Autopromocja

Rząd ucieszy się ze wzrostu cen. Wyższa dynamika uratuje nas przed spowolnieniem?

Polska gospodarka
Polska gospodarkaShutterStock
21 stycznia 2020

Przed spowolnieniem gospodarczym budżet uratuje wyższa od przewidywań dynamika cen. Te będą rosły znacznie szybciej, a ryzyko wciąż rośnie.

Grudniowy wzrost inflacji do 3,4 proc. zaskoczył wszystkich. To, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych zaczną szybciej rosnąć na przełomie roku, było przez ekspertów przewidywane. Jednak zaczęło się znacznie wcześniej i dzisiaj już wiadomo, że skala wzrostów będzie wyższa niż wydawało się jeszcze kilka tygodni temu.

Przynajmniej w jednym miejscu taka wiadomość została przyjęta z zadowoleniem. To Ministerstwo Finansów, które będzie beneficjentem wysokiej inflacji. Ta może bowiem mocno pomóc tegorocznemu budżetowi i zniwelować negatywny wpływ spowolnienia wzrostu gospodarczego na dochody budżetowe.

Przy opracowaniu budżetu na 2020 r. MF założyło, że gospodarka urośnie realnie o 3,7 proc. Wielu ekonomistów spodziewa się jednak, że dynamika wzrostu będzie bliżej 3 proc. Co za tym idzie, mniejsze będą też wpływy do publicznej kasy. Niższe o ok. 1 pkt proc. tempo rozwoju to nawet 9–12 mld zł mniej w kasie państwa.

4422906-u767c7-graf-20a10-pkb-20i-20inflacja-20-c-p.jpg
Eksperci zakładają, że w tym roku inflacja wyniesie średnio w roku 3,3 proc

Tyle że ten rok przyniesie wyraźne odbicie w cenach, a dla budżetu ważniejszy jest nominalny wzrost PKB i konsumpcji gospodarstw domowych. Tutaj zaś spowolnienia raczej nie będzie.

Eksperci zakładają, że w tym roku inflacja wyniesie średnio w roku 3,3 proc. To o blisko 1 pkt proc. więcej niż w 2019 r. i więcej niż przyjął resort finansów przy konstrukcji tegorocznego planu dochodów i wydatków państwa. Analitycy MF założyli bowiem, że średnioroczny wzrost cen wyniesie 2,5 proc. Zdaniem ekspertów pytanych przez bank centralny, wzrost PKB wyniesie w tym roku 3,4 proc. Nominalnie PKB zwiększy się w tempie zbliżonym do ubiegłorocznego, a może nawet nieco wyższym.

Zadowolony z tego jest wiceminister finansów Leszek Skiba, który kilka dni temu powiedział, że wyższa inflacja to wyższe dochody dla budżetu, co oznacza, że nie będzie problemu z jego realizacją. Na wszelki wypadek MF zmniejszył jednak w budżecie państwa prognozę dochodów z VAT. Przed wyborami do parlamentu spodziewano się, że wyniosą ponad 200 mld zł. W poprawionym projekcie, który trafił do Sejmu w grudniu, zapisano je na poziomie blisko 4 mld zł niższym. Być może niepotrzebnie.

Grudniowy wyskok inflacyjny nie jest bowiem ostatnim w najbliższych miesiącach. Ryzyko szybszego wzrostu cen zaś rośnie.

– Podwyżki cen energii elektrycznej (rozłożone na styczeń i luty), wywozu śmieci, akcyzy na alkohol i tytoń oraz efekty bazowe z poprzedniego roku podniosą inflację do ponad 4,5 proc. r/r w I kwartale – prognozują ekonomiści mBanku.

Dużym znakiem zapytania są ceny żywności, które mogą w tym roku jeszcze zaskakiwać negatywnie i mocniej podbijać inflację.

Na przykład ceny mięsa. Choć ekonomiści już wcześniej uwzględniali w swoich prognozach, że wieprzowina będzie drożeć , to jednak tempo zmian jest co najmniej zaskakujące. Według opublikowanych wczoraj danych o cenach skupu produktów rolnych, w grudniu padł rekord cen dla trzody chlewnej. Hodowcom płacono 6,26 zł za kilogram. To o połowę więcej niż rok wcześniej.

– To wartość do tej pory nienotowana. Ostatnie maksimum mieliśmy w sierpniu 2013 r. i było to wtedy 5,97 zł – mówi Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole. Wzrost cen skupu świń o tej porze roku jest zaskakujący, bo zwykle raczej mamy sezonowy spadek. Tymczasem w Polsce – ale też na niemieckim rynku, który ma na polski bardzo duży wpływ – ceny biją rekordy.

– To pokazuje, z jak silnym popytem na wieprzowinę z Chin mamy do czynienia. My co prawda nie możemy eksportować do Chin ze względu na afrykański pomór świń, ale Niemcy tak. I braki wywołane wzrostem tej sprzedaży uzupełniają, kupując wieprzowinę z Polski – mówi ekonomista Credit Agricole.

Jego zdaniem, być może w najbliższych tygodniach ceny skupu nieco spadną, ale już w lutym powinny ponownie zacząć rosnąć i ten wzrost powinien się utrzymywać do sierpnia – września, przekraczając poziom 6,60 zł za kilogram. To by oznaczało, że trzoda chlewna stałaby się droższa od bydła – a to wołowina, traktowana jako mięso luksusowe, jest jak dotąd najdroższa, choć różnica w cenach jest coraz mniejsza. Według wczorajszych danych GUS, cena skupu bydła wynosiła w grudniu 6,35 zł za kilogram.

Cieniem nad inflacyjnymi prognozami kładzie się też niedobór wody. Z analiz Wód Polskich, odpowiedzialnych za całość gospodarki wodnej w Polsce, wynika, że już teraz na wielu obszarach występuje susza. A to znów może mieć wpływ na wielkość zbiorów i – pośrednio – na ceny. Przykład to ceny ziemniaków. Na targowiskach w grudniu płacono za nie o 75 proc. więcej niż przed rokiem. To efekt niższych zbiorów, które GUS w 2019 r. oszacował na 6,5 mln ton, o 13 proc. mniej niż w r. 2018. 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png