Na wyrównanie straty poniesionej na usługach powszechnych Poczta czeka już szósty rok. I jeszcze poczeka.
Reklama
Poczta Polska jako operator wyznaczony realizuje usługi powszechne – co m.in. oznacza, że dostarcza nawet nierentowne listy i utrzymuje placówki w całym kraju. Jeśli w ciągu roku przychody z tej działalności nie pokryją jej kosztów, operatorowi przysługuje rekompensata. Teoretycznie. W praktyce procedura jest tak przewlekła, że Poczta nie dostała jeszcze pieniędzy za 2013 r.
Od początku wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Rok 2013 był pierwszym, kiedy po liberalizacji rynku Poczta działała jako operator wyznaczony. Wykazała wtedy 110 mln zł straty. Złożyła więc wniosek o rekompensatę do Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który reguluje ten rynek. Był rok 2014 r.
Straty z tytułu usług powszechnych są finansowane ze środków od innych operatorów oraz – w części, której nie pokryje rynek – z budżetu państwa. Udział tego ostatniego wymaga, jak wyjaśnia UKE, „każdorazowego uzyskania zgody Komisji Europejskiej na udzielenie operatorowi wyznaczonemu dopłaty, traktowanej przez KE de facto jako pomoc publiczna”.

Reklama
Zielone światło z Komisji przyszło 26 listopada 2015 r. – wraz z zaleceniami, by zmienić prawo pocztowe i zweryfikować poniesione przez Pocztę koszty. Audyt odbył się w 2016 r. Nową ustawę prezydent podpisał w czerwcu 2017 r. Decyzję o rekompensacie UKE wydał 11 stycznia 2018 r.
Schody zaczęły się jednak przy ustalaniu, kto ile zapłaci. Do puli dorzuca się każdy operator pocztowy, którego przychody – bez przesyłek kurierskich – przekroczyły w danym roku 1 mln zł. Maksymalna składka to 2 proc. tych przychodów. Swoją stratę finansuje też sama Poczta – i to w znacznej większości, bo przypadło na nią 100 mln zł.
Problem stanowi natomiast pozostałe 10 mln zł. Próg miliona przekroczyło w 2013 r. ośmiu operatorów. Postępowanie UKE w sprawie ustalenia wysokości przypadających na nich dopłat nadal trwa. Jak nas informuje regulator, obecnie rozpatrywane są wnioski procesowe stron. Jeden z operatorów – InPost Paczkomaty – złożył w tej sprawie skargę w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.
UKE nie jest więc w stanie przewidzieć, kiedy Poczta doczeka się wypłaty. Biuro prasowe urzędu informuje nas, że będzie ona „możliwa niezwłocznie po zakończeniu postępowania w sprawie dopłat”. Zastępca prezesa UKE Karol Krzywicki na posiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury zapewniał niedawno, że „Poczta Polska jak najbardziej zasługuje na wyrównanie strat i zgodnie z przepisami otrzyma należne środki”, ale również nie mógł podać terminu.
Choć spółka czeka na pieniądze już szósty rok, nie może liczyć na odsetki za zwłokę. Prawo nie przewiduje ich bowiem za czas trwania postępowania administracyjnego. „Wynika to z faktu, że dopiero decyzja ustalająca wysokość dopłaty dla poszczególnego operatora kreuje obowiązek wniesienia określonej w decyzji kwoty” – wyjaśnia nam UKE.
Prezes spółki Przemysław Sypniewski na posiedzeniu komisji infrastruktury stwierdził, że „polskie przepisy umożliwiają wyjątkowo długie procedowanie nad wypłatą” rekompensaty. Dodał, że w innych krajach Unii „albo najpierw rynek składa się na określony fundusz, z którego od razu uruchamia się środki”, albo „cała strata jest pokrywana z budżetu państwa”, więc pod tym względem „zapisy polskiego prawa są najbardziej restrykcyjne” w UE.
Mimo zmiany prawa pocztowego ten system rekompensowania obowiązuje do dziś. Gdyby więc Poczta wyszła na minus w br., droga do wypłaty byłaby równie długa. Strata z 2013 r. była jednak dotychczas jedyną poniesioną przez operatora wyznaczonego. Od tego czasu, gdy spółka widzi, że koszty usługi powszechnej przewyższą przychody, podnosi ceny listów. Najnowsza podwyżka obowiązuje od wczoraj. Najtańszy list kosztuje już 3,30 zł, a nie 2,60 zł.
110 mln zł straciła Poczta w 2013 r. na usługach powszechnych
10 mln zł należy się jej od konkurentów i budżetu państwa
8 operatorów uzyskało w 2013 r. ponad 1 mln zł ze świadczenia usług pocztowych