Opłatę recyklingową za wszystkie opakowania chciałby wprowadzić resort środowiska. Od dawna czekają na nią samorządy, którym brakuje pieniędzy na gospodarowanie śmieciami.
Polacy a opakowania z recyklingu / DGP
Jeśli projekt – zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Środowiska – rzeczywiście w wakacje trafi do konsultacji, jest szansa, że jeszcze przed upływem tej kadencji zajmie się nim Sejm. Wszystko zależy oczywiście od tempa prac. A kwestia recyklingu jest dla gmin sprawą palącą, bo już w przyszłym roku powinny segregować połowę wytwarzanych śmieci. Problemów jest kilka – m.in. rosnące koszty gospodarki odpadami, które obecnie ponoszą mieszkańcy (gminy do systemu nie mogą bowiem dopłacać) oraz jakość zbieranych odpadów.
Reklama

Nawet dwa miliardy dodatkowo

To, że koszty związane z selektywną zbiórką powinni ponosić także producenci wprowadzający opakowania na rynek, nie jest odosobnioną opinią wśród samorządowców. Pieniądze z opłat naliczanych od opakowań: plastikowych butelek, tetra paków i innych mogłyby trafiać na przykład na osobne konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a z niego dalej na wsparcie selektywnej zbiórki, za którą odpowiadają gminy. Włodarze mogliby finansować z nich na przykład sprzątanie zaśmieconych podczas sezonu turystycznego plaż i wody: więcej śmieci wytworzonych przez turystów przełożyłoby się bezpośrednio na więcej pieniędzy na ich usunięcie. Według Jerzego Zająca z Krajowej Izby Gospodarki Odpadami (KIGO) opodatkowanie każdego opakowania mogłoby przynieść nawet 2 mld zł.

Reklama

Na recyklingu trudno zarobić

Do tej pory resort środowiska proponował samorządom, by zasilały system śmieciowy środkami ze sprzedaży odpadów na recykling. Jednak – na co zwracali uwagę włodarze – im więcej śmieci na rynku, tym niższa cena, którą można za nie dostać. A zgodnie z założeniami unijnymi śmieci przeznaczonych do dalszego wykorzystania ma być każdego roku coraz więcej. Natomiast już teraz cena za nie, m.in. w związku z sytuacją międzynarodową, spadła.
Do śmieci – także tych zbieranych selektywnie – gminy dopłacają już dziś. Część mieszkańców nie oddziela odpadów, choć deklaruje inaczej, część robi to nieumiejętnie. W efekcie odpady z selektywnej zbiórki mają małą wartość i trzeba ponosić kolejne koszty, aby je oczyścić. – W zależności od lokalizacji, pozyskanie selektywnej tony tworzyw sztucznych od mieszkańców kosztuje 1700–6000 zł za tonę – mówi DGP Jerzy Zając z KIGO.

Na czyste śmieci chętny się znajdzie

Andrzej Pichet, inspektor ds. gospodarki odpadami w gminie Przygodzice, wylicza, że za tonę szklanych butelek, które trafiają do odpadów zmieszanych, gmina płaci 450 zł, natomiast koszt tych samych butelek, które trafiłyby do segregacji, to już tylko 10,80 zł. Jak podkreśla, podobnie jest z odpadami papierowymi i plastikiem. Edukacja mieszkańców i zmiana ich przyzwyczajeń wymagają jednak czasu i kolejnych środków, a nie każdą gminę stać na dużą akcję informacyjną. Pieniądze na ten cel mogłyby pochodzić właśnie z opłaty recyklingowej – uważają eksperci. W efekcie do kubłów trafiałyby lepiej posegregowane śmieci, a czyste łatwiej jest sprzedać.
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich chciałby regulacji, które zagwarantują, że sprzedaż śmieci kierowanych do recyklingu będzie się opłacała. – Jeśli opakowania są czyste, możliwość ich zagospodarowania jest stuprocentowa. Są bardzo cennym surowcem – przekonuje natomiast prezes FBSerwis Artur Pielech. W jego ocenie nie należy się także obawiać sytuacji, że duża ilość odpadów, które trafią na rynek, drastycznie wpłynie na ich cenę. – Zobaczymy, czy wzrośnie lawinowo. Dziś mamy problem, co zrobić z zanieczyszczonymi opakowaniami – dodaje.

Więcej kupujesz, więcej zapłacisz na ekologię

Eksperci nie mają wątpliwości, że po wprowadzeniu tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) za recykling zapłacą konsumenci – wzrosną ceny produktów, gdyż biznes będzie chciał rekompensować nowy podatek. – To słuszne rozwiązanie. Ten, kto konsumuje, płaci – mówi Jerzy Zając.
Kiedy określano stawki za śmieci, które gminy nakładają na mieszkańców, celowo zrezygnowano z powiązania ich z ilością wytwarzanych odpadów. Obawiano się bowiem, że śmieci zamiast w koszach, wylądują w rowach i lasach. W konsekwencji nie ma znaczenia, ile odpadów produkuje jedna osoba – w przypadku stawek naliczanych od mieszkańca, wszyscy płacą tak samo. Podobnie jest w przypadku opłat powiązanych ze zużyciem wody.

Plany resortu środowiska

Według wstępnych informacji resort środowiska rozważa także wprowadzenie kaucji na butelki PET. Co prawda minister Henryk Kowalczyk w jednym z wywiadów wymienił kwotę 10 gr, ale nie jest ona jeszcze przesądzona. – Może się okazać, że będą to 2 gr czy na przykład 40 gr – podkreśla w rozmowie z DGP rzecznik resortu Aleksander Brzózka. MŚ nie podaje szczegółów planowanych rozwiązań, nie wiadomo więc, jak miałby wyglądać system odbioru butelek i kto miałby być jego operatorem. Innymi słowy – do kogo wracałyby zużyte plastikowe butelki i kto za to zapłaci. Projekt – według informacji DGP – do konsultacji społecznych ma trafić na przełomie lipca i sierpnia tego roku.