Przed spowolnieniem gospodarczym budżet uratuje wyższa od przewidywań dynamika cen. Te będą rosły znacznie szybciej, a ryzyko wciąż rośnie.
Grudniowy wzrost inflacji do 3,4 proc. zaskoczył wszystkich. To, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych zaczną szybciej rosnąć na przełomie roku, było przez ekspertów przewidywane. Jednak zaczęło się znacznie wcześniej i dzisiaj już wiadomo, że skala wzrostów będzie wyższa niż wydawało się jeszcze kilka tygodni temu.
Przynajmniej w jednym miejscu taka wiadomość została przyjęta z zadowoleniem. To Ministerstwo Finansów, które będzie beneficjentem wysokiej inflacji. Ta może bowiem mocno pomóc tegorocznemu budżetowi i zniwelować negatywny wpływ spowolnienia wzrostu gospodarczego na dochody budżetowe.
Reklama
Przy opracowaniu budżetu na 2020 r. MF założyło, że gospodarka urośnie realnie o 3,7 proc. Wielu ekonomistów spodziewa się jednak, że dynamika wzrostu będzie bliżej 3 proc. Co za tym idzie, mniejsze będą też wpływy do publicznej kasy. Niższe o ok. 1 pkt proc. tempo rozwoju to nawet 9–12 mld zł mniej w kasie państwa.
Eksperci zakładają, że w tym roku inflacja wyniesie średnio w roku 3,3 proc / DGP

Reklama
Tyle że ten rok przyniesie wyraźne odbicie w cenach, a dla budżetu ważniejszy jest nominalny wzrost PKB i konsumpcji gospodarstw domowych. Tutaj zaś spowolnienia raczej nie będzie.
Eksperci zakładają, że w tym roku inflacja wyniesie średnio w roku 3,3 proc. To o blisko 1 pkt proc. więcej niż w 2019 r. i więcej niż przyjął resort finansów przy konstrukcji tegorocznego planu dochodów i wydatków państwa. Analitycy MF założyli bowiem, że średnioroczny wzrost cen wyniesie 2,5 proc. Zdaniem ekspertów pytanych przez bank centralny, wzrost PKB wyniesie w tym roku 3,4 proc. Nominalnie PKB zwiększy się w tempie zbliżonym do ubiegłorocznego, a może nawet nieco wyższym.
Zadowolony z tego jest wiceminister finansów Leszek Skiba, który kilka dni temu powiedział, że wyższa inflacja to wyższe dochody dla budżetu, co oznacza, że nie będzie problemu z jego realizacją. Na wszelki wypadek MF zmniejszył jednak w budżecie państwa prognozę dochodów z VAT. Przed wyborami do parlamentu spodziewano się, że wyniosą ponad 200 mld zł. W poprawionym projekcie, który trafił do Sejmu w grudniu, zapisano je na poziomie blisko 4 mld zł niższym. Być może niepotrzebnie.
Grudniowy wyskok inflacyjny nie jest bowiem ostatnim w najbliższych miesiącach. Ryzyko szybszego wzrostu cen zaś rośnie.
– Podwyżki cen energii elektrycznej (rozłożone na styczeń i luty), wywozu śmieci, akcyzy na alkohol i tytoń oraz efekty bazowe z poprzedniego roku podniosą inflację do ponad 4,5 proc. r/r w I kwartale – prognozują ekonomiści mBanku.
Dużym znakiem zapytania są ceny żywności, które mogą w tym roku jeszcze zaskakiwać negatywnie i mocniej podbijać inflację.
Na przykład ceny mięsa. Choć ekonomiści już wcześniej uwzględniali w swoich prognozach, że wieprzowina będzie drożeć , to jednak tempo zmian jest co najmniej zaskakujące. Według opublikowanych wczoraj danych o cenach skupu produktów rolnych, w grudniu padł rekord cen dla trzody chlewnej. Hodowcom płacono 6,26 zł za kilogram. To o połowę więcej niż rok wcześniej.
– To wartość do tej pory nienotowana. Ostatnie maksimum mieliśmy w sierpniu 2013 r. i było to wtedy 5,97 zł – mówi Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole. Wzrost cen skupu świń o tej porze roku jest zaskakujący, bo zwykle raczej mamy sezonowy spadek. Tymczasem w Polsce – ale też na niemieckim rynku, który ma na polski bardzo duży wpływ – ceny biją rekordy.
– To pokazuje, z jak silnym popytem na wieprzowinę z Chin mamy do czynienia. My co prawda nie możemy eksportować do Chin ze względu na afrykański pomór świń, ale Niemcy tak. I braki wywołane wzrostem tej sprzedaży uzupełniają, kupując wieprzowinę z Polski – mówi ekonomista Credit Agricole.
Jego zdaniem, być może w najbliższych tygodniach ceny skupu nieco spadną, ale już w lutym powinny ponownie zacząć rosnąć i ten wzrost powinien się utrzymywać do sierpnia – września, przekraczając poziom 6,60 zł za kilogram. To by oznaczało, że trzoda chlewna stałaby się droższa od bydła – a to wołowina, traktowana jako mięso luksusowe, jest jak dotąd najdroższa, choć różnica w cenach jest coraz mniejsza. Według wczorajszych danych GUS, cena skupu bydła wynosiła w grudniu 6,35 zł za kilogram.
Cieniem nad inflacyjnymi prognozami kładzie się też niedobór wody. Z analiz Wód Polskich, odpowiedzialnych za całość gospodarki wodnej w Polsce, wynika, że już teraz na wielu obszarach występuje susza. A to znów może mieć wpływ na wielkość zbiorów i – pośrednio – na ceny. Przykład to ceny ziemniaków. Na targowiskach w grudniu płacono za nie o 75 proc. więcej niż przed rokiem. To efekt niższych zbiorów, które GUS w 2019 r. oszacował na 6,5 mln ton, o 13 proc. mniej niż w r. 2018.