Utrzymujący się dotąd wysoki wzrost gospodarczy (piszemy o tym na s. 10) sprzyja bankom: rosnące zyski firm i zarobki Polaków odkładają się na ich rachunkach bieżących, zwiększa się też popyt na kredyty. Dzięki temu rośnie najważniejszy składnik dochodów banków: wynik odsetkowy.

źródło: DGP

W końcu czerwca wartość depozytów bieżących gospodarstw domowych była o 16 proc. wyższa niż rok wcześniej. W przypadku przedsiębiorstw był wzrost o 13 proc. Dlaczego to istotne dla banków? Bo tego typu środki są zwykle oprocentowane znacznie niżej niż depozyty terminowe. To zaś przekłada się na niższe koszty finansowania.

Chociaż oficjalne stopy procentowe nie zmieniły się już ponad cztery lata, to banki wciąż dokonują korekt swoich cenników – na niekorzyść klientów. Na początku lipca weszła w życie decyzja o obniżce stawek niektórych depozytów w ING Banku Śląskim. Pod koniec czerwca – w PKO BP. Obie instytucje to liderzy naszego rynku depozytowego. W czerwcu przeciętne oprocentowanie nowych depozytów w całym sektorze bankowym wynosiło 1,2 proc. Było najniższe w historii.

Finansiści podkreślają jednak, że głównym źródłem wzrostu dochodów odsetkowych są kredyty. W czerwcu wartość kredytów była o ok. 7 proc. wyższa niż rok wcześniej. Dla zwiększania się wartości portfela duże znaczenie mają hipoteki: w II kw. liczba udzielonych kredytów tego typu (59 tys.) była najwyższa od prawie ośmiu lat, a wartość (16,4 mld zł) największa od prawie 11 lat. Dla zyskowności tego portfela kluczowy jest rosnący popyt na kredyty konsumpcyjne. W II kw. sprzedaż tego typu pożyczek wyniosła 19,7 mld zł, o 1,5 mld zł więcej niż rok wcześniej.

Sprzedaż kredytów wiąże się z ryzykiem: w skali sektora wartość rezerw kredytowych – obniżających zysk netto – to w I półroczu prawie 4,7 mld zł, o niemal 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost ryzyka widać w wynikach niektórych banków. Alior miał w pierwszej połowie roku niecałe 160 mln zł zysku, o ponad połowę mniej niż rok wcześniej. To w dużej mierze efekt odpisów „na ekspozycję z branży spożywczej”. Chodzi o kredyt dla znajdujących się w tarapatach finansowych Zakładów Mięsnych Kania. Ta spółka była kredytowana również przez inne instytucje, jak Bank Handlowy (wyniki I półrocza opublikuje w tym tygodniu).

Takich problemowych przypadków pojawia się coraz więcej. Ostatnio głośno jest o zajmującym się obrotem paliwami Onico, kredytowanym przez BNP Paribas i ING Bank Śląski. Ten ostatni kilka dni temu zajął olej napędowy wart 90 mln zł, który był zabezpieczeniem należności wobec Onico.

Wyższe rezerwy to jeden z powodów, dla których wynik sektora bankowego w I półroczu był niemal taki sam, jak rok wcześniej – mimo wyższych dochodów. Kolejny to rosnące koszty. Wydatki na pensje dla pracowników były o niecałe 3 proc. wyższe niż w ub.r. Szefowie banków otwarcie mówią o presji płacowej, która wymaga podwyżek. Ale równocześnie instytucje finansowe obniżają zatrudnienie. W maju (ostatnie dostępne dane) w krajowych bankach pracowało niecałe 160,5 tys. osób.

Instytucjom kredytowym w największym stopniu doskwierają jednak koszty regulacyjne. Jak wyższe składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, które odbiły się przede wszystkim na wynikach I kw.