Cel Pekinu jest prosty: finalizacja prac nad umową o Regionalnym Wszechstronnym Porozumieniu Gospodarczym (RCEP) w lutym. Dzięki temu już w przyszłym roku mogłaby powstać największa strefa wolnego handlu na świecie, zamieszkana przez prawie 2 mld osób i obejmująca kraje zrzeszone w ASEAN, czyli Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej (Brunei, Filipiny, Indonezja, Kambodża, Laos, Malezja, Mjanma, Singapur, Tajlandia i Wietnam) razem z Australią, Chinami, Japonią, Koreą Południową i Nową Zelandią.

Sukces rozpoczętych w 2012 r. rokowań ogłosili wczoraj przedstawiciele tych państw na szczycie w Bangkoku. „15 krajów zakończyło wczoraj negocjacje nad treścią 20 rozdziałów porozumienia obejmujących większość problemów z dostępem do rynku. Teraz przystąpimy do analiz prawnych, żeby tekst był gotowy do podpisania w 2020 r.” – czytamy we wspólnym komunikacie wydanym przez liderów.

Początkowo w rozmowach nad RCEP brały również udział Indie, ale rząd w Nowym Delhi w ostatniej chwili zgłosił wiele wątpliwości. – Dzisiaj, kiedy patrzymy na siedem lat negocjacji nad porozumieniem, widzimy, że świat globalnego handlu się zmienił. Tego nie sposób nie dostrzec. Co więcej, RCEP nie uwzględnia zgłoszonych przez Indie obaw, w związku z tym nie jest możliwe, abyśmy przystąpili do takiego układu – powiedział wczoraj premier kraju Narendra Modi.

Tę postawę uwzględniono w komunikacie końcowym. „Problemy podniesione przez Indie pozostają nierozwiązane. Dlatego pozostałe kraje wciąż będą pracować nad tym, aby zaradzić im w satysfakcjonujący sposób. Od tego będzie zależała ostateczna decyzja Indii” – czytamy w oświadczeniu. Indyjscy politycy obawiają się, że po wejściu w życie RCEP ich gospodarka zostałaby zalana tanim importem z Państwa Środka, któremu nie będzie w stanie przeciwstawić się nienowoczesny biznes lokalny. Z tego względu w ostatniej chwili negocjatorzy zażądali wydłużenia okresów przejściowych, po których doszłoby do zniesienia ceł. Warto w tym kontekście wspomnieć, że sprzeciw wobec liberalizacji handlu artykułami rolnymi był też jedną z przyczyn impasu rozmów nad pogłębieniem globalnego handlu w ramach WTO.

Pomimo sprzeciwu Nowego Delhi finalizacja prac nad RCEP to sukces dla Chin, których gospodarka spowalnia m.in. na skutek tarć handlowych ze Stanami Zjednoczonymi. To także prztyczek dla USA, które wycofały się z rozmów nad podobną umową o wolnym handlu, czyli Partnerstwem Transpacyficznym (TPP). Była to jedna z pierwszych decyzji, jaką po objęciu urzędu podjął Donald Trump.

Tak naprawdę TPP jednak nigdy nie umarło. Po wycofaniu się Waszyngtonu pozostali członkowie Partnerstwa postanowili doprowadzić zaawansowane już prace nad tekstem do końca i wprowadzić umowę w życie. W ten sposób w ubiegłym roku zaczęło obowiązywać Wszechstronne i Postępowe Porozumienie na rzecz Partnerstwa Transpacyficznego (CPTPP), które obejmuje: Australię, Brunei, Chile, Japonię, Kanadę, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur oraz Wietnam. Niektóre państwa będą należeć więc zarówno do CPTPP, jak i RCEP.

Jak wyliczyli eksperci z waszyngtońskiego Peterson Institute for International Economics (PIIE), korzyści gospodarcze z wskrzeszonej wersji TPP będą mniejsze, niż miały wynosić benefity oryginalnej umowy (m.in. przez brak USA). Zamiast 492 mld dol. będzie to 147 mld dol. Z kolei umowa RCEP ma przynieść korzyści gospodarcze o wartości 286 mld dol.

CPTPP i RCEP to porozumienia mniej ambitne niż TPP. To ostatnie obejmowało m.in. liberalizację dostępu do usług, przetargów publicznych oraz poświęcało wiele miejsca kwestii ochrony własności intelektualnej, czyli wątkowi, na którym szczególnie zależało amerykańskim negocjatorom. Podpisane porozumienia koncentrują się bardziej na obniżaniu ceł.