzić w relacje gospodarcze” − czytamy w opinii. Prawnicy doradzający premierowi stwierdzają wprost w opinii, że uchwalone przez Sejm i obowiązujące już rozwiązanie może spowodować efekt „domina upadłości” i lawinę wniosków o ogłoszenie upadłości po ustaniu stanu epidemii. Zarazem rada zgadza się, że konieczne jest złagodzenie obowiązku składania wniosku o ogłoszenie upadłości w sytuacji, gdy niewypłacalność powstała w czasie i w związku z epidemią COVID-19. I proponuje, by wprowadzić rozwiązanie, zgodnie z którym w czasie epidemii oraz w czasie zagrożenia epidemicznego zwolnienie z odpowiedzialności za niezłożenie wniosku w terminie wiązało się ze złożeniem wniosku restrukturyzacyjnego, a w postępowaniu o zatwierdzenie układu ewentualnie z zawarciem i złożeniem w sądzie umowy z doradcą restrukturyzacyjnym o pełnienie funkcji nadzorcy układu. Pozwoliłoby to z jednej strony na uniknięcie przez menedżerów odpowiedzialności, a z drugiej zwiększyło transparentność i bezpieczeństwo obrotu gospodarczego.

Nierówne traktowanie

Już 9 kwietnia w DGP z kolei zwracaliśmy uwagę na to, że przedsiębiorcy, którzy rzetelnie postępowali względem swoich wierzycieli, nie skorzystają z tarczy antykryzysowej („Restrukturyzacja, a jutro upadłość”). To efekt art. 2 ust. 3 tarczy 2.0, zgodnie z którym ustawy nie stosuje się (a zatem nie mogą oni skorzystać z państwowego wsparcia) do przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość, oraz przedsiębiorców, wobec których otwarte zostało postępowanie restrukturyzacyjne. W przypadku przedsiębiorców, względem których złożono wnioski upadłościowe lub restrukturyzacyjne, do czasu ich prawomocnego rozpatrzenia procedura udzielenia wsparcia określona w ustawie ulega zawieszeniu.

‒ Jeśli pozostaniemy przy takiej regulacji, możliwy jest skutek skrajnie niekorzystny dla obrotu. To znaczy przedsiębiorcy, chcący korzystać z instrumentów przewidzianych tarczą, będą opóźniać sięgnięcie po ochronę restrukturyzacyjną, kiedy nawet będzie to zasadne ‒ spostrzegał adwokat Bartosz Groele, wspólnik w kancelarii Tomasik Pakosiewicz Groele. Wskutek tego może się okazać, że wiele biznesów upadnie z tego względu, że menedżerowie za wszelką cenę będą chcieli skorzystać z gwarantowanego przez państwo wsparcia, za to nie wdrożą procedury uzdrowienia przedsiębiorstwa.

Podobnie uważa Rada Legislacyjna. W swojej opinii zaznacza, że „wykluczenie z zakresu podmiotowego obowiązywania ustawy przedsiębiorców, którzy zachowali się w sposób właściwy i przy pierwszych oznakach kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19 złożyli wnioski o otwarcie postępowań restrukturyzacyjnych, nie służy zapewnieniu bezpieczeństwa obrotu prawnego i w sposób nieuzasadniony stawia w trudniejszej sytuacji przedsiębiorców, którzy w prawidłowy sposób zareagowali na wywołany pandemią kryzys”. Eksperci uważają, że przedsiębiorcy ci powinni zatem mieć możliwość skorzystania z mechanizmów wsparcia ze strony państwa na takich samych zasadach, jak pozostali przedsiębiorcy, skoro przyczyna ich trudnej sytuacji finansowej jest tożsama.

„Zasada takiego samego (równego) traktowania podmiotów znajdujących się w analogicznej sytuacji jest uzasadniona konstytucyjnie (art. 32 Konstytucji)” − zauważa Rada Legislacyjna.

Jak się dowiedzieliśmy, w kręgach rządowych trwają prace nad dalszymi zmianami dotyczącymi upadłości i restrukturyzacji i uwagi rady zostaną wzięte pod uwagę. Przy czym znacznie większe szanse na uwzględnienie mają postulaty dotyczące sposobu uwolnienia się od odpowiedzialności przez menedżerów.