W nieco ponad siedem lat po ostatnim bankructwie rząd sprzedał na aukcji swoje bony skarbowe z ujemną rentownością.
DGP
Rentowność sprzedanych właśnie bonów skarbowych wyniosła -0,02 proc. Oznacza to, że inwestorzy (głównie greckie banki) zapłacili za nie nieco więcej, niż dostaną w momencie ich wykupu za trzy miesiące. Aukcja zorganizowana przez grecką agencję państwową zajmującą się zarządzaniem długiem cieszyła się dużym zainteresowaniem. Popyt na rządowe papiery wartościowe sięgnął aż 1,3 mld euro. Agencja zdecydowała się sprzedać bony o wartości 488 mln euro, więc spora część zgłoszonych ofert kupna pozostała bez odpowiedzi.
Reklama
Emisje rządowych bonów skarbowych i obligacji z ujemnymi rentownościami odbywają się w państwach strefy euro już od kilku lat, ale dołączenie do tego grona akurat Grecji można traktować symbolicznie. To wciąż najbardziej zadłużone państwo w Europie i jedno z najbardziej zadłużonych na świecie. Grecki dług publiczny nadal przekracza 170 proc. wartości PKB. Mimo to inwestorzy zachowują się tak, jakby nie mieli dziś żadnych obaw związanych z lokowaniem pieniędzy w papierach skarbowych Grecji.

Reklama
To efekt uboczny coraz powszechniej występującego w strefie euro zjawiska ujemnych stóp procentowych. Banki, fundusze emerytalne i inne instytucje finansowe zobowiązane do tego, aby część swoich portfeli lokować w instrumenty bezpieczne (czyli głównie lokaty bankowe i obligacje rządowe), mają coraz większy problem ze znalezieniem miejsc, w których jest bezpiecznie i jednocześnie można tam chociaż trochę zarobić. Z tego punktu widzenia Grecja w oczach inwestorów wygląda dziś atrakcyjnie.
Pomimo burzliwej przeszłości finansowej i wysokiego zadłużenia jest traktowana jako emitent bezpieczny, ponieważ należy do strefy euro i w odróżnieniu od czasów kryzysu z 2011–2012 nikt nie domaga się jej usunięcia z tej strefy. Jednocześnie również ze względu na tę burzliwą przeszłość rentowność długu greckiego jest wyraźnie wyższa niż np. niemieckiego czy holenderskiego. W efekcie w czasach, w których obligacje Belgii, Francji czy Hiszpanii są już od pewnego czasu pod kreską, dług Grecji nadal daje możliwość osiągnięcia zysku.
Jednak skuszeni tą perspektywą inwestorzy, kupując obligacje Grecji, automatycznie podnoszą ich cenę, a więc tym samym także obniżają ich rentowność. Jeśli ten trend się nie odwróci, także dług Aten osiągnie za jakiś czas rentowność ujemną. W przypadku krótkoterminowych bonów skarbowych właśnie się to wydarzyło. Rentowność obligacji, w których przypadku do wykupu trzeba czekać kilka lat, jest wciąż dodatnia, ale systematycznie maleje. Dzień przed emisją bonów Ateny sprzedały swoje obligacje 10-letnie z rekordowo niską rentownością 1,5 proc. Dziś na rynku wtórnym papiery te można kupić już z nieco niższą opłącalnością na poziomie 1,45 proc. W przypadku obligacji pięcioletnich to już tylko 0,7 proc.
Ujemne stopy procentowe w strefie euro mają swoje uzasadnienie fundamentalne. Obawiając się spowolnienia gospodarczego, kapitał, zamiast angażować się w ryzykowne projekty inwestycyjne, woli uciekać w stronę instrumentów bezpiecznych, jak widać nawet wtedy, gdy nie przynoszą one zysków. Ponadto zmiany demograficzne powodują, że nieustannie rośnie popyt na obligacje ze strony funduszy emerytalnych. Ale bardzo istotna jest też postawa Europejskiego Banku Centralnego, który od lat utrzymuje swoją stopę depozytową poniżej zera, a we wrześniu nawet dodatkowo ją obniżył.
Z kolei od 1 listopada EBC wznowi akcję skupu obligacji rządowych z rynku. W ten sposób zamierza wspomagać ożywianie gospodarki w strefie euro. Taki skup oznacza, że pojawi się dodatkowy popyt na dług państw strefy, co zwiększa prawdopodobieństwo dalszego wzrostu cen i spadku oprocentowania obligacji. Co ważne w kontekście Grecji, przy poprzednich odsłonach takiego skupu EBC omijał obligacje tego kraju, ponieważ był on wtedy objęty specjalnym programem naprawczym. Tym razem skup obejmie także dług emitowany przez Ateny, co także przyczynia się do wzrostu zainteresowania na rynku akurat tymi papierami wartościowymi.