Według danych Eurostatu wartość inwestycji prywatnych firm i gospodarstw domowych wyniosła w Polsce w 2018 r. ok. 13,5 proc. PKB. To jeden z najniższych poziomów w UE: mniej było tylko w Grecji (ok. 8 proc. PKB) i Luksemburgu (13,4 proc.). Wszystkie kraje Europy Środkowo-Wschodniej wypadają pod tym względem lepiej, a od lidera – czyli Irlandii, gdzie inwestycje prywatne to niemal 23 proc. PKB – dzieli nas przepaść. Co gorsza, w ciągu ostatnich kilku lat w Polsce udział inwestycji w PKB malał. I to właśnie jest porażka rządowej strategii rozwoju gospodarczego.

Cel poza zasięgiem

Jeden z celów rządowego dokumentu, jakim jest Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, to zwiększenie inwestycji w gospodarce, czego nie da się osiągnąć bez nowych prywatnych projektów. Dokument przyjmowany na początku kadencji zakładał, że w 2020 r. stopa inwestycji ogółem miałaby wynosić 22–25 proc., co oznaczałoby konieczność podniesienia stopy inwestycji prywatnych z ówczesnych 15,7 proc. PKB do ok. 20 proc.

źródło: DGP

– Dziś można powiedzieć jasno: tego celu nie da się zrealizować. Inwestycje prywatne w 2019 i 2020 r. musiałyby rosnąć nominalnie po ponad 30 proc. rocznie, co jest raczej niemożliwe – stwierdza Aleksander Łaszek, ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jego zdaniem porażką jest nie tylko niedotrzymanie zapisów z rządowych planów, ale też fakt, że od początku kadencji obecnego rządu inwestycje w polskiej gospodarce rosły mizernie. Według Łaszka to skutek uboczny realizacji innego rządowego priorytetu, jakim była poprawa ściągalności podatków. Z punktu widzenia przedsiębiorców większa represyjność aparatu skarbowego to element ryzyka, który trzeba uwzględniać w planach.

– Do tego dochodzi niepewność związana z regulacjami. Na przykład zmiany w ustawie o odnawialnych źródłach energii pokazują, jak jedną nowelizacją można rentowny biznes wepchnąć pod wodę. A wprowadzenie podatków bankowego i handlowego – że odchodzimy od generalnej reguły równych zasad dla wszystkich na rzecz specjalnych regulacji dla sektorów, których nie lubimy – mówi ekonomista FOR.

Usługi inwestują mniej

Choć inwestycji w gospodarce mamy mniej, niż chciałby tego rząd, nie widać oznak dekoniunktury. W 2018 r. polski wzrost gospodarczy należał do największych w Europie. I nadal jest przyzwoity, w I kw. tego roku PKB wzrósł o 4,6 proc., a takie instytucje, jak Komisja Europejska czy OECD w ostatnich dniach podniosły prognozy dla Polski. Ostatnie dane też nie są złe, choćby te opublikowane wczoraj o produkcji przemysłowej. W kwietniu wzrosła ona o 9,2 proc., dużo powyżej prognoz.

– Dlatego to, że spada nam stopa inwestycji, nie powinno szczególnie niepokoić. Gospodarka nie tylko solidnie rośnie, ale na dodatek jest to zdrowy wzrost, taki, który nie powoduje nierównowagi. Mamy niemal zbilansowany rachunek obrotów bieżących, ustabilizowane finanse publiczne, nie widać napięć inflacyjnych – zwraca uwagę Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP.

Ekspertka ma wytłumaczenie dla niskiego poziomu prywatnych wydatków na nowe przedsięwzięcia. To, że pod względem poziomu inwestycji wypadamy słabiej niż np. inne kraje regionu, może wynikać ze specyfiki polskiej gospodarki. Na przykład w Czechach dużą rolę odgrywa przemysł, zwłaszcza motoryzacyjny. Polska stoi usługami, to u nas globalne korporacje lokują np. centra usług wspólnych, do tego dochodzi mocna pozycja polskich przewoźników na europejskich rynkach. Efekt jest taki, że to usługi generują dziś sporą nadwyżkę w obrotach z zagranicą, rzędu 4 proc. PKB, a nie handel towarami.

– Z badań np. Banku Anglii wynika, że kraje, które mają mniejszy udział przemysłu w tworzeniu PKB, mają też mniejszą stopę inwestycji. Bo żeby wytworzyć tę samą wartość dodaną, w przemyśle potrzeba więcej zainwestować niż w usługach – mówi ekonomistka.

Żeby zatrudnić kogoś w centrum usług dla biznesu albo usług wspólnych, wystarczy biurko, komputer i telefon. A stworzenie nowego miejsca pracy w przemyśle to inwestycja w modernizację linii produkcyjnej – albo postawienie nowej.

– Może trochę niechcący, ale w polskiej gospodarce bardzo istotna stała się rola usług. Z tego punktu widzenia niska stopa inwestycji prywatnych nie jest problemem. Tym bardziej że inwestycje publiczne wypadają nieźle na tle innych krajów Europy – mówi ekonomistka PKO BP.

Według danych Eurostatu średnia stopa inwestycji publicznych w UE wynosiła w ubiegłym roku 2,8 proc. PKB, w Polsce było to 4,7 proc. PKB. Kryńska zwraca uwagę, że w Polsce publiczne wydatki idą przede wszystkim na infrastrukturę, która ma duże znaczenie dla budowania kapitału w gospodarce. Ekonomistka wskazuje też jeszcze jeden aspekt: ceny dóbr inwestycyjnych w Polsce rosły wolniej niż ogół cen w gospodarce. To dodatkowo może – statystycznie – zaburzać wyniki. Tak naprawdę firmy mogą inwestować sporo, ale tanio.

– Ale to wszystko nie oznacza, że powinniśmy odpuścić sobie budowanie silnego przemysłu. Bo koniec końców to w nim powstaje duża część innowacji, więc skupianie się tylko na usługach byłoby błędem – mówi Urszula Kryńska.

Aleksander Łaszek dodaje, że prędzej czy później trzeba będzie zastępować pracę kapitałem, by podtrzymywać dobrą koniunkturę. – Społeczeństwo się starzeje, ubywa pracowników i powstaje pytanie, jak długo da się podnosić wydajność pracy przy tak małym zasobie kapitału. To wcale nie jest tak, że nasza konkurencyjność cały czas rośnie. Zmiany nie zachodzą z dnia na dzień i może się okazać, że jak dziś zaniedbamy inwestycje w kapitał, to rezerwy produktywności wyczerpią się szybko – mówi ekonomista FOR. 

W 2018 r. polski wzrost gospodarczy należał w Europie do największych